Ojej, to już koniec grudnia, a to oznacza że kończy nam się rok 2009! Jak przystało na miłośnika statystyk, zestawień, list, podsumowań i tak dalej, ponownie podaje swoje typy do najciekawszych tegorocznych płyt. Tym razem jednak moje zestawienie będzie wyglądać trochę inaczej. Ale o tym się przekonacie jeśli będziecie czytać dalej. Powodzenia w czytaniu tej masy tekstu. UWAGA: Najwytrwalsi mogą liczyć na specjalną nagrodę! Na począteczek subiektywny top 2009, dalej podsumowania roczne w danych gatunkach.
SUBIEKTYWNY TOP 2009
1.
Fuck Buttons - Tarot Sport (neo-psychedelia, electronic)
2.
Clark - Totems Flare (idm, techno)
3.
Mount Eerie - Wind's Poem (lo-fi, singer/songwriter)
4.
The Field - Yesterday and Today (minimal techno)
5.
Animal Collective - Merriweather Post Pavilion (psychedelic pop)
6.
Tim Hecker - An Imaginary Country (ambient)
7.
Mastodon - Crack the Skye (progressive metal)
8.
Natural Snow Buildings - Shadow Kingdom (avant folk)
9.
The Horrors - Primary Colours (indie rock)
10.
Kormorany - La musica teatrale (avant prog)
11.
Converge - Axe to Fall (mathcore)
12.
The Flaming Lips - Embryonic (experimental rock)
13.
Robert Logan - Inscape (electronic)
14.
10-20 - 10-20 (idm)
15.
Soap&Skin - Lovetune for Vacuum (singer/songwriter)
16.
Current 93 - Aleph at Hallucinatory Mountain (neofolk)
17.
TwinSisterMoon - The Hollow Mountain (psychedelic folk)
2009 W LICZBACH
-
2009 trwał
365 dni. Składał się z
4 cyfr, z czego
1 się powtarza, co daje
3 różne cyfry:
2,
0 oraz
9. (no dobra, już nie będę :))
- 2009 to
286 różnych płyt (tak, przesadziłem)
- stosunek liczby płyt dobrych do słabych to aż
2,9 (taaa, to był świetny rok)
- przy czym prawdopodobnie jedynie
1 płyta ma realne szanse na znalezienie się w moim topie dekady (też jest mi smutno)
- średnia roku to
5,986/10 (średnie w retrospekcjach były sporo wyższe ze względu na to że przesłuchanych płyt było znacznie mniej)
ROZCZAROWANIA OKRUTNE
płyty nie złe (choć i takie przypadki tu są), ale takie które miały byc znacznie lepsze
-
Thee Maldoror Kollective - Need the Needle
-
Pure Reason Revolution - Amor Vincit Omnia
-
The Gathering - The West Pole
-
Indukti - Idmen
-
MF DOOM - Born Like This
-
Massive Attack - Splitting the Atom
-
Minsk - With Echoes in the Movement of Stone
-
Telefon Tel Aviv - Immolate Yourself
-
Tortoise - Beacons of Ancestorship
-
The Paper Chase - Someday This Could All Be Yours, Vol. 1
-
múm - Sing Along to Songs You Don't Know
-
IAMX - Kingdom of Welcome Addiction
-
Isis - Wavering Radiant
-
GREYMACHINE - Disconnected
-
Basement Jaxx - Scars
-
Venetian Snares - Filth
ZASKOCZENIA WSPANIAŁE
płyty, które wydawały się być słabe, bądź przeciętne, a jednak takie nie były, tudzież jeszcze inne konfiguracje
-
The xx - XX
-
Moderat - Moderat
-
Goldi - Ślady stóp
-
Fat Freddy's Drop - Dr. Boondigga & The Big BW
-
Antigama - Warning
-
Throbbing Gristle - The Third Mind Movements
ALTERNATYWA
zaznacza się, że nazwa tego działu, tak jak i poniższych jest bardzo, bardzo ogólna
80 pozycji powyżej 6/10
No cóż, tu działo się chyba najwięcej. Przynajmniej z tego co wyłapałem ja. Niekwestionowanym królem tej sceny w tym roku zostaje
Animal Collective, niekoniecznie może ze względu na to jak dobre Merriweather Post Pavilion jest, ale raczej ze względu na ten styczniowy szał. Ah-oh-uh, płyta roku, dekady, piędziesięciolecia, Animal Collective > Mozart - takie widniały opinie w najróżniejszych internetach. Szał opadł, ale tą podnietę zapamiętam na dłuuugo. [dodam, że od początku byłem umiarkowanie dobrze nastawiony do tej płyty, jestem boskim indywidualistą i wogle (co wcale nie przeszkodziło mi w umieszczeniu płyty na 5 miejscu :))]. Ciekawie wypadła też epka Fall Be Kind, która nie doczekała się już tak piekielnie ciepłego przyjęcia. Mnóstwo oczu zwróciło na siebie także
The Flaming Lips, wydając olśniewający album Embryonic, który zawładnął sercami nawet tych, którzy na codzień w takiej muzyce nie siedzą. Mało tego, porwali się na coś, na co porywa się niewielu, nagrali na nowo klasyk - Dark Side of the Moon. Wydawnictwo bardzo świeże, więc opinii jeszcze nie mam (ugruntowanej). Bardzo podobał mi się także mariaż
My Bloody Valentine z
Joy Division w wykonaniu
The Horrors. Potężną płytę wydał także Phil Elvrum pod szyldem
Mount Eerie, niektórzy twierdzą, że jest to jedne z najlepszych wydawnictw Elvruma od czasów genialnego "The Glow Pt. 2". Po drodze jednak było jeszcze "Mount Eerie", nie byłbym więc aż tak entuzjastyczny. Niemniej leśny klimat, subtelność kiedy trzeba i solidna porcja hałasu też kiedy trzeba, zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Zaskoczeniem roku prawdopodobnie zostanie debiutancki album
The xx. Początkowo stwierdziłem, że jest w porządku, ale bez fajerwerków. Dopiero potem urzekł mnie fantastyczny klimat tej płyty, minimalistyczne kompozycje przypominające troszkę
Low (wiem, że n/c :D) i świetne dopasowanie głosów wokalistów (ach, ta lekko sepleniąca maniera wokalistki ;)). Bardzo dobry album zanotowali także starzy wyjadacze -
Sonic Youth, wprawdzie to nie to, co robili 20 lat temu, ale i tak "The Eternal" słucha się wyśmienicie. Niesamowicie zaskoczył mnie także nowy album nikogo innego jak...
Morphine. Tak, 10 lat po śmierci lidera. Podwójny album wypełniony odrzutami sesyjnymi (żeby wszystkie odrzuty były tak dobre...), alternatywnymi wersjami znanych już fanom piosenek oraz nagraniami na żywo. Warto wspomnieć także o nowym albumie
Yo La Tengo, którzy nagrali kolejny błyskotliwie brzmiący album. Nie jest to wprawdzie "I Can Hear the Heart Beating as One", ale czy takie akustyczne brzdąkanie jak The Fireside nie powala na kolana? YLT pokazuje, że wciąż mają coś do powiedzenia.
Bardzo fajny, imprezowy wręcz album zarejestrował paryski
Phoenix. 10 fantastycznych, energetycznych rockowych kawałków podszytych electropopowymi synthami. Zupełnie inny album zaprezentował
HEALTH - noise rockowa rzeźnia, charakterystycznie brzmiące tribalowe bębny, mniam. Na koniec zostawiłem sobie płytę
The Gathering. Po kilku przesłuchaniach stwierdzam, że to jednak dobra płyta, jednak chyba najsłabsza w katalogu tego wyśmienitego zespołu (nie wliczając drugiej płyty). Stąd też miejsce w rozczarowaniach. Brak tu jakiegoś wybijającego się od razu punktu, jakieś wrzynającej się od razu w pamięć melodii, ciekawego motywu. Pomysł na płytę arcyciekawy, trochę gorzej wyszło w praniu. Trudno, zdarza się najlepszym. Ale narzekać w 100% nie potrafię, instrumentalny opener miecie, tak samo jak i Treasure, czy kawałek tytułowy. Tak czy inaczej - brać.
PROSZĘ O WIĘCEJ HAJPU DLA:
-
The Warlocks - The Mirror Explodes (psychedelic rock, shoegaze)
-
Zelienople - Give It Up (slowcore, drone)
-
Rubik - Dada Bandits (indie rock)
-
Pustki - Kalambury (indie pop)
-
Part Chimp - Thriller (noise rock)
ELEKTRONIKA
45 pozycji powyżej 6/10
Jako, że elektronika to moja druga miłość (a serducho mam pojemne), tutaj też znalazłem sporo fajnych rzeczy. To w tych klimatach działa zespół który wydał moją prywatną płytę roku -
Fuck Buttons. Co to takiego? A takie mocno zwariowane granie, łączące tribalowe bębnienie, minimalową techniawę, drony, trochę noisu. Łatwiej byłoby powiedzieć czego tu nie ma. Jedna z płyt dekady, tak powiadam. Duże wrażenie zrobił też
Clark, świetne podsumowanie dotychczasowej twórczości. Brytyjczyk wziął to co najlepsze z "Body Riddle" i "Turning Dragon" i wymieszał. Efektem jest świetna, trudno do oderwaniasię, kolorowo-wsamrazdobaunsu płyta. Zupełnie inną płytę wydał
The Field, ponownie pokazał subtelne, transowe, ciepłe oblicze minimal techno. No i dzięki samplowi
Cocteau Twins w The More That I Do na nowo rozbudził we mnie miłość do tego wspaniałego zespołu.
Zdecydowanie nie sądziłem, że wciągnie mnie tak bardzo debiut
Moderat. Początkowo myślałem, że to płyta na 2-3 przesłuchania i w kąt, a tu jednak takie o. Ta trójka może zdziałać razem wiele, mam nadzieje, że projekt ten nie okaże się jednak projektem jednorazowym. Oczarowany zostałem także nowym krążkiem mistrzów psybientu -
Shpongle. Jak zwykle materiał okazał się klasy pierwszej. Tym razem pojawiło się jeszcze więcej muzyki świata niż zwykle, co mnie bardzo cieszy, w dobrym kierunku panowie idą. Lekko nierówny album zaliczył
Vitalic - sporo tu totalnych parkietowych killerów, parę fillerów też się znajdzie, ale cholera, za takie kawałki jak np. Second Lives, jestem skłonny mu to wybaczyć. Podobna sprawa ma się z "Junior"
Röyksopp i "Hands"
Little Boots, płyty może nie są najlepsze, ale pokroić dałbym się za ich pierwsze połowy. Epki byłyby chyba rozwiązaniem idealnym.
PROSZĘ O WIĘCEJ HAJPU DLA:
-
10-20 - 10-20 (idm)
-
Robert Logan - Inscape (???)
-
Ben Klock - One (minimal techno)
-
Estroe - Elemental Assets (minimal techno)
-
Tesla Boy - The Tesla Boy (synth pop)
HIP-HOP I OKOLICE
16 pozycji powyżej 6/10
Tu już tak długo nie będzie, obiecuję, a im bliżej końca tym mniej tekstu, serio. :) Ok, to był chyba całkiem świetny rok dla hip-hopu. Co prawda
MF DOOM wydał przeciętną płytę, ale już takie
CunninLynguists poradziło sobie znacznie lepiej. Pierwsza część Strange Journey wbiła mnie w ziemię, druga jest już nieco słabsza, chyba brakuje jej killerów w stylu "Hypnotized", ale możliwe, że nie osłuchałem się z nią jeszcze zbyt dobrze. Ciekawie prezentuje się także nowy
Mos Def, nawet pomimo tego, że jego flow jest z lekka irytujący. :) Bardzo dobre okazały się także "Ślady Stóp"
Goldiego - tak dobrze wyprodukowanego instrumentalnego hip-hopu nie słyszałem już dawno. I nie mówię tu tylko o naszym poletku. Z kolei
dälek wydał chyba swoją najsłabszą płytę, ale wciąż jest to pułap o którym wielu może pomarzyć.
PROSZĘ O WIĘCEJ HAJPU DLA:
-
Torae & Marco Polo - Double Barrel
-
Lukid - Foma
-
Fashawn - Boy Meets World
-
NaPszykłat - NP
-
Wax Tailor - In the Mood for Life
METAL
15 pozycji powyżej 6/10
Tak, nawet ja muszę czasem posłuchać czegoś mocniejszego. Dużo tego nie ma, ale zawsze coś. Największe wrażenie zrobił na mnie
Mastodon i jego "Crack the Skye". Może i nie są już trve, ale słucha mi się tej płyty mega przyjemnie. Dobrze że się zespół rozwija i nie stoi w miejscu, zwłaszcza kiedy atakuje takie fajne, już melodyjne, ale jeszcze nie serowe rejony. Podobnież uczynił
Converge. No tak trochę podobnie. Z melodiami to tu raczej nie za bardzo, ale i tak jest niesamowicie chwytliwie. Bardzo podoba mi się też zabieg z dwoma ostatnimi, spokojniejszymi kawałkami.
OM nom nom, to były natomiast moje pierwsze słowa po zetknięciu się z "God Is Good". Klimat, bas, partie mówione, orientalizmy, miód, cud, orzeszki. Tylko ciekawe czy można to w ogóle jeszcze nazywać metalem. Zaskakująco dobra okazała się także nowa
Antigama. O ile wydawało mi się, że grindcore to jednak nie jest moja działka, to akurat "Warning" okazało się bardzo znośne, nie okazało się natomiast bezmyślną napierdalanką, jakiej szczerze mówiąc się spodziewałem. :D
PROSZĘ O WIĘCEJ HAJPU DLA:
- Kylesa - Static Tensions
- Diablo Swing Orchestra - Sing Along Songs for the Damned & Delirious
- Nile - Those Whom the Gods Detest
EKSPERYMENTY, DŻEZY, I INNE POPY
Bardzo ciekawe wydawnictwo zarejestrowały
Kormorany. Wyszło coś megaepickiego i megadługiego, prawie jak ten post. Eklektyzm w pełnej krasie, mieszają się tu wpływy z totalnie odległych muzycznych światów. Ci, których nie przeraża słuchanie jednego albumu (o ile mozna tak powiedzieć) przez sześć godzin, na pewno się nie zawiodą. Sporo dobroci zrobił także w tym roku
Steven R. Smith rejestrując najpierw wspólny album z
Gareth Davisem. Jednak to solowe "Cities" porządnie mną wstrząsnęło. No bo zawsze myślałem, że drone z zasady chwytliwe być nie może. Ducha third streamu wskrzesza natomiast
Andromeda Mega Express Orchestra. Niesamowita jazzowo-klasyczna jazda. Warto zwrócić także uwagę na nowy krążek
Portico Quartet. Jeśli ktoś myśli, że gatunek nu jazzem zwany się skończył, to się bardzo myli. Świetne rozwinięcie stylu
The Cinematic Orchestra, bez żadnych bezmyślnych copypastów. Bardzo mocno stał w tym roku folk, ten eksperymentujący. Kolejny mega album nagrał
Natural Snow Buildings, podobnie jak i poboczny projekt muzyków NSB -
TwinSisterMoon. Nie zawiódł także
Current 93, po raz kolejny otrzymaliśmy fantastyczny krążek.
KONIEC
No. Już koniec. :( Fajnie było, ale się skończyło. Nie opisałem wszystkich płyt które chciałem, które chciałbym żebyście i wy usłyszeli, ale było tego naprawdę dużo, odpadłyby mi palce. Mam nadzieję, że rozumiecie. Życzyłbym sobie, w sumie wam też, żeby w przyszłym roku ukazało się równie wiele świetnych płyt. W końcu następny rok to już lata dziesiąte (śmiesznie to brzmi, nie?). A zapowiada się całkiem całkiem, zapraszam do swojego dziennika z premierami 2010, niedługo w końcu go zaktualizuję. :) Bardzo możliwe, że ułożę też w przyszłości "małą" listę moich ulubionych kawałków 2009, oczywiście każdą piosenkę będzie można jakoś odsłuchać. Stej tjund. Tymczasem życzę wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. :)
BTW: Aha, obiecałem nagrodę. Nagrodą dla wytrwałych jest mój prywatny buziak - :* ;)
Czytane

razy.