RSS
  • 02.11.2013

    Dez 31 2013, 20h31

    Ostatnie dni chyba każdemu nasuwają refleksję o życiu, o tym, że jakkolwiek tego nie chcemy, kiedyś przyjdzie także kres naszego czasu, a postać w czarnym płaszczu w towarzystwie jakiegoś anioła odprowadzi nas jasnym tunelem, wprost do św. Piotra. Ja też w to wierzę, chociaż nie wiem, czy znajdę się na liście gości. Może mój anioł coś wykombinuje, o ile się nie spóźni. Jeśli jest podobny do mnie to pewnie obaj zaśpimy na Sąd Ostateczny, dodatkowo wzmagając gniew Boży. Diabeł też pewnie się wkurzy, w końcu to jemu zawsze się spieszy, a ja spóźniam się na drugi autobus po tym, którym planowałem jechać na początku. Czasami wydaje mi się, że żyję trochę poza czasem albo to mój czas płynie nieco wolniej od tego w UTC+1. Wiem, to praktycznie niemożliwe, musiałbym poruszać się z prędkością światła, tylko czy potrzebowałbym wtedy autobusu? Jakby nie było, staram się żyć obok tej całej pogoni, grzecznie przepuszczając stado biegnących szczurów. Już nawet nie patrzę za czym tak biegną… Wszystko zmienia się tak szybko. Nawet czas, dla wielu tak niezmienny, zmienił ostatnio swoją jednostkę. Od dobrych kilkunastu lat nie jest nią już godzina, minuta czy nawet sekunda, ale bardziej przyjazna człowiekowi złotówka. W końcu nie od dziś wiadomo, że czas to pieniądz…

    W 1965 roku Jackie de Shannon śpiewała: „What the world needs now is love, sweet love…” Myślę, że cokolwiek się nie stanie dwie rzeczy zawsze pozostaną niezmienne: prędkość światła w próżni i to, że świat będzie potrzebował miłości.