Wcześniej znałem Timbuktu jedynie z anglojęzycznych nagrywek, najnowszy krążek, który przecież w całości nagrano po szwedzku, był więc dla mnie czymś innym i nowym. Co ważne, Jason w języku ojczystym brzmi równie dobrze - nadal elegancko płynie po bicie, a przy tym potrafi również naprawdę nieźle śpiewać. Szkoda tylko, że trudno w całości zrozumieć "En High 5 & 1 Falafel". Nie znając szwedzkiego, mogę się tylko domyślać treści poszczególnych utworów. Inna sprawa, że na dobrą sprawę album skierowany jest do rodaków Timbuktu, a oni ze zrozumieniem tekstów nie będą mieli przecież żadnych problemów.
Nawet jeśli nie zna się szwedzkiego, płytą warto się zainteresować. Dlaczego? Chociażby z uwagi na świetne, mocno zróżnicowane brzmienie. Z jednej strony mamy dość typowe, hip-hopowe bity (w tym np. mocno "looptroopowe", wyprodukowane przez Embeego "Olympiska Spelen 2012"), z drugiej eksperymentalne podkłady - w jednym z utworów Szwedowi przygrywa np. akordeon (otwierające "Tänk Om"), w innym z kolei Timbuktu śpiewa wyłącznie do kilku akordów gitary akustycznej ("Säj Inte Nä Säj Jää"). Co więcej, wszystko utrzymane na naprawdę wysokim poziomie.
"En High 5 & 1 Falafel" zaliczyłbym do tych przyjemnych płyt, których słucha się raz na jakiś czas bez większego zaangażowania. Album zawiera wiele dobrych, ciekawych i często pomysłowych kompozycji. Jedyne, co może denerwować to to, że całość nawinięto bądź zaśpiewano w niezrozumiałym dla większości świata języku szwedzkim. Niemniej, wydaję mi się, że najnowszym krążkiem Timbuktu warto się zainteresować, w końcu to dobry materiał. Polecam!





























