Recomendar
Alec Empire - Intelligence & Sacrifice
Jan 1 2008, 3h45
Pomiędzy pierwsza a drugą częścią podsumowania wrzucę napisaną gdzieś we wrześniu recenzję pierwszego albumu Alexandra Wilkie z którym się zetknąłem.
Aha, ostatni track roku 2007 -
At the End of the Day
---
Alec Empire - Intelligence & Sacrifice (22 kwietnia 2002)

Atari Teenage Riot. Każdy miłośnik ekstremalnej muzyki powinien być chociaż uświadomiony o istnieniu takiego zespołu. Założony w 1992, jako pierwszy grał muzykę znaną dzisiaj jako digital hardcore. ATR było połączeniem tego, co najostrzejsze w punku i techno, występy live charakteryzowały się dużą ilością przemocy i chaosu, jak to z zespołami anty-nazistowskimi bywa. Ścieżka muzycznego zniszczenia atarowców zakończyła się wraz ze śmiercią Carla Cracka 6 września 2001.
W tym samym roku Alec Empire, były frontman Atari Teenage Riot, wraz w kolaboracji z Nic Endo wydał dwupłytowy Intelligence & Sacrifice. Z czystym sumieniem mogę rzec, że jest on mocnym ciągiem dalszym – zarówno muzycznej sieczki, jak i awangardowych elektronicznych eksperymentów Alexandra Wilke. Obydwa krążki są na tyle inne, że zasługują na "odseparowanie" w tejże recenzji.
Pierwsza płyta po brzegi wypełniona jest tym, do czego zdążyło przyzwyczaić nas Atari Teenage Riot, znaczy się... Stop! To zdanie nie do końca zgadza się z prawdą. Owszem, mamy masę kaleczących uszy przesterowanych dźwięków. Prawie cały czas towarzyszą im samplowane gitary (także na tnących bębenki przesterach). Klimat chaosu, anarchii i zagłady także jest tu obecny. Jest jednak jeden element, który nie występował na wcześniejszych krążkach ATR, a przynajmniej nie w takiej ilości; wszechobecne przygnębienie w mniejszym lub większym stopniu wypełniające każdy utwór. Pojawia się nawet podczas najostrzejszych gitarowo-elektronicznych szaleństw, nieraz napełniając głowę słuchacza samobójczymi myślami.
Co do samych kawałków – nie ma słabszych punktów, mocniejsze nie wybijają się wysoko ponad resztę. Ogólnie pierwszy krążek świetnie broni się jako całość. Jeśli miałbym wskazać osobistych faworytów byliby to;
Path of Destruction brzmiący niczym taniec berserkera z gitarą, niemalże pogujący Tear It Out, taneczny (na swój sposób)
Killing Machine, być może najłatwiej przyswajalny
Addicted to You (jeden z nielicznych kawałków Aleca szczycący się teledyskiem), utwór tytułowy otwierający drugą, bardziej przytłaczającą część pierwszej płyty,
Buried Alive pod względem duchoty adekwatny do tytułu, pełen napięcia i niepewności
...and Never Be Found (różniący się nieco od reszty krążka). Nie można zapomnieć także o New World Order, apokaliptycznym finale z wyśmienitą, czysto noisową końcówką.
Odpaliwszy krążek drugi (O podtytule "The Cycle That Never Ends") słuchacza spotkać może nie lada zaskoczenie. Zamiast ostrych gitar na samym początku atakuje 2641998, niemalże półgodzinna, (przepyszna!) kawalkada elektronicznych, acz nieco mniej intensywnych niż na pierwszej płycie dźwięków. Najprościej byłoby rzec, że ciągnie się ona przez resztę płyty w różnym natężeniu, ze śladowymi ilościami jakiegokolwiek wokalu to jednak za mało. Sam Alec powiedział, że druga część Intelligence & Sacrifice zamyka jego muzyczną fazę Mille Plateaux, w którym wydawał swoje pierwsze, najbardziej eksperymentalne z całej twórczości longplaye. Pełno tu przeszywającego zimna i uczucia kompletnej izolacji. Pod względem klimatu, kojarzy mi się nieco z Low On Ice powstałym 6 lat wcześniej. Album tamten ociekał minimalizmem i chłodem Islandii. Tu Alec Empire zabiera nas na awangardową przejażdżkę przez czarno-biały Biegun Północny w środku nocy polarnej. Dla niejednego słuchacza, nawet wprawionego w muzycznych eksperymentach nie będzie ona lekka. Warto jednak wielokrotnie rozgryźć ten „muzyczny lód”, by w nim zasmakować. Niewykluczone jest, że inspiracje do tworzenia albumu Alec czerpał z „Drabiny Jakubowej”, co sugerować może sampel na początku Silence and Burning Ice oraz sama nazwa jednego z utworów, Alec Ladder. Kawałkiem wyróżniającym się tu jest niemalże taneczny Electric Bodyrock, jedyny na drugim krążku z głosem Alexandra, występujący w roli swoistego (lecz wciąż chłodnego) rozgrzewacza. Na sam koniec znowu zostajemy uderzeni falą zimna poprzez reprise pierwszego utworu, skróconego do czterech minut.
Intelligence & Sacrifice jest albumem, gdzie spotykają się dwa oblicza Aleca Empire – muzyczny niszczyciel i awangardowy kompozytor. Obydwa napędzane chaosem, od lat towarzyszącym jednemu z najlepszych muzyków niemieckiego elektronicznego undergroundu. Jeśli jeszcze nie próbowałeś z jego twórczością, I&S będzie dobrym miejscem by zacząć. Co szczerze polecam.
Aha, ostatni track roku 2007 -
---
Alec Empire - Intelligence & Sacrifice (22 kwietnia 2002)

Atari Teenage Riot. Każdy miłośnik ekstremalnej muzyki powinien być chociaż uświadomiony o istnieniu takiego zespołu. Założony w 1992, jako pierwszy grał muzykę znaną dzisiaj jako digital hardcore. ATR było połączeniem tego, co najostrzejsze w punku i techno, występy live charakteryzowały się dużą ilością przemocy i chaosu, jak to z zespołami anty-nazistowskimi bywa. Ścieżka muzycznego zniszczenia atarowców zakończyła się wraz ze śmiercią Carla Cracka 6 września 2001.
W tym samym roku Alec Empire, były frontman Atari Teenage Riot, wraz w kolaboracji z Nic Endo wydał dwupłytowy Intelligence & Sacrifice. Z czystym sumieniem mogę rzec, że jest on mocnym ciągiem dalszym – zarówno muzycznej sieczki, jak i awangardowych elektronicznych eksperymentów Alexandra Wilke. Obydwa krążki są na tyle inne, że zasługują na "odseparowanie" w tejże recenzji.
Pierwsza płyta po brzegi wypełniona jest tym, do czego zdążyło przyzwyczaić nas Atari Teenage Riot, znaczy się... Stop! To zdanie nie do końca zgadza się z prawdą. Owszem, mamy masę kaleczących uszy przesterowanych dźwięków. Prawie cały czas towarzyszą im samplowane gitary (także na tnących bębenki przesterach). Klimat chaosu, anarchii i zagłady także jest tu obecny. Jest jednak jeden element, który nie występował na wcześniejszych krążkach ATR, a przynajmniej nie w takiej ilości; wszechobecne przygnębienie w mniejszym lub większym stopniu wypełniające każdy utwór. Pojawia się nawet podczas najostrzejszych gitarowo-elektronicznych szaleństw, nieraz napełniając głowę słuchacza samobójczymi myślami.
Co do samych kawałków – nie ma słabszych punktów, mocniejsze nie wybijają się wysoko ponad resztę. Ogólnie pierwszy krążek świetnie broni się jako całość. Jeśli miałbym wskazać osobistych faworytów byliby to;
Odpaliwszy krążek drugi (O podtytule "The Cycle That Never Ends") słuchacza spotkać może nie lada zaskoczenie. Zamiast ostrych gitar na samym początku atakuje 2641998, niemalże półgodzinna, (przepyszna!) kawalkada elektronicznych, acz nieco mniej intensywnych niż na pierwszej płycie dźwięków. Najprościej byłoby rzec, że ciągnie się ona przez resztę płyty w różnym natężeniu, ze śladowymi ilościami jakiegokolwiek wokalu to jednak za mało. Sam Alec powiedział, że druga część Intelligence & Sacrifice zamyka jego muzyczną fazę Mille Plateaux, w którym wydawał swoje pierwsze, najbardziej eksperymentalne z całej twórczości longplaye. Pełno tu przeszywającego zimna i uczucia kompletnej izolacji. Pod względem klimatu, kojarzy mi się nieco z Low On Ice powstałym 6 lat wcześniej. Album tamten ociekał minimalizmem i chłodem Islandii. Tu Alec Empire zabiera nas na awangardową przejażdżkę przez czarno-biały Biegun Północny w środku nocy polarnej. Dla niejednego słuchacza, nawet wprawionego w muzycznych eksperymentach nie będzie ona lekka. Warto jednak wielokrotnie rozgryźć ten „muzyczny lód”, by w nim zasmakować. Niewykluczone jest, że inspiracje do tworzenia albumu Alec czerpał z „Drabiny Jakubowej”, co sugerować może sampel na początku Silence and Burning Ice oraz sama nazwa jednego z utworów, Alec Ladder. Kawałkiem wyróżniającym się tu jest niemalże taneczny Electric Bodyrock, jedyny na drugim krążku z głosem Alexandra, występujący w roli swoistego (lecz wciąż chłodnego) rozgrzewacza. Na sam koniec znowu zostajemy uderzeni falą zimna poprzez reprise pierwszego utworu, skróconego do czterech minut.
Intelligence & Sacrifice jest albumem, gdzie spotykają się dwa oblicza Aleca Empire – muzyczny niszczyciel i awangardowy kompozytor. Obydwa napędzane chaosem, od lat towarzyszącym jednemu z najlepszych muzyków niemieckiego elektronicznego undergroundu. Jeśli jeszcze nie próbowałeś z jego twórczością, I&S będzie dobrym miejscem by zacząć. Co szczerze polecam.
