• top singli 00's (nie no kurwa, naprawdę będą updejty regularne.)

    Ago 30 2009, 21h57

    *kolejność of kors przypadkowa
    *single = tracki (wiem, zjebałę tytuł)
    * TO JEST W FAZIE PRZYGOTOWAŃ, lol.


    2000:
    Deftones - Change (in the House of flies)
    Coldplay - Yellow
    Coldplay - Shiver
    Radiohead - How to disappear completely
    Radiohead - Idioteque
    PRML SCRM - Accelerator
    Spiller feat Sophie Ellis-Bextor - Groovejet

    2001
    Radiohead - Pyramid Song
    Röyksopp - Poor Leno
    Unwound - December
    New Order - Crystal
    Gorillaz - Clint Eastwood


    2002
    The Chemical Brithers - Galaxy Bounce
    The Libertines - Up the Bracket
    Interpol - Specialist
    Interpol - PDA
    Interpol - Leif Erikson
    Kylie - Love at First Sight
    Kylie - Come Into My World
    Moloko - Forever More
    The Music - Getaway
    Trail of Dead - Relative Ways
    Trail of Dead - Another Morning Stoner
    Coldplay - Clocks
    The Cooper Temple Clause - Who Needs Enemies ?
    The Raveonettes - Attack of the Ghost Riders


    2003
    Yeah Yeah Yeahs - Y Control
    Blur - Out of Time
    Goldfrapp - Strict Machine
    Death in Vegas - Hands around My Throat
    Nelly Furtado - Try
    Placebo - Special Needs
    The Knife - You take My breat Away
    The Knife - Heartbeats
    The Rapture - I Need Your Love
    The Rapture - House of Jealous Lovers
    PJ Harvey - The Letter
    The Libertines - Don't Look Back into The Sun


    2004
    The Killers - Somebody Told Me
    Franz Ferdinand - Take Me Out
    Arcade Fire - Rebellion (lies)
    Arcade Fire - Neighborhood #3 (Power Out)
    Interpol - Take You on a Cruise
    Evil Nine - Restless
    Kasabian - Club Foot
    Razorlight - Golden Touch


    2005
    Athlete - Wires
    Ladytron - Destroy Everything You Touch
    The Cribs - Mirror Kissers
    The Cribs - Hey Scenesters!
    Editors - Blood
    Editors - Munich
    Bloc Party - (całe silent alarm ? lolol)
    Franz Ferdinand - Outsiders
    LCD Soundsystem - Tribulations
    M.I.A. - Galang
    Nine Black Alps - Shoot Down
    Pendulum - Fasten Your Seatbelt
    Róisin Murphy - If We're in Love
    Royksopp - What Else is There
    The Gossip - Standing in the way of control


    2006
    The Knife - Silent Shout
    Nelly Furtado - Afraid
    Lily Allen - LDN
    Lily Allen - Smile
    Regina Spector - Fidelity
    Sonic Youth - Incinerate
    The Long Blondes - Separated by the Motorways
    Dead Disco - Automatic
    The Kooks - Naive



    2007
    Beirut - Nantes
    Justice - Waters of Nazareth
    Róisin Murphy - Let Me Know
    Roisin Murphy - Overpowered
    Róisin Murphy - Primitive
    Klaxons - Golden Skans
    Modest Mouse - Dashboard
    Animal Collective - Fireworks
    Arcade Fire - No Cars Go
    Coco Rosie - Rainbowariors
    Interpol - Pioneer to the Falls
    Kate Nash - Foundations
    M.I.A. - Paper Planes
    Radiohead - Reckoner
    The Cinematics - Break


    2008
    M83 - Kim & Jessie
    Crystal Castles - Alice Practice
    Gang Gang Dance - House Jam
    MGMT - Kids
    TV on the Radio - DLZ
    Cut Copy - Out there on the Ice
    Cut Copy - Light & Music
    Cut Copy - So Haunted
    Cut Copy - Hearts on Fire
    Deerhunter - Nothing Ever Happened
    Foals - Baloons
    Goldfrapp - Hapiness
    Hercules and Love Affair - Blind


    2009:
    Mastodon - Oblivion
    Bat For Lashes - Daniel
    Franz Ferdinand - Lucid Dreams
    Phoenix - Lisztomania
    Phoenix - 1901
    Zoot Woman - Saturation
  • otwieracz fest zero dziewinć, rewju.

    Jul 16 2009, 11h34

    Nie.






    NIE.



    NIE.



    ni chce mnie siem.
  • piotrusiowy top zero dziewię. (brudnopis)

    Mai 25 2009, 7h08

    # 01. Animal Collective
    Merriweather Post Pavillion
    8,9

    # 02. The Horrors
    Primary Colours
    8,6

    # 03. The Pains of Being Pure at Heart
    The Pains of Being Pure at Heart
    8,2

    # 04. Phoenix
    Wolfgang Amadeus Phoenix
    7,8

    # 05. Mastodon
    Crack the Skye
    7,8

    # 06. Bat for Lashes
    Two Suns
    7,5

    # 07. Super Furry Animals
    Dark Days / Light Years
    7,4

    # 08. Moderat
    Moderat
    7,1

    # 09. Franz Ferdinand
    Tonight: Franz Ferdinand
    7,1

    # 10. Yeah Yeah Yeahs
    'It's Blitz!'
    7,0

    # 11. Fever Ray
    Fever Ray
    7,0

    # 12. George Dorn Screams
    O'Malley's Bar
    6,8 (też zaskoczonym tą oceną ale druga połowa płyty jest omójbożejeeezuuuu!!11elewę)

    # 13. Lily Allen
    It's Not Me, It's You
    6,7

    # 14. royksopp
    Junior
    6,7

    # 15. Sonic Youth
    The Eternal
    6,7

    # Licheń 88
    Feralne Czinkoczento EP
    6,0

    # Polly Jean Harvey and John Parish
    A woman a man walked by
    5,8

    # Arctic Monkeys
    Humbug
    5,4

    # The Prodigy
    Invaders Must Die
    5,3

    # Kasabian
    The West Rider...
    4,4 (no proszę)

    # MSTRKRFT
    Fist of God
    4,1

    # Muse
    Resistance
    4,0

    # White Lies
    To lose my life (lol)
    3,9

    # Eminemienieniem
    Relapse
    3,2

    # Placebo
    Battle for The Sun
    2,5

    # blablabla Trail of Dead
    Century of Self
    2,5 (no sorry)

    --------------------------------------
    jeszcze fchuj płytów jakby co.
  • Here Comes the Serious Bit... ...czyli piotrusiowy top zero osię.

    Fev 21 2009, 17h36

    updejt 7. 24.04 09.
    WRACAMY PO MIESIĘCZNEJ PRZERWIE:

    tudej:
    # hasa buraka
    # kóksy.
    # MOVE YOUR BODY TO THE BASSLINE!! (aka Late of Pier)
    # long blondes - bisajdy, demówki, różne takie.
    #dasitofyntju, YEAHznakzapytania.

    SOOOOON:
    # cośtam. jakieś pedalskie wydawnictwa pójdą.
    ------------------------

    Miało być wszystko w jednym kawałku ale w ten sposób skazany na łaskę i nie łąskę wiecznie zawieszającego się MS Worda [/lans] pisałbym to do grudnia pewnie gdzieś. No i w pewnym stopniu mam zamiar przyspieszyć proces topowania ze względu na heńkowy lineup - parę zespołów z mojej 20 już ogłoszono, w końcu wyjdzie, że moje podsumowanie jest jakoś determinowane zapowiedziami Mikołaja Z :<<<< No. więc ogólnie korzystając z uroków opierdalingu w początkach nowego semestru postanawiam codziennie updejtować żurnalinjo poprzez wrzucenie jakichś płytek w liczbie proporcjonalnej do sił i weny twórczej którą Bozia mnie danego dnia obdaruje. Amen.

    Z góry również trza ustalić zasady zabawy - skala na 100, czyli 'bardzo Porcys' (haha, pozdro karmel_03 :P)

    OŚWIADCZENIE.
    Autor niniejszego Topu (mamo, mamo opublikowali mnie!!11) ma świadomość, że każdy wchodzący w ten żurnal spojrzy tylko na notki i ewentualne pierwsze miejsce - nie wypisuję zatem swoich jakże_to_błyskotliwych_przemyśleń celem wyrywania panien (pozdro sok :P)

    ---------------------------------------------------
    29. The Vines 'Melodia'

    1,3



    Na początku przyznam się, że gdzieś w necie znalazłem niedawno reckę Vines ostatniego i notę '7/10' - ten tekst miał wielką siłę rażenia, prawie jak to. ^^ Ogólnie dziwi mnie jakkakolwiek popularność tego zespołu (chociażby minimalna) skoro mają w swoim dorobku dwie piosenki: wolną, w założeniu nastrojową i ostrą, na przesterach i krzykliwą. O ile tej pierwszej w swoich kilkunastu próbach nie stworzyli na tyle dobrej aby mnie zadowolić, o tyle ostry a przy tym zajebisty kawałek nagrali dwa razy. 'Get Free' mnie nosi do dziś, 'Ride' było slabsze ale i tak rządziło. Piszę o tej dwutorowości piosenek Vines, bo chlopaki dorzucili tu też dotychczas zaniedbywany nurt 'najpierw smęcimy potem przypierd*****'. 'No Craig, słuchaj, Nirvana miała takie kawałki, kontrasty, wiesz, Pennyroyal Tea czy jakośtam, dajesz jedziesz my zrobim se 'Merrygoround''. Hoho, no takiej sztuczności jak w przejściu między zwrotką a refrenem tego tracka nie zaznasz nawet w tipsach Marty Wiśniewskiej. POLECAM. *:
    PS. dobra, żeby nie było tak negatywnie - w 'Manger' mi się podoba współgranie perki z gitarami a potem gitarki nakładającej się na wokal (albo odwrotnie) w jakąś dziwną melodyjkę. 'Braindead' i 'Scream' można wysłuchać bez bólu ale i bez specjalnego doznania, ot kolejna Nirvana na kiepskich zagrywkach.

    28. Razorlight 'Slipway Fires'

    1,8



    Żenada. Jeszcze 4 lata temu wyrywałem koleżanki na 'Golden Touch', płyta miotła, jedna z kilku wydawnictw dla których to całe srindie miało rację bytu. Potem była dwójka i poziom spadł ale i killerów parę się trafiło. Był też hicior pod pseudonimem 'America' (taki se, nie wiem z czym ta eska tak się podniecała) ale nadzieje na przyszłość były. Trzecia płyta promowana strasznie obsysającym singlem ma dwa średniawe momenty - mostek i refren w 'Tabloid Lover' i niepokojące zwrotki 'Hostrage of Love'. Przed totalną ogólnoświatową kompromitacją ratuje ich, o ironio, jedynie fakt, że nikt na ich płytę chyba nie czekał. PS. Jak wieść gminna niesie oficjalna strona zespołu została przeniesiona na www.żal.eu *:


    27. Czesław Śpiewa 'Debiut'

    2,1



    Sorry Mateusz, jestem zmuszony zacytować Twojego sesemeska 'Właśnie zgłębiam 'debiut' Czesław Śpiewa, stary, no coś nie do opisania...'. Hmmm... opinie mamy podobnie - też uważam że ciężko opisać coś takiego tym bardziej że nie mam przy sobie słownika wyrazów pejoratywnych :<< Więc to by było na tyle - 2,1 (gdyby nie było 'Maszynki do świerkania' - jedynego słuchalnego utworu to 1,7)


    26. Metallica 'Death Magnetic'

    2,4



    Rick Rubin ? No nie, SRAAAAM nim. Ale mniejsza. Nie ma co ukrywać, że Metallica 'skończyła się na Kill em All, a dno to osiągnęła przy płycie z orkiestrą symfoniczną'. Podniecanie się Metallicą w roku 2009 może świadczyć o kilku sprawach.
    a) jesteś dziennikarzem Teraz Rocka, no sorry.
    b) jesteś studentem, ale nie podoba Ci się basista happysadu
    c) wydaje Ci się że 'TO JEST CZAD' chociaż tak naprawdę, ty nie wiesz co to jest czad boś frajerze extrmntr-a nie słuchał.
    Ale naj naj to nie mogę zczaić czemu - chociaż tempo, nastroje i emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie - ta płyta tak nudzi. No owszem ja potrafię zrobić wytrzeszcz i rzucić głupawym uśmieszkiem, gdy w 'The End of the Line' wchodzi riff, którego nie powstydziłby się Tom Morello ale to są tylko plamki geniuszu na wyblakłym od Vanisha i vodki (pozdro Scarcies.) nudziarskim i wyprasowanym metallicowym obrusku. No i SRAAAM tym Rubinem, zabijcie go.

    25. Dirty Pretty Things 'Romance at Short Notice'

    4,1



    Tej płyty podejrzewam, że nikt nie przesłuchał więc i nie będzie awantur o zawyżoną ocenę. Wychodzi powoli na to że 'syndrom drugiej płyty' to nie problem zespołów staczających się na dno kompozytorskie ale jakaś zakładka w mózgach odbiorców muzyki nakazująca myśleć, że 'drugie musi być gorsze'. Przykład taki podam - naczelny boss indiesrindie 'jedynego pisma rockowego w naszym kraju' (phi) nie miał w swojej karierze recwriterskieckiej żadnego zjebki zespołu na 1 gwiazdkę. Boleć go to musiało i zazdrościł zapewne pani Ani G. która miała jaja na tyle żey zjopać 'Fever to Tell' wbrew całemu światu krytyków itepe (nie rozumiałem tej oceny ale mimo wszystko podziwiam.) więc czekał z wytęsknieniem na jakieś srindie które może zostać 'Twoim ulubionym prezentem dla wroga' - padło na DPT i trochę nie rozumiem znów. Płyta całościowo dobra nie jest - fakt, ale jak wyraźnie zostało napisane przez pana autora 'w poszukiwaniu melodii udałem się kilkakrotnie do najnowszego Vampire Weekend' - a przeca w każdym praktycznie utworze jest jakaś fajna zagrywka, zaśpiew w refrenie czy cokolwiek kontrastujce z ogólną mizerią utworu jako całość. Ja fajnych wpadających w ucho piosenek bez specjalnego silenia się coś wielkiego naliczyłem aż 5. Widać nie wystarczyło przesłuchać tej płyty jak wyznał pan Maciek '1,5 raza' (???) ale może na Vampire Weekend więcej Libertines usłyszeć można hyhy.


    24. CSS 'Donkey'

    4,3



    Podstawowy zarzut jaki spada ze wszystkich stron - za dużo gitar za mało dzikiego elektro. Za bardzo wygładzone to wszystko, kto mi tu krzyczał na tle przesterów i udziwniajek dwa lata temu 'I AIN'T ARTIST, I AM AN ART BITCH!' no kto ? Widocznie bycie sekszi jest baardzo męczące skoro wrzucono tu tak mizerne kawałki jak 'I Fly' czy inne 'Believe Achieve'... Szkoda tylko tych lepszych momentów płyty bo całkiem dobrą epkę by z nich skręcił ('Jager Yoga', 'Move', 'Left Behind'). Buuu! (ale na Selectora kcę przede wszystkim dla nich :D)


    23. Bloc Party 'Intimacy'

    4,7



    Widzisz ocenę? Zasadniczo nasuwa Ci się pewnie pytanie-zwrot 'o kurwaaa?' ale gdzieś tam pewnie co dziesiąty badany wydusiłby z siebie zamiennik 'stary, czemu tak dużo?'. No to conajmniej 4 powody mam. Po pierwsze - piosenki, utrzymane w stylu gitarowych kawałków z 'Silent Alarm' miotą i mogłyby się zmieścić na jakichś wydawnictwach okołodebiutowych spokojnie bez najmniejszego przypału ('halo' i 'Trojan Horse' - (pozdro :P). Kawałki nurtu 'jacy to my jesteśmy wrażliwi i delikatni takoż' też bardzo spoko są i bardziej mi się podobają niż ich odpowiedniki na 'A weekend in the City' ('Biko' i przede wszystkim 'Signs'). Trzeci powód - dwa pierwsze kawałki określone już mianem 'najgorszych w historii zespołu' może nie powalają na kolana ale na swój sposób zachwycają bogactwem patentów jakie chłopaki zastosowali tam. i na koniec - 'Flux' - dołączony do jakiegoś tam wydania płyty w Pakistanie - wśród tych kawałków pozostawia naprawdę dobre wrażenie (ale w chwili ukazania się na Epce trochę rozczarowywał...). Ogólnie to szkoda Ich bo naprawdę zapowiadali się na non-obsysający zespół ale drugą połową płyty zrobili wszystko żeby przypiąć se tą łatkę. Szkoda, szkoda, szkoda... :C


    22.Oasis 'Dig Out Your Soul'

    4,8



    * NAJLEPSZA PŁYTA OD CZASÓW "DON'T BELIEVE THE TRUTH'!!1*

    Falling Down w remiksie Chemical Brothers >> Falling Down >>> Shock of the Lightning >>>>> lepsiejsza reszta (dwie pierwsze, I'm outta Time, stare Ain't got nothing i Soldier On >>>>> reszta gorsiejsza (reszta.)
    PS. 4:02-4:08 :D PS.2 tylko niech kurna tego perkusistę se znajdą, albo wydadzą porządne best of i zamilkną na wieki.


    21.Duffy 'Rockferry'

    4,9



    Czemu mam głupawą ochotę coby napisać tylko jedno zdanie 'Zajebista ale nudna jak psia dupa' ? :c No ale tak właśnie jest, głos ma w porządku, muzykę wręcz mega jak na współczesny pop. Ale wszystko to samo, jeden nastrój, jedno tempo. Przydałyby się jeszcze ze dwie szybsze kompozycje w stylu supa-przebojowego 'Mercy' czy ciekawie narastającego 'Hanging on to Long'. Co ? Ona gra przed Crystal Castles ? Widzimy się na heńku!



    20.The Kooks 'Konk'

    5,1



    ---------------------------------------------------------------------------

    19. The Long Blondes 'Couples'

    5,2



    Zanim powiem co sądzę o 'Couples', drugiej płycie The Long Blondes powiem czym jest dla mnie Ich debiut. Otóż jest on dla mnie WSZYSTKIM jakkolwiek to głupio nie zabrzmi, idealne indiesrindie, obok 'The New Fellas' chyba najlepsze z całego nurtu i w sposób najpełniejszy wykorzystujący 'te pedalskie, przycinane riffy' (; A na 'Couples' z tej-Blondie-przebojowości niewiele zostało (mostek i refren w 'Guilt', no i ewentualnie jeszcze po całości utwór tytułowy). Inne piosenki posiadające jakąś-tam wpadliwość (neologizm?) uszną zostały brutalnie przefiltrowane przez różne udziwniadła i pozują na garażowe fiku-miku ('here comes the serious bit'). 'Couples' uderza też produkcyjnym chłodem, tworząc jakby rozwinięcie tego co na debiucie działo się w 'Knife For the Girls' (syntezatorowe 'Century' <3 <3 czy 'Round the Harpin'). Jak dla mnie to starcza na 5,2 ale sądząc po reakcjach słuchaczy zmiana stylistyki była przysłowiowym strzałem w stopę. (no i ponoć mają zakończyć działalność sceniczną :<<)


    18. MGMT 'Oracular Spectacular'

    5,3



    Hmmm... odejmijcie te 3 singielki. I co ? NIC tu nie ma powalającego, pozowanie na psychodelę jakąś, kompletny brak pomysłów na stworzenie jakiegoś wymiatacza. 'Electric Feel' i 'Kids' to są jakieś 'wypadki' przy pracy, nie wiem na czym oni to stworzyli (LSD ? Ketonal ? Kasza gryczana ?) ale absolutna klasyka 2008 to jest i kropka. Tyle, że ktoś tu próbuje podciągnąć resztę materiału pod status 'kultowego', powstają fanklubu, ludzie ich chcą na Openerze, no ja nie mogę...


    17. Kings of Leon 'Only by the Night'

    5,5



    Rozczarowanie roku zapewne. Nie, nie chodzi mi o to, że jak to mówiono wielkokrotnie 'Sex on Fire' mi wyskakiwał ze skrzynki na listy czy innej lodówki i że byłem zmuszony pewnego listopadowego wieczora ustawić opis na gadu-gadu 'jeśli ktoś jeszcze ustawi sobie w statusie coś w stylu sEx oN F!rE to ręczę że się porzygam'. Nie chodzi mi też o to że obecne kings of leon to produkt, bo niech se tam zarabiają pieniążki, nie mam nic przeciwko - ale na miły Bóg - DOBRĄ MUZYKĄ. Tu sił starczyło na 'Crawl' i wspomniane 'Sex on Fire' i jeszcze dwa kawałki zamykające płytę. 'Use Somebody', tu są mieszane uczucia - niby utwór porządny ale ta pompatycznośc, brrr... 'Manhattan' natomiast brzmi jak kalka czegokolwiek z 'Because of the Times' czyli pomysłów brak. Utwory od numerków 6-9 to jest jakiś żart prawda ? Ych. A za rok następna płyta i prawdopodobnie kolejny ból :<< Ale dobsz, chciałem zakończyć optymistycznie - 'Closer' no hoho, to jest kosmos, najlepsza piosenka KoL w historii, bez dwóch zdań... PS. ale na heńku i tak będę chciał piszczeć jak dziewczynka w pierwszym rzędzie, przecież w sierpniu 08 powiedziałem o nich 'to jedyny zespół który muszę zobaczyć'. Potem te zdanie straciło trochę na aktualności bo dowiedzieliśmy się o Blur <3 i o... 'Only by the Night' haha...



    16. Coldplay 'Viva la Vida

    5,8



    Co mam do powiedzenia ? Może to: http://www.iwiedza.net/wiedza/048.html :<<< Serce mi się kraje jak widzę 5 gwiazdek w Teraz Rocku i krzyk w mediach 'największe dokonanie zespołu'. Czy mam wyrywać panny na jakieś pompatyczne choć bardzo zgrabne kompozycje z jakimiś etnicznymi naleciałościami czy te niewinne, subtelne, banalne piosenki o dość surowym brzmieniu. ODPOWIEDŹ JEST JEDNA --> if you know what I mean.... Mimo wszystko nota wysoka bo i fajne piosenki tu chłopaki dali. co najważniejsze poza jedną wtopą ('Strawberry Swing') bardzo równy materiał. Nie zabijają nim jak dawniej ale i tak moje uszy zaspokoili na następne 3 lata do kolejnej premiery... PS. w ogóle jaja straszne się dzieją na wysokości 4 minuty z hakiem w utworze 'Yes' ktoś się za dużo Loveless nasłuchał chyba (co nie zmienia faktu, ze to jeden z lepszych momentów płyty) :D


    15. The Long Blondes 'Singles

    6,0



    ------------------------------------------

    14. Cool Kids of Death 'Afterparty

    6,66 \m/





    O Afterparty powiem tyle, że to moja ulubiona książka 2008. Ot co.


    13. Ladytron 'Velocifero'

    6,9



    Jedyna wątpliwość jaką mam w stosunku do tej płyty nie dotyczy faktu pojawiającego się notorycznie w przypadku innych płyt tu wyskrobanych 'ojej, czy nie za dużo/mało?' czy jak mogłoby wynikać z dalszej części żurnala 'czemu gorsze od foals, skoro ta sama nota?'. Tu jestem pewien że w przypadku tej płyty 6,9 to jest ostateczne 6,9 i kropka. Wątpliwość jest jedna - która z dwóch ostatnich płyt przyniosła lepszą kompozycję - starcie modelowego przeboju 'Destroy Everything You Touch' z obdarzonym ogromnym ładunkiem emocjonalnym 'Black Cat' do dziś nierozstrzygnięte.


    12. Primal Scream 'Beautiful Future'

    7,0



    Hoho, Ci to nawet na swojej 20 płycie chyba nie zdziadzieją. 'Can't Go Back' to jak nie od dziś wiadomo (że tv kłamie a oryginały nie istnieją...) jeden z najzajebistszych singli 08 i nie ma dyskusji. Idę o zakład, że 'Beautiful Summer' zostanie wykorzystany w jakimś filmie/reklamie - co, Ciebie nie rusza ten klimat ? ._. Na ostatniej płycie znalazłem też najfajniejsze 'elektroniczne CSS 2008' (no o 'Donkey' tam gdzieś już bylo wyżej chyba) i kawałek z Joshem Homme na wiośle, który przypomina bardziej niż QotSA prajmalowe 'Swastika Eyes' skrzyżowane z gitarowymi jazdami 'Accelerator'. Czyli kosmos :D


    11. The Ting Tings 'We Started Nothing'

    7,2



    Jednym z najbardziej niezrozumiałych wydarzeń (?) muzycznych w 2008 jest, obok faktu, że Coldplay chce brzmieć jak My Bloody Valentine, zorganizowana akcja objeżdżania zespołu Ting Tings. Dissuje Marcin, dissuje Halina. Że popowo i niegroźnie. Że na koncertach z dupy i że panienka ma dosztukowane cycki. No dobrze, dobrze, wiem że wszyscy mówią 'X jest nawet dobre, reszta obsysa' (gdzie w miejsce X wstaw That's Not My Name, bądź Shut Up And Let Me Go). A prawda jest taka, ze każdy z góry olał ten album jako trv_norwegjan_alternativ_boj (sorry.) gdyż przebojowość bije tu po oczach na kilometr w praktycznie każdym utworze czy to uroczo cukieraśne 'Be the One' czy od zawsze kojarzące mi się z jakąś reklamą 'We Started Nothing'. Teraz odpowiedz mi - GDZIE TY BĘDZIESZ DOZNAWAŁ 5 LIPCA 2009? Choose - aajjj or yyyych :D


    10. Late of pier 'Fantasy Black Channel'

    7,3



    Kicz (z niem. Kitsch - lichota, tandeta, bubel) - utwór o miernej wartości, schlebiający popularnym gustom, który w opinii krytyków sztuki i innych artystów nie posiada wartości artystycznej. Kicz jest określeniem silnie pejoratywnym i często kontrowersyjnym. To, co dla jednych jest kiczem, przez innych może być uznane za wartościową sztukę.


    09. Buraka Som Sistema 'Black Diamond'

    7,3

    :łegełegełegełegełegełegełegełegełegełegeakirakirakirakirakirakirakirakirakirakirakirakriakirakirakirakirrokotokoszatapentletmigoł,hej!.

    (trademark by: łegowcy *:)


    08. Foals 'Antidotes'

    7,4



    STARA WERSJA: (i 6,9)
    Dobra, z góry mówię, że jeden utwór zawyża tu średnią znacząco. Tak, tak TEN. Teraz wychodzi jaki to ja jestem prostu chłopiec jak się łatwo podjarkę łapię ale naprawdę to jeden z lepszych kawałków ubiegłorocznych. A grają chłopaki podklaxonsowo ale w porównaniu do starszych kolegów mniej różnorodnych pomysłów wykorzystali co chyba nawet wyszło im na plus (niech tylko nie nagrywają kolejnej płyty na bazie tych samych zagrywek :/). Cholernie równy materiał, ponoć świetnie wypadają na żywo (pozdro :P) więc może do Krakowa bądź Gdyni by Ich... :))
    -----------
    PS. <posypuje głowę popiołem> Tak, to jest jedyna pozycja z listy, która uważałem po jakimś czasie za niesprawiedliwą, błąd naprawiam.


    07. Gang Gang Dance 'St. Dymphna'

    7,5



    Why 7,5 ?
    1. House Jam (bez kometarza)
    2. kapitalna 'słuchalność' (sorry ale kumple zawsze jak młócą w coś na kompie mówią 'niezła grywalność' WTF ? :D) wszystko jednym ciungiem leci.
    3. Fakt, że chcąc posłuchać My Bloody Valentine nie muszę szukać tej 'ukrytej' ścieżki na Coldplayu. I że za jednym zamachem mam jakiś afrykański flow hh, no proszę.
    [...]
    26. Gitarowe cuda w 'First Communion'
    27. Wszędzie te zajebiste bębniarstwo, weźcie kolesia z Bloc Party to będzie 8,2 ^^


    06.Crystal Casles 'Crystal Castles'

    7,7



    'Ulubiony zespół lanserki polskiej SA' u mnie wysoko. Wszyscy o plusach płyty - to ja o minusach - 'Good Time' - WTF ? Mizeria. 'XXZCXUZX Me' przesadnie zdehumanizowano, no i sama płyta jest trochę za obszerna - nie mówię za długa bo trwa trochę ponad 52 minuty ale 16 piosenek to troszkę przydużo. Przez to wszystko jest mocno nierówne - momenty mega-prze-chuj mieszają się z tymi nietrafionymi raczej. No ale na szczęście tych pierwszych jest zdecydowanie więcej - 'Alice Practice' to jakiś pieprzony hymn, co to się musi dziać na koncertach wtedy... *_* a największe petardy poszły na koniec - 'Reckless', 'Black Panther' (z słodko-kiczowatą melodyjką i gdzieś w tle skandowanym tekstem przez Alice) no i 'Tell Me What to Swallow' - utwór który może petardą trudno nazwać - ale ładunkiem emocji równowarzący dzikość pozostałych kawałków i pięknie szugejzowo kończący opętańczą imprezę przy Atari..


    05.Santogold 'Santogold'

    7,8



    RÓWNANIE.
    X + Y = 7,8 + U2


    04. Goldfrapp 'Seventh Tree'

    7,9



    SOON.


    03.Beck 'Modern Guilt'

    8,0



    'FAJNIE, ŻE KRÓTKA. WIĘCEJ ZASROBLI.' ^^
    Zasadniczo to jednym z moich guilty pleasures jest fakt, że nie dorwałem w swe uszy żadnej płyty Becka sprzed 'Guero'. Do 'Modern Guilt' też się jakoś długo nie mogłem zabrać, leżało na dysku ale status 'czytelnicy screenagers polecają' drażnił. Jedyna płyta 2008 co do której nie mam żadnego zastrzeżenia pod względem poziomu piosenek na niej zawartych i bodajże jedyna płyta w której zajebistość nie zwątpiłem ani na chwilę, koszerny koszmos po prostu (pozdro Endrju *:)


    02.Does It Offend You, Yeah? 'You Have No Idea What You're Getting Yourself Into'

    8,0

    [url=http://www.smh.com.au/ffximage/2008/03/28/DOES_IT_OFFEND_YOU_080328113710730_wideweb__300x300.jpg nofollow=yes]http://www.smh.com.au/ffximage/2008/03/28/DOES_IT_OFFEND_YOU_080328113710730_wideweb__300x300.jpg[/url][img]

    O. to teraz dopiero wdepłeś Piotru, oj chyba nie wyjdziesz stund. Dajesz, Bloc Party monstrualnie dużo, rozumiemy - kręci Cię emogrzywka gitarzysty. Dajesz kóksom za wysoko o jakieś 3,9 - też jakoś pojmujemy, sentyment, przeca każdy kiedyś panny debiucie bajerował HEHE. Ale że temu czemuś, zżynaczowi ze wszystkiego co tylko możliwe dajesz miejsce w okolicach pudła ? saczaszejm piotru, saczaszejm. ._.

    PS. BO TO JEST WYKURWIAJĄCE DUSZĘ Z CIAŁA. I NIE CZYTAJCIE TYLE PICZFORKUF KOCHANI *:

    [size=18] NUMER 1 - ZGADUJ :P[/size]
  • Propozycje ołpenerowe.

    Ago 23 2008, 9h14

    Jadziem.

    1. Arcade Fire.
    Bo full wypas, instrumentów od groma, no i Kanada - na jednym równoleżniku leżym to chociażby dlatemu wypada ich zaprosić.

    2. Arctic Monkeys.
    Warto. Najsprawniej se na koncertach poczynają z całego nurtu indiańskiego chyba. No i zapewni to odpowiednie towarzystwo festiwalowe. (dżjunoamin?) ^^

    3. Black Rebel Motorcycle Club
    Bo ja to w sumie mógłbym ogłuchnąć znów na jakiś czas.

    4. Crystal Castles.
    Na koncertach wybinie z dupy (vide jutube) ale dzieciństwo spędzone przed Mariobrosem zobowiązuje do uczestnictwa w tej rozpierdusze (bo jak to się odmienia, hę?).

    5. Athlete/Travis/Flaming Lips
    /Starsailor
    No powinno być coś koldplejnego, chociaż samego Martina wolałbym se zmacać na osobnym koncercie... Athlete bo 'Modern Mafia' i absolutnie najpiękniejsza pieśń XX! wieku - 'Wires' *_*. Travis bo zajebiste single (a może singiel ?). Flaming Lips bo bańka i szoł a Starsailor tak se napisałem, coby Alter Art se mógł wybrać (chociaż 'In the Croosfire' wybitnie w pytę. O. albo Four To the Floor...)

    6. Ladytron
    W sumie zobaczę ich w październiku ale czemu nie powtórzyć tego za rok w lipcu ? 'This is happen for your pleisure...' i najwspanialsza dyskoteka roku zapewniona (;

    7. The Knife.
    Bo światełka mają a to taki nastrój świąteczny wprowadzi. Jeszcze trochę i się opłatkiem podzielim. \m/

    8. The Pipettes.
    Jak coś dla ucha to i dla oka. Hmmm... Parafrazując słowa bohatera filmu '4 wesela i pogrzeb' - 'nie ma nic gorszego niż erekcja w tłumie'.

    9. Justice.
    W sumie to Oni mają jedną płytę, niiieee ? To nie mogą niby ? (pipety tyż...) Ale nie ma tak! Sex Pistols mogło wystąpić to czemu nie Francuziki ?

    10. QOTSA.
    Bo Przydałoby się jakieś jebnięcie w twarz. I znów se przypomniałem, że tej najnowszej płyty to nie przesłuchałem więcej niż dwa razy -_- kij, zagrają stare...

    11. Daft Punk
    Oł men, Janosik znów w telewizji, no nie mogę ^^ a tych to wepchnąć za Chemical Brothers, też ładne projekcje dają.

    12. The Verve
    Nowej płyty nie słuchałem jeszcze co nie zmienia faktu, że takie Slide Away czy Rolling People mogłoby mi zrobić dobrze. A nie zagrajcie singielków z Urban Hymns to wpierdol!

    13. Rage Against the Machine
    Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi to 'wychowałem się na tym zespole, to moja młodość'. <Jeszcze głupiej że poznał ich dzięki Audioslave>

    14. My Bloody Valentine
    (patrz BRMC) ej ale w sumie to tego noise'u mogłoby być jak najmniej bo melodie zacne mają. No i przecież jest '(when you sleep) you're still in a dream') *_*

    15. M.I.A.
    no bo zalepiła w tym roku.

    16. Beirut
    ojaaaaa no ja to się nie znam w sumie ale po coś ta World Stage musi istnieć.

    17. Radiohead
    A to jeszcze ich nie napisałem ?

    18. Graham Coxon/Jose Gonzalez
    bo Blur bez niego to jakoś nie to samo, nawet pomimo zajebistości 'Think Tank'. No i w końcu muszę szpanować awatarianem, niiieeee ? A ten drugi pan to w warukach namiotowych miszcz.

    19. The Music
    ja to nie wiem czy ta karencja obowiązuje nadal ale jak nie to jestem na tak.

    20. !!!/The Rapture/Hot Chip
    pewnie coś będzie.

    21. Nine Black Alps.
    Na Pearl Jam to nie ma co liczyć więc takie oto echa grandżu można ściągnąć.

    22. UNKLE.
    Widziałem na Audioriverze. Moje refleksje najlepiej oddaje cytat z kolegi: 'ten koncert wywlekł mi duszę z ciała'. Dobre

    23. Lily Allen/Kate Nash/Amy Winehouse/Regina spector.
    Jakaś śpiewająca kobikta musi być. Najgorzej to z Amy bo przedawkuje na dwa dni przed Heńkiem i co ? Znów będziem ściągać Martinę Topley-Bird...

    24. Portishead.
    Massive się bardzo Piotrusiowi spodobał live, podobnych wrażeń najbliżej chyba szukać u nich...

    25. CSS.
    Och, Let's Make Love whitout Death From Above (1979)!

    26. Yeah Yeah Yeahs.
    Straszną chętkę mam na porządne indiepierdolnięcie.

    27. no i absolutna konieczna-konieczność - Kings of Leon.
    bo przy Czarmerze ma zagwarantowany szeks. Chociaż wolałbym przy Knocked Up - 4 minuty (aka minety) różnicy piechotą nie chodzą.

    W hiphopie to ja nieobeznany więc się nie udzielam. a. i ponoć się mówi 'ponieważ' ale kij z tym. (;

    Heineken Open'er Festival 2009
  • Loneliness in the Crowd czyli Heineken Open'er Festival 2008 oczami pana Piotrusia (:

    Jul 8 2008, 16h06

    Prolog (czyli kilka nowelek średnio powiązanych z resztą dziennika)


    Środa 02.07.2008
    Godz. 16.19
    Płock.

    [Piotr]
    - No dobrze, zdecydowałeś się na nie ?

    [Bartek (w dalszej części opowiastki zamiennie nazywany panem Dropsem)]
    - Wezmę mniejszy rozmiar, ta facetka, która sprzedaje mnie zna i zawsze daje mi rabaty albo jakieś bonusowe gadżety, zaraz z nią zagadam...
    <do pani sprzedającej> <przymilny uśmiech 2008>
    -Dzień dobry, czy może jest eMka tych spodenek ?

    [pani sprzedająca]
    - O, cześć! Czekaj chwilkę... Ych, tamten koleś właśnie wziął do przymiarki Twój rozmiar... Poczekaj, doradzę mu.
    <do kolesia-podpieprzającemu Bartkowi spodenki>
    - I ?

    [koleś-podpieprzający Bartkowi spodenki]
    - Są dobre. Biorę je.

    <konsternacja na sali>

    [pani sprzedająca]
    - Yyyyy... A może przyciasne, coooo ?


    Środa 02.07.2008
    Godz. 18.49
    Płock. Biedronka. Stoisko z prasą.

    [Piotruś]
    - Ty, zobacz! Do 'Filipinki' dodali paczkę drażetek Orbit... (Ciekawe po kij ja przeglądałem dział z gazetkami dla trzynastoletnich dziewczątek... o_0 - przyp. autora)

    - No tak się dziwnie składa, że w tym 'CD Action' jest maszynka do golenia. Niedługo dojdzie do tego, że do 'Playboya' dołączą pół kilo pasztetowej...


    Czwartek 03.07.2008
    Godz. 19.06
    Gadu-Gadu.

    [...]
    [Pjotruś pan alias victor-1989]
    -Więc co radzisz mój drogi ?

    [Nr. xxxxxxx]
    -hmmmm... no nie wiem... To na ile w końcu jedziecie ?

    [Pjotruś pan alias victor-1989]
    - Pewnie we wtorek wrócimy więc 5 dni.

    [Nr. xxxxxxx]
    - Tak. Jestem pewien. Definitywnie. Weź 2 pary. Nie zmarnują się przecież. Skarpetek nigdy za wiele :)
    [...]


    Piątek 04.07.2008
    Godz. 7.10
    Płock. Dworzec PKS.

    [Emilka (w dalszej części opowiastki nazywana zamiennie Emilką)]
    - Kupiłam dla nas trzy bilety, muszę je tylko przerwać... <dzieli wydruk biletowy na trzy części>

    (Ych... czy w ogóle jest potrzeba dalszego kontynuowania tej 'biletowej' opowiastki ? I tak czytelniku domyślasz się, że bilecik został przerwany w złym miejscu co niewątpliwie spowodowało utratę jego ważności... A najgorsze jest to, że niemiłych przygód z biletami miało być w ten weekend więcej, ale o tym później - przyp. piotrusiowy)


    Piątek 04.07.2008
    Godz. 17-ileśtam
    Gdynia. Ul. Admirała Dickmanna. (elo młodzi historycy! mam nadzieję że zdajecie sobie sprawę któż to był i w jakiej bitwie zginął ;) - przyp. hist-e/o-rycznego maniaka)

    [Drops]
    - No ty w ogóle już uświadomiłeś sobie, że pomieszkujemy sobie za free w wielkiej hacjendzie ze stołem bilardowym położonej nad brzegiem morza, dwa kroki od terenu festiwalu ?

    [Piotruś]
    - Yhy. ^^ Dobrze, chodź zaniesiemy te zakupy i migusiem na Muchy, dobry polski zespół, no wiesz, puszczałem Ci przecież ich...

    [Drops]
    - Hmmm... Czy to ten gówniany zespół śpiewający 'Mamo, mój komputer jest zepsuty' ?

    [Piotruś]
    - Taaaaaaa.... Lepiej otwórz tego Desperadosa...



    Więc ?


    Ekhm...
    Dzień pierwszy! (czyli Smith-pantera i namiotowa-indie-rozpierducha)


    Droga od wejścia na teren festiwalu razem z tysiącami innych spóźnionych, regulaminowe zaobrączkowanie, 'gruntowne' zmacanie przez pana ochroniarza ('ych... masz aparat fotograficzny? Dobrze, wciągnij tylko dragi i możesz wejść') nie stanęło na przeszkodzie, coby na Muchach stanąć w drugim rzędzie. Występ na głównej scenie, poprawny ale bez rewelacji, stosunkowo chłodno przyjęty przez publiczność zważywszy na fakt, że po nich mieli grać Editors czyli zespół o dość podobnej grupie odbiorców... Żywiołowiej w tłumie zrobiło się dopiero podczas 'Miasta Doznań' i 'Najważniejszego Dnia'. No i oczywiście 'Galanterii', ale to chyba było oczywiste. W piotrusiowej główce najbardziej zostały chyba wykonania '21 dni' i 'Górnego Tarasu' czyli te znajbardziej 'udramatyzowane' na płycie. A co tam, cytując Ostrowskiego z drugiego dnia: 'Jesteśmy wszyscy bardzo emo'. Z drugiej strony cytując pana Dropsa i jego opinię na temat koncertu Much - 'Mówiłeś, że są spoko ale jak dla mnie po całości obsysają'. Nie, no nie po całości Bartku, brak im jeszcze piosenek (sami przyznali że nie mają co zagrać na bis). Więc Muchy na malutki plusik, pomijając niedociągnięcia wykonawcze, które nadrobili sympatyczną postawą na scenie ('Baliśmy się że przyjdzie nam zagrać dla pierwszego i jedynego rzędu').

    Muchy odleciały, przyszedł czas na Editors. Tak w sumie to nawet pomimo kapitalnej miejscówki spisałem ich na straty, w połowie koncertu postanowiłem zmienić lokal - w namiocie miał zagrać najbardziej niedoceniony w Polsce indierockowy brytyjski zespół czyli The Cribs. Ale... Wyszło na to, że zostałem do końca. Kto był, wie dlaczego... Weszli na scenę punktualnie i uderzyli w nas 'Bones' z nowej płyty. Tłum, który podczas koncertu Much conajwyżej potupywał nóżkami/kręcił główką tu bez wyjątku rozpoczął trwający niemal cały set opętańczy taniec. To, że wokalista jest niezwykłą postacią sceniczną nie było tajemnicą, przecież 'youtube nie gryzie', ale rzeczywistość koncertowa a ta telewizyjna to rzeczy tak skrajnie różne jak podpaski i wkładki higieniczne. Smith-Pantera to miszcz, bezsprzecznie należy mu się tytuł najbardziej charyzmatycznej osobowości tegorocznej edycji festiwalu. Set był bezbłędny, wszystko co najbardziej porywające z debiutu i emocjonalnego z drugiej płyty zostało zagrane. Pomimo wyśmienitego przyjęcia, publiczność nie odśpiewała chóralnie wstępu do 'Munich' i to akurat wielka szkoda, bo byłoby co pokazać w dwójkowej relacji z festiwalu... A! i jeszcze warto wspomnieć, że gitarzysta Chris Urbanowicz zagadał naszym (i troszkę jego tyż) rodzimym językiem bez cienia obcego akcentu (chociaż to już pewnie moja idealizacja całej sytuacji ^^). Skończyły się 'Smokers' i 'Fingers in Factories' na 3 minutki przed 22.00. Liczyć na bis ? Zostanę a tam Cribs zaraz zaczną... :( Dobrze, lecę, pędzę! Rozbijam się o przechodniów i festiwalowiczów leżących na trawie. W tle słyszę głos Ziółkowskiego, mówiący, że Editorsi już nie wyjdą. Wbiegam do namiotu i słyszę...

    'Hi! We are The Cribs from Wakefield. D'you think I'd have to choose? D'you think I'd wear brown shoes?' O Boże! Takiej rozpierduchy nie widziałem jeszcze nigdy, obok mnie chyba ze cztery autokary Brytyjczyków, jakieś dziewczątko bez przerwy napieprza mi po piętach, koleś obok ma minę jakby chciał zaraz zwymiotować ale mimo to bez chwili wytchnienia skacze. Tak czy owak, przemieszczam się mimowolnie w rejon jeszcze większej rozpierduchy na wprost sceny, Zaczynają grać 'Hey Scenesters!', dziki krzyk wyrażający piotrusiową radość został brautalnie przerwany przez pana brytyjczyka (co oni tak wszyscy z tymi flagami ? :D) który łokciem zmiótł mu okulary z buzi. No pięknie. Miliard myśli w jednej chwili. Jest ciemno, -3 dioptrie, czyli słaaaaabo widzę, tłum szaleje więc w najlepszym wypadku rozwalą mi okularki, wariant mniej optymistyczny, ukucnę i zostanę stratowany. Dobrze ryzyk-fizyk, jedno przeczesanie trawy wokoło i nic, drugie - ufff... są! I znów zgrzyt gdy ten sam chłopczyk miażdży mi dłoń, ale ja nie czuję bólu, zakładam je z powrotem i znów szaleństwo ^^ A! dziękuję dziewczynce, która się zainteresowała Piotrusiem i pomagała mu szukać zguby *: Kolejne trzy pieśni i przechodzę w mniej oblegany rejon, za to na mocy przetasowań podscenicznych pod samą barierkę. Piosenki z nowej płyty dużo lepiej wypadają na koncercie ('Girls like mystery' ach!<rozkosz>). Co więcej ? Największe owacje zebrał 'Mirror kissers' wykonany z jeszcze większą pasją niż reszta i tak niesamowicie ekspresyjnego występu. W 'Be Safe' na telebimie pojawił się Lee Ranaldo, recytujący swoje partie, podczas kolejnej piosenki Ryan próbował za wszelką cenę wciągnąć na scenę fana, który przedarł się przez ochronę, niestety bezskutecznie. W zamian za gorące przyjęcie przez publiczność wykonał ((zapewne precedensowy na Open'erze) skok w publiczność. Zakończyli świetnym 'Another Number' z pierwszej płyty, której zapewne większość polskiej indie populacji nie zna. Szacunek bracia!

    Gdy wyszedłem na głównej grali już The Raconteurs. Wycieńczony po Cribs, postanowiłem pokręcić się po miasteczku w celu zakupu pożywnej strawy. Z tego co wyłapałem to zagrane gdzieś pod koniec 'Broken Boy Soldier' wypadło miażdżąco. Pozytywne recenzje znajomych i fakt, że lubię ten zespół nie spowodował bynajmniej najmniejszego powodu do żałowania decyzji o odpuszeniu występu ekipy ponoć brzydszej połowy Whie Stripes. Frytki z sosem kanapkowym i jazda do namiotu!

    Oj. i tu się przeliczyłem. Fischerspooner szczelnie wypełnił namiot, a bynajmniej przestrzeń u jego wejścia tak więc nie było mowy o wepchnięciu się do środka. Przycupnąłem sobie pod boczną ścianą i wsłuchiwałem się w porywające do tańca dźwięki. Tyle, że byłem wykończony... Dopiero gdzieś pod koniec koncertu postanowiłęm zerknąć jak to 'wygląda od środka'. No i cóż... widzę jakieś kobitki wykonujące synchrony i pana w pedalskim wdzianku. Mały wstrząs? Chyba tak :D Mniejsza o to, nie oglądałem całości show więc ciężko oceniać obiektywnie wizualia. Muzycznie kapitalnie, zdaniem kolegi Bartka był to nawet najlepszy koncert festiwalu...

    O ile nie żal mi Raconteurs, tak nie mogę sobie wybaczyć faktu, że po połowie koncertu Róisín Murphy moi towarzysze postanowili wracać a ja słabo znając topografię Gdyni musiałem wracać z nimi ;( Ale to co zdążyłem zobaczyć było niesamowicie porywające... Może za rok ?

    Gdy minęliśmy strefę dźwięku, zacząłem odczuwać skutki piekielnie głośnego koncertu The Cribs. Szum, Szum, Szum. I wcale nie chodzi mi o Bałtyk...


    -------------------------------------------------------


    Gdynia 05.07.2008
    Godz. jakoś tak rano (dla festiwalowicza około 14.00)
    Hacjenda.

    [Drops]
    - Słyszysz już coś ?

    [Piotrek]
    - Co? Jak do mnie mówisz to patrz na mnie, z ruchu ust nieźle się wnioskuje o co chodzi.

    [Drops]
    - Boże. Nie krzycz. Jedziemy do Jastrzębiej Góry, wybierasz się ?

    [Piotrek]
    - Eeeee. Dziś Interpol. Muszę być pod sceną. Zostaję.


    -------------------------------------------------------




    Dzień drugi! (czyli kulki w malinach, Inter-Paul na helu a gil na buzi)



    Od początku coś nie grało. Dzień wcześniej wyświetlano na telebimach rozkład koncertów i nie wiadomo czemu Cool Kids of Death było w tej rozpisce umieszczone na początku, bez podanej godziny...

    O 18.00 stałem już pod sceną, czekając na, jak sądziłem Erykę Badu. 15 minut przed jej występem, gdy techniczni ustawili sprzęt a bawili się nim akustycy wyświetlono komunikat o zmianie godzin koncertów. Na pierwszy ogień miały pójść Kulki (co zresztą od razu powinno być ustalone). No i na scenie zaczęło się zamieszanie. Jeden sprzęt wnoszono, drugi wynoszono. Wandachowicz sam zajął się rozklejaniem setlist obok stanowisk poszczególnych muzyków. Perkusję, umiejscowiono z boku. Nie zrobiono porządnej próby dźwięku... Ale nie to było najgorsze. Fani Eryki (przez któryc byłem niemal otoczony) postanowili czekać pod sceną do jej występu. Nie widzę w tym w sumie nic złego o ile dla występującego artysty, czegokolwiek by nie grał zostaje zachowany minimalny szacunek. Teksty typu 'Boże, niech stąd wypierdalają' to dla mnie szczyt żenady -_- Ale wracając do samego koncertu...

    'Cześć nazywamy się Erykah Badu' wypalił ironicznie Krzysiek na powitanie. Poprzedzony długim elektronicznym rzężeniem 'Mamo, mój komputer jest zepsuty' (tak, tak, wiem Bartku...) wypadł jeszcze bardziej szalenie niż na 'Afterparty'. Na ostatniej płycie oparli w zasadzie set uzupełniając go debiutem i rodzynkami z '2' i '2006'. Miłym zaskoczeniem było dla mnie, że 'Joy', które na płycie ssie, tu zabrzmiało powalająco. A Ostry popadał momentami w tak zeschizowane partie wokalne, że z miejsca pokój bez klamek (ach ten 'Bal Sobowtórów')(; Przy 'TV Panice' publiczność została zachęcona do odśpiewania refrenu (Wandachowicz: 'to jest prosty tekst, bo ja go napisałem') niestety bez skutku. Zagrane na koniec 'Butelki' były tym razem wymierzone nie w prezenterów MTV czy menadżerów a w organizatorów festiwalu.

    Zeszli i gdy jeszcze miałem nadzieję, że wyjdą na bis ('Znam Cię na pamięć', 'dwadzieścia kilka lat' ??!) to już publiczność domagała się Interpolu. 'Ych, no toć chyba wam nie wyjdą wcześniej, idioci' -_- Dobrze, mam miejscówkę w pierwszym rzędzie, mniej więcej na wysokości stanowiska pana Kesslera (no chyba lepiej być nie mogło *_*). Czekam. Czekam na Interpol...

    Dobrze. Przyjechałem przede wszystkim na nich. Gdy wyszli mało nie wyplułem płuc (; 'Pioneer to the Falls' najlepszy kawałek z ostatniej płyty, w sumie jedyny trzymający poziom debiutu. Daniel zaczyna swój monotonny, neurotyczny taniec. Wszyscy stylowo ubrani. Paul w okularkach i kapeluszu. Podchodzi do mikrofonu i zgrzyt. Czy to jest ten głos, który hipnotyzował w 'Leif Erikson'? Ja rozumiem przeciążenie trasą i w ogóle ale pan Paul chyba stał przy butli z pewnym gazem szlachetnym, którym pompowano baloniki (oczywiście to ogromna hiperbolizacja ale zawsze myślałem, że jego głos brzmi na żywo dużo niżej...). A może to ja stałem w takim miejscu, że dźwięk jakoś dziwnie się 'mutował'? Nie ważne. Śpiewał bez częstych dla niego fałszy co mu się chwali akurat. I było cudownie... 'Pioneer' jeszcze wybrzmiewał i od razu myśl - co teraz? Obstawiałem raczej 'C'mere' bo to taki utwór w sam raz na rozgrzewkę. a tu haps. I 'Slow Hands' a potem 'PDA'. Noooo panowie, trzeba być bardzo pewnym siebie żeby zacząć od swoich najmocniejszych petard a potem utrzymać ten poziom... Co zagrali jeszcze ? Z debiutu 'Obstacle 1' i 'Rolanda'(no to chyba było jasne - tekst) na zakończenie podstawowej części setu. Z 'Antics' pofrunął 'Evil', 'NARC', świetne 'C'mere' (pomyśleć, że nie lubiłem tej piosenki...) i chyba niepotrzebnie chołubiony na koncertach 'Not Even Jail'. Ostatnia prawie w całości, co ciekawe te słabsze kawałki z 'OLTA' świecą nowym blaskiem ('Rest My Chemistry' - tak wiem, że wielu uważa to za najlepszą piosenkę Interpolu w ogóle ale to już ich niewinne zboczenie :P). 'The Lighthouse' był owiany tajemniczą aurą niepokoju i chyba ten moment zapamiętam najbardziej... <ciarki> Na bis poszło 'NYC' i 'Heinrich' a gdy było wiadomo, że już nie wyjdą doszła do mnie myśl, że zabrakło 'Stelli', 'Obstacle 2', 'Take You on a Cruise' no i przede wszystkim 'Leif Erikson' :( Zawiedziony ? Raczej nie, przecież zagrali pięknie ale lekki niedosyt po niefortunnej trackliście pozostaje...

    Coco Rosie? Jestem i tak spóźniony ale pędzę. Namiot pełny, trudno, obejrzę na telebimie. No i kolejny haps. Tak fatalnie nagłośnionego koncertu nie bardzo mogłem słuchać. Od razu podkreślę - stałem na zewnątrz - być może w środku dźwięk był ok. 'Idę se stond' mówię.

    Czas się pożywić. Na przyszłość - jeśli chcecie się rozgrzać przy zachowaniu płynności finansowo/kuponowej to 'Lunch Dnia' (rosół/pomidorówka z '5 minut') jest w sam raz. Nie, nie dostałem za tą reklamę pieniędzy, po prostu jestem zbulwersowany ceną porcji karkówki z grilla i takich tam. O piwie to już nie wspomnę. Bo, że w Biblii była zamiana wody w wino to wiemy ale żeby piwo w drugą stronę ? O nie panowie, tak się nie będziemy bawić. Poproszę jeszcze jednego Desperadoska.

    Jem zupkę i słucham co robi Jay-Z. No i jestem zaskoczony. Bsrdzo pozytywne wrażenie, '99 problems' wbijało mi się razem z rosołkiem do krwi/nerek/mózgu (niepotrzebne skreślić). Umbrella-ela-ela-e-e-e (: Rispekt Myster Amerikan Gangsta!

    No i idę na Sex Pistols. Nie spodziewałem się po nich wiele. 'Tak z ciekawości sprawdzam tylko czy jeszcze pamiętają akordy' mówiłem sobie w duchu (o ile kiedykolwiek przekroczyli magiczną barierę wtajemniczenia poznając 3 podstawowe). 'Pretty Vacant'. Dopiero podczas refrenu zorientowałem się, że jestem świadkiem czegoś wyjątkowego: Zjawiska pt. Sex Pistols. Tak wspaniałego przyjęcia nie miał na festiwalu nikt. Namiot wypełniony po brzegi i tłum przed nim oglądający występ na telebimie (Piotruś tyż). Wszystko odśpiewane, publiczność w ekstazie. Staruszkowie całkiem nieźle się trzymają jak na swój wiek (bo ile oni mają lat ? 90 ? 120 ?). Johny pozdrawiał fanów w dość niebanalny sposób, ale taki już widocznie jest ('Co u was gwałciciele?'). Charakterystyczne było też jego oczyszczanie nozdrzy w prawie każdej piosence (nie pytajcie jak to robił xD) i płukanie ust jakimś alkoholem (: Wyszli na dwa bisy, przed pierwszym rzucając w publiczność upominkami - to były koszulki, prawda ? :D Sex Pistols na megaplus. Niech tylko nie nagrywają płyty...

    Na głównej ta nieszczęsna dla Cool kids Erykah Badu. Odpuszczam. Szkoda mi za to koncertu Everything Is Made in China. Ale postanowiłem wypocząć przed trzecim powszechnie uznawanym za najbardziej masakryczny dzień, gdy miała dominować elektronika...


    -------------------------------------------------------

    Niedziela 06.07.2008
    Godz. 13.35
    Gdynia, Ul. Zielona

    [Emilka]
    Autobus! Zaraz odjedzie, biegnijmy!

    [...]

    <7 minut później>

    [Piotrek]
    - Ale jak to 'bileciki do kontroli' proszę pana ? Mamy chyba opaski, nie ?

    <15 minut później>

    [Piotrek]
    - No to leżę, skąd ja wezmę kasę na 'gapowe' ? Miałem jechać na Nelly do Poznania... ;(

    -------------------------------------------------------



    Dzień trzeci! (czyli siedmiogodzinny muzyczny orgazm)


    Lao Che. Czyli patriotyzm lokalny. Zdecydowanie najlepszy polski koncert na głównej scenie. Chłopcy zamietli po prostu, chociaż nadal wydaje mi się dziwnym pomysłem wystawienie ich przed Goldfrapp. Numery z najnowszej płyty, były równie dobrze znane przez publiczność jak te z kultowego już 'Powstania warszawskiego'. Świetny kontakt z publicznością i niesamowita precyzja wykonawcza spowodowały, że z pewnością na kolejnej edycji Open'era zostaną również zaproszeni na scenę główną...

    Goldfrapp zaczął spokojnie od numerów w których dominującą rolę odgrywała harfa. Taka była mniej więcej połowa setu. Potem rozpoczęła się dyskoteka zapoczątkowana przez 'Ooh La La'. W sumie to nie wiem, w którym momencie podniosłem się z trawy i zacząłem tańczyć, to było coś tak odruchowego jak odwrócenie się za mijającą Cię dziewczyną w sukience czy niekontrolowany ślinotok nad talerzem chrupiących, złocistych frytek z majonezem. Mniam! Absolutna czołówka festiwalowa. (:

    Potem był wodnisty browar (tak, wiem, że Heineken ma to do siebie nawet w wersji butelkowej i dlatego wyżej cenię Carlsberga ale to co serwowano na festiwalu wołało o pomstę do nieba :/) i nieco spóźniony wpadłem na drugą piosenkę Massive Attack. Słabo ich znam, (no może poza 'Mezzanine' którą ostatnio zasysałem na odtwarzaczu) ale to właśnie fakt, że pomimo nieznajomości muzyki, czyli w warunkach mocno niesprzyjających pochłanianiu dźwięków na koncercie potrafili mnie wprawić w neurotyczny trans jest chyba najlepszą miarą jakości ich występu. I jeszcze jedna refleksja. Smutna taka dość. Bo gdy wybrzmiewał 'Teardrop' to nie miał Piotrusia kto przytulić (nie, nie liczyłem na tego spoconego pana po mej prawicy, tak, żeby nie było dodatkowych domysłów). Pewnie zabrzmię jak ckliwa psitka ale samotność w tłumie jest straszna... Dobrze, koniec czułości. Co to bylo ? Massive! no więc przed koncertem zbluźniłem myśląc, że może być nudno. Rozwiewwając wszelkie wątpliwości - nie było. Ciekawa oprawa sceniczna - z tyłu sceny wyświetlano (a raczej przewijano) różne napisy, bardzo często całkowicie nietrzymające się kupy. Było cudownie. Przy 'Angel' chyba najpiękniej... Tylko, odpowiedzcie mi: czemu tak krótko ?

    Frytki na bis. I Chemical na zakończenie.Chemical Brothers wielki headliner tegorocznego Open'era. Nieco spóźnieni ale efekt, który uzyskali poprzez brawurowe połączenie świetnie dobranych wizualizacji i porywających przejść pomiędzy utworami warta była półgodzinnego oczekiwania. 'Galvanize' poszło na otwarcie. Całość zamykał, najbardziej ekstatycznie przyjęty (choć pod sceną się już wyraźnie przerzedzało) 'Block Rockin' Beats' zagrany na bis. Pomiędzy tym było swoiste greatest hits czyli zostało zagrane i 'Star Guitar' i 'Do it Again' i 'Believe' i najbardziej porywające do tańca - 'Hey Boy Hey Girl'. Wszystko poparte wizualizacjami. Niesamowitymi wizualizacjami jeśli chodzi o ścisłość. Fragment z robotami 'wychodzącymi' zza sceny czy z rozpryskującymi się piłeczkami to mistrzostwo świata. No i nakręcony kamerą - epizod 'leśny', naaaaprawdę robił wrażenie.

    I dyskoteka się skończyła - od połowy koncertu Goldfrapp do samego końca Chemical Bros, Piotruś tańczył. Nie, nie chodzi mi o ruszanie główką czy tupanie nóżką, jak to się robiło na imprezie studniówkowej. To był regularny taniec, trzeba było tam być, nakręcić mnie a potem szantażować, a tak - żałujcie! :P


    Małe podsumowanko ? Czemu nie (:

    naj naj koncerty Heineken Open'er Festival Anno Domini 2008 spośród tego co widział Piotruś:
    1. The Chemical Brothers
    2. Editors
    3. The Cribs
    4. Goldfrapp
    5. Massive Attack
    6. Interpol
    7. Lao Che
    8. Fischerspooner
    9. Sex Pistols
    10.CKOD

    Żałuję że nie byłem na całej Roisin Murphy i nie odwiedziłem sceny World, że nikt mnie nie wykorzystał za sceną młodych talentów a przede wszystkim że nikt mnie nie przytulił przy 'Teardrop'...


    Cóż... Do zobaczenia za rok! *:


    PS. A opaski, nie zdejmę chyba nigdy!



    Epilog (czyli kolejna opowiastka średnio związana z tematem)


    Niedziela 06.07.2008
    Godz. 17.05
    Gdynia

    <rozmowa poprzedzona Desperadosowaniem się>

    [Piotrek]
    - kurcze no, a zauważyłeś jak dużo Brytoli było przez te dwa dni ? A na Cribs to chyba cały Londyn zjechał...

    [Drops]
    - Bez kitu, kiedyś nawet taki program oglądałem na Dwójce o Anglikach, którzy przyjeżdżają do Polski z trzech powodów: na wódę, na dziwki no i do Gdańska...

    -------------------------------------------------------

    Jeśli doczytałeś do tego momentu to lepiej zgłoś się do najbliższego neurologa. Joł. (:



    Pia 4 VII – Heineken Open'er Festival 2008