Czw 2 VII – Heineken Open'er Festival 2009
pisanie o muzyce nigdy mi specjalnie nie wychodziło, ale zaistniała sytuacja wymaga krótkiego komentarza:D
tak naprawdę wszelkie niedogodności typu śmierdzące toi toi'e, syfskie prysznice, długaśne kolejki we wszystkich możliwych miejscach, sauna w namiocie od godziny 8 rano, ból nóg i wszystkich innych części ciała, zjarana twarz i ramiona nie przeszkodziły mi w tym, by się bawić przednio na babich dołach.
2lipca
old time radio nieznane mi wcześniej, jakiegoś ogromnego wrażenia nie zrobiło, ale na pewno było lepsze niż kolejny zespół, który dane było mi zobaczyć.
the car is on fire drażniący wokal, głupie uśmieszki i dziwne teksty. widziałam ich dwa lata temu na juwenaliach i wtedy jeszcze dało się wytrzymać, ale teraz zdecydowanie nie.
renton tzw zajmowanie miejsca na am. nigdy chyba specjalnie za nimi nie przepadałam, ale na niektórych utworach nóżka chodziła, trzeba przyznać.
arctic monkeys psychofanem nie jestem, dyskografię znam dość pobieżnie. utwory całkiem energiczne, wręcz proszące się o wysokie podskoki, turner trochę zbyt stateczny, ale może tak musi być(to tak jakby ktoś oczekiwał od paula banksa skakania po scenie i rozwalania gitary), problemy technicznie wprawiły mnie w stan irytacji i megawkurwu. do tego ten młyn, który zaczął się wraz z wejściem zespołu na scene, w pewnym momencie straciłam orientacje, swoja grupe i oddech. nowe kawałki dosyć znacznie różnią się od tych nam już znanych, bardziej dojrzałe i klimatyczne. z wielką chęcią posłucham ich nowej płyty.
basement jaxx spodziewałam się bardziej elektronicznego setu niż takiego trochę dancehallowego występu, który momentami był trochę nużący, ale przy where's your head at było już totalne szaleństwo.
żałujemy nie-bycia na: late of the pier(przez przedłużone am, zdążyłam tylko na ostatni kawałek), którzy ponoć wymietli namiot, łąki łan, którzy też podobno wypadli ciekawie i skinny patrini na których już kompletnie nie miałyśmy siły.
3lipca
pchełki już na juwenaliach przypadli mi do gustu, udane połączenie folku z elektroniką, do tego piękny wokal.
paristetris hmm właściwie nie bardzo wiem jak ocenić. fajny image wokalistki, fajne darcie japy i fajna gaba kulka stojąca przed nami.
flykkiller nastawiałam się na połączenie flykkillera i solowych dokonań pati, a tu tylko pierwsze(przynajmniej do momentu mojej obecności w namiocie), całkiem fajnie zrobione, fajnie zaaranżowane, ale choć lubię pati cały czas myślałam tylko o występie panny ditto.
gossip najnowsza płyta tej grupy całkiem przypadła mi do gustu a niektóre utwory wręcz nie wychodziły z głowy przez ostatnie kilkanaście dni, może to i prosta muzyka, ale niesamowicie fajna w odbiorze, co jest głowną zasługą charyzmatycznej wokalistki, porwała mnie ta kobieta, oj porwała.
duffy właściwie tylko dlatego, by zająć jakieś dobre miejsce na cc. perfekcyjny show pod względem estetycznym, muzycznie nieźle, choć wokal duffy w pewnym momencie zaczął mnie już strasznie irytować.
crystal castles najbardziej oczekiwany koncert tego dnia, po którym właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać. choć nie, spodziewałam się na pewno czegoś dłuższego, 45minut to zdecydowanie za krótko! świetna energia, alice to sceniczne zwierze, które niczego się nie boi. jednak by poczuć całą jej moc trzeba było zajmować pierwsze rzędy.
żałujemy oczywiście nie-bycia na mobym tego dnia.
4lipca
kamp! totalne zaskoczenie tego dnia, zresztą nie ostatnie. oprócz warstwy muzycznej cholernie fajne było zawstydzenie widniejące na twarzach chłopaków, chyba nie spodziewali się takiej ilości ludzi i takiego przyjęcia. świetny koncert, zdecydowanie jeden z najlepszych na openerze. chłopaki, przyjeżdżać mi do krakowa, ale to już!
fisz emade tworzywo tak jak obiecaliśmy sobie ostatnim razem - wbiliśmy pod same barierki. fisz był wręcz na wyciągnięcie ręki. świetny koncert, wiosna 86, jesteście gotowi, ręce w górze i niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba.
emiliana torrini poszliśmy na madness, ale to jednak nie były nasze klimaty, więc po drodze wstąpiliśmy do namiotu, a tam subtelna emiliana. właściwie lubię tylko jedną jej płytę, więc nie nastawiałam się. a tu niespodzianka, wszystkie usłyszane utwory wywoływały na mej twarzy uśmiech zadowolenia, widać było, że artystka też zadowolona, więc tak się wzajemnie zadowalaliśmy.
white lies płyta trochę momentami przynudzała, na koncercie też się zdarzało, ale jednak wypadli moim zdaniem bardzo dobrze, choć w podłogę mnie nie wbili. ale przy to lose my life i death bawiłam się wyśmienicie.
pendulum na mym dysku jedna ich płyta, której wysłuchanie w całości często wymagało ode mnie nie lada wysiłku, bo jednak nie słucham takich drumów na codzień. na koncercie jednak było bardziej rockowo, co oceniam na duży plus i wokale też fajne. jedyne co irytowało to gościu biegający z mikrofonem i wykrzykujący niezliczoną ilość razy 'poland'.
m83 no i to co mnie najbardziej najbardziej zaskoczyło. a już miałam nie iść, bo zmęczenie, bo bolące nogi, nie miałam siły stać, ale za cholerę nie żałuję. najbardziej klimatyczny koncert openera, świetna, wręcz idealna jak dla mnie setlista. kompletnie nie spodziewałam się po nich czegoś takiego, wgnietli mnie w ziemię jak chyba jeszcze nikt dotąd.
żałujemy nie-bycia na faith no more(cholerny deszcz i brak ciepłego odzienia).
5lipca
lily allen tzw zajmowanie miejsca na KOL. i tyle w tym temacie.
kings of leon trochę pozostał mi niedosyt, bo chyba jednak liczyłam na większy ogień, ale genialnie klimatyczne closer, energiczny sex on fire i kilka innych zrekompensowało mi wszystko. caleb bardzo bardzo wyjściowy;)
placebo na nich się akurat nie zawiodłam. zresztą chyba nawet gdyby dali najsłabszy koncert w życiu ja byłabym wniebowzięta. koncert placków nie byłby pełnowartościowym koncertem gdyby nie obecność bzium i odśpiewanie chórków w ashtray heart. zabrakło mojego breathe underwater, ale może uda się usłyszeć w listopadzie na torwarze.
prodigy i tutaj kondycja kompletnie mnie zawiodła, bo czekałam bardzo na ten koncert i na okazje totalnego wyszalenia się. niestety po kilku kawałkach opadłam bez sił na ziemię, by po chwili udać się na pole namiotowe w celu złożenia namiotu. szkoda, wielka szkoda.
żałujemy nie-bycia na santigold, buraka som sistema, the ting tings.