Recomendar
Kult w Stodole - pomarańczowa 2009 dzień III
Nov 11 2009, 11h19
Nie 8 XI – Kult, Zacier
Na koncercie pojawiłem się na chwilę przed rozpoczęciem gry Zacieru. Zespołu, który miałem okazję poznać na Zacieraliach organizowanych co roku w Progresji. Ich niekonwencjonalne podejście do muzyki niezwykle przypadło mi do gustu. Niestety po podbiciu pod scenę okazało się, że nie wszyscy podzielają mój entuzjazm. W niewielkiej grupce osób bawiłem się więc przy takich przebojach jak Kebab w cienkim cieście, Pieśń o rzodkiewkach (param pam pam) i legendarne Róbrege, które na scenie zostało odśpiewane razem z częścią ekipy KULTu i z Glazikowym saksofonem.
Pora na danie główne – Kult. Niestety dotarłem dopiero na trzecią piosenkę, gdyż nagły przypływ pragnienia zmusił mnie do zakupu piwa za 9 zł. Rozumiem, że czasy ciężkie, pewnie podniesiono im czynsz za lokal, ludzie nie chodzą w ogóle na koncerty (czego przykładem jest 3 dodany gig), a klub jako „klub studencki” to i ceny przyjazne tej grupie ludzi, ale żeby aż 9zł wymagać za takie siki?! Zdaje mi się, że co roku jest drożej... Wracając do koncertu. Cała setlista nie była szczytem moich marzeń, ale nie była też taka najgorsza. Zabrakło mi takich przebojów jak Do Ani czy 6 lat później. Usłyszałem uwielbianą przeze mnie Kasetę, świetnie wykonaną Arahję, oprócz tego Amnezję, która okazała się świetnie sprawdzać na koncertach. Oprócz tego m.in. Jeźdźcy, Maria ma syna, Marysia, Ręce do Góry (na koncertach jak zwykle rewelacja), Pasażer, Kiedy ucichną działa już, Czarne Słońca, Brooklyńska Rada Żydów, Poznaj Swój Raj (wytrwał ktoś kiedyś to pogo do końca utworu?) i Totalna stabilizacja. Więcej grzechów nie pamiętam. Właśnie ten ostatni kawałek z tu wymienionych został wykonany przez sam nie wiem kogo, gdyż Kazik miał problemy gastryczne i musiał pójść na strony. Staszewski nie raz wspominał o tym, że w trasie często zdarza im się mieć takie problemy, gdyż jeżdżąc od miasta do miasta po prostu jedzą byle gówna w pobliskich budach, a potem ich żołądki odmawiają posłuszeństwa. To można mu wybaczyć :) Za to wybaczyć nie mogę Kazimierzowi po prostu tragicznej dykcji! Rozumiem, że ostatni koncert, że choroba, że zmęczenie, wiek i te sprawy, ale od połowy koncertu zamiast potoku słów momentami słyszałem tylko jakiś niewyraźny bełkot. Coś jak przejeżdżający buldożer, czy włączona wglebowgryzarka. W dodatku bardzo wiele kawałków Kazik odśpiewywał z kartki, co jestem mu wstanie wybaczyć gdyż ma on już swoje lata, ale błagam! Czemu ta kartka ma leżeć akurat na ziemi? Można by przecież zamontować, jakiś ekran czy trzymać ją w ręce. Po prostu widok mylącego słowa, bełkoczącego coś i fałszującego Kazika ze zgiętą głową pozostanie mi już na zawsze w pamięci. Reszta zespołu zaprezentowała za to szczytowy poziom i właśnie to sprawiło, że mimo wszystko bawiłem się rewelacyjnie.
Bis jak zwykle ten sam i jak zwykle mnie nie zawiódł. Szkoda tylko, że również słabo odśpiewany, no może prócz Krwi Boga, którą jak to się czasami bywa odśpiewał ktoś z ekipy. Przy Polsce za to musiałem rzucić się na falę :)
Koncert mimo kilku istotnych wad był bardzo dobry, razem ze znajomymi bawiliśmy się świetnie. Mam nadzieję, że na następnym Kazik zaprezentuje taką formę fizyczną jak na Warszawskim koncercie KNŻu, wtedy nie wyjdę ponownie tak zniesmaczony. Poza tym może warto pomyśleć o jakichś 10 minutach przerwy w połowie koncertu? Lata już w końcu nie te same, można by chwilę odpocząć, a ludzie by się trochę napili bez utraty ulubionych piosenek. Myślę, że to nie taki zły pomysł.
Dziękuje za miłe towarzystwo i pozdrawiam
Gossię, Owcę i Monikę!
Na koncercie pojawiłem się na chwilę przed rozpoczęciem gry Zacieru. Zespołu, który miałem okazję poznać na Zacieraliach organizowanych co roku w Progresji. Ich niekonwencjonalne podejście do muzyki niezwykle przypadło mi do gustu. Niestety po podbiciu pod scenę okazało się, że nie wszyscy podzielają mój entuzjazm. W niewielkiej grupce osób bawiłem się więc przy takich przebojach jak Kebab w cienkim cieście, Pieśń o rzodkiewkach (param pam pam) i legendarne Róbrege, które na scenie zostało odśpiewane razem z częścią ekipy KULTu i z Glazikowym saksofonem.
Pora na danie główne – Kult. Niestety dotarłem dopiero na trzecią piosenkę, gdyż nagły przypływ pragnienia zmusił mnie do zakupu piwa za 9 zł. Rozumiem, że czasy ciężkie, pewnie podniesiono im czynsz za lokal, ludzie nie chodzą w ogóle na koncerty (czego przykładem jest 3 dodany gig), a klub jako „klub studencki” to i ceny przyjazne tej grupie ludzi, ale żeby aż 9zł wymagać za takie siki?! Zdaje mi się, że co roku jest drożej... Wracając do koncertu. Cała setlista nie była szczytem moich marzeń, ale nie była też taka najgorsza. Zabrakło mi takich przebojów jak Do Ani czy 6 lat później. Usłyszałem uwielbianą przeze mnie Kasetę, świetnie wykonaną Arahję, oprócz tego Amnezję, która okazała się świetnie sprawdzać na koncertach. Oprócz tego m.in. Jeźdźcy, Maria ma syna, Marysia, Ręce do Góry (na koncertach jak zwykle rewelacja), Pasażer, Kiedy ucichną działa już, Czarne Słońca, Brooklyńska Rada Żydów, Poznaj Swój Raj (wytrwał ktoś kiedyś to pogo do końca utworu?) i Totalna stabilizacja. Więcej grzechów nie pamiętam. Właśnie ten ostatni kawałek z tu wymienionych został wykonany przez sam nie wiem kogo, gdyż Kazik miał problemy gastryczne i musiał pójść na strony. Staszewski nie raz wspominał o tym, że w trasie często zdarza im się mieć takie problemy, gdyż jeżdżąc od miasta do miasta po prostu jedzą byle gówna w pobliskich budach, a potem ich żołądki odmawiają posłuszeństwa. To można mu wybaczyć :) Za to wybaczyć nie mogę Kazimierzowi po prostu tragicznej dykcji! Rozumiem, że ostatni koncert, że choroba, że zmęczenie, wiek i te sprawy, ale od połowy koncertu zamiast potoku słów momentami słyszałem tylko jakiś niewyraźny bełkot. Coś jak przejeżdżający buldożer, czy włączona wglebowgryzarka. W dodatku bardzo wiele kawałków Kazik odśpiewywał z kartki, co jestem mu wstanie wybaczyć gdyż ma on już swoje lata, ale błagam! Czemu ta kartka ma leżeć akurat na ziemi? Można by przecież zamontować, jakiś ekran czy trzymać ją w ręce. Po prostu widok mylącego słowa, bełkoczącego coś i fałszującego Kazika ze zgiętą głową pozostanie mi już na zawsze w pamięci. Reszta zespołu zaprezentowała za to szczytowy poziom i właśnie to sprawiło, że mimo wszystko bawiłem się rewelacyjnie.
Bis jak zwykle ten sam i jak zwykle mnie nie zawiódł. Szkoda tylko, że również słabo odśpiewany, no może prócz Krwi Boga, którą jak to się czasami bywa odśpiewał ktoś z ekipy. Przy Polsce za to musiałem rzucić się na falę :)
Koncert mimo kilku istotnych wad był bardzo dobry, razem ze znajomymi bawiliśmy się świetnie. Mam nadzieję, że na następnym Kazik zaprezentuje taką formę fizyczną jak na Warszawskim koncercie KNŻu, wtedy nie wyjdę ponownie tak zniesmaczony. Poza tym może warto pomyśleć o jakichś 10 minutach przerwy w połowie koncertu? Lata już w końcu nie te same, można by chwilę odpocząć, a ludzie by się trochę napili bez utraty ulubionych piosenek. Myślę, że to nie taki zły pomysł.
Dziękuje za miłe towarzystwo i pozdrawiam
Gossię, Owcę i Monikę!