Wiem, że wypisywanie line-upu marzeń nie ma większego sensu, ale czymże byłoby życie bez marzeń ;P
Choć nauczona doświadczeniem tegorocznym dochodzę do wniosku, że wypowiadanie na głos open'erowych życzeń przynosi efekt - często i gęsto mówiłyśmy, że chcemy Interpol i Roisin. Stało się.
Do dzieła zatem.
Zacznijmy od World Stage.
Reprezentacja polska:
Kapela ze wsi Warszawa albo
Village Kollektiv. Albo
Yerba Mater. Obojętnie. A najlepiej wszystkie trzy, zwłaszcza, że w dwóch pierwszych składy ściśle się zazębiają. Poprosimy również zespół
Sofa jako delegację soul/r'n'b
Bałkany:
Fanfare Ciocărlia, Kustirucą i jego No Smoking Orchestra też nie pogardzę, ale to akurat jest wysoce nieprawdopodobne.
Zaległości:
Beirut! Nie odpuścimy.
Mrzonki absolutne:
Clann Zú. Obawiam się, że nic nie jest w stanie zmusić panów z zespołu do ponownego zejścia się.
Jak co roku :
Masala Soundsystem
Nada się również :
Andrew Bird albo
Sufjan Stevens. I może
Joanna Newsom, ale po niej to się nie spodziewajmy show w stylu DeVotchKi.
I... gwiazda wieczoru...
Panjabi MC! :D
Namiot.
The Dresden Dolls, absolutnie! Dokładnie jako odpowiednik CocoRosie (wiem, wiem, ta muzyka bardzo się od siebie różni, ale stopień wariactwa ma ten sam)
Z
Gotan Project mam problem, teoretycznie nadaje się również na World, ale Tent daje chyba jednak bardziej kameralną atmosferę.
Peaches, cobyśmy zobaczyli i usłyszeli prawdziwe erosong show, a nie taką chałę, jaką w tym roku wyprodukowała Marysia P.
Jazzu chcemy również, zatem
Koop i
Skalpel.
Na jakiś trip-hop też musi się znaleźć miejsce pod namiotem.
Bonobo,
Télépopmusik
Elektronika obowiązkowa - Matthew
Herbert i
Gus Gus. I
Barbara Morgenstern, pasuje idealnie.
Po polsku - młodzi Waglewscy w dowolnej konfiguracji. Może być sam
Fisz, może być
Tworzywo Sztuczne itd. Do tego
Pink Freud,
Dr.No.
Główna.
Zespoły polskie, na rozgrzewkę :
Pogodno. Nie lubię tego paskudztwa o jakże konceptualnej nazwie
Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, ale muszę przyznać, że się nada. Choć
Hurt też nie jest złym pomysłem.
Najchętniej
Róisín Murphy, ale nie ma co na to liczyć.
Zatem
Björk, jeśli łaska.
Z gatunku
korzenie trip-hopu -
Portishead,
DJ Shadow,
Tricky,
Lamb,
UNKLE,
Air. Nie pogardzę nikim, wybieraj, AlterArcie!
Elektronicznie :
Ladytron. Myślę, że godnie zajmą miejsce Goldfrapp.
Jako młodzi, niepokorni indie-rockowi idole indie-pedałów w szaliczkach nadadzą się
Arctic Monkeys. Nie, nie chcę Radiohead!
Kontynuując indie i okolice, tudzież singerów-songwriterów - poproszę
Becka i
Feist. I
Yeah Yeah Yeahs, bardzo chciałabym zobaczyć Karen O. w akcji.
Brit :
Travis najchętniej, ewentualnie
Coldplay. Na
Blur obawiam się, że nie mam co liczyć.
Ooo,
PJ Harvey, bezwzględnie.
A, jeszcze jakiś soul/r'n'b.
Alicia Keys albo
Mary J. Blige i wszyscy zadowoleni. Albo
Kelis, mry.
I coś rapującego. Mhm. Hm. W tej materii czuję się zagubiona, przyznaję. Ale
OutKast przyjmę z aprobatą.
Uderzenie ekstremalne -
Prodigy :D
Zestawienie o najwyższym współczynniku prawdopodobieństwa. Choć oczywiście nie obyło się bez kilku, z różnych względów, całkowicie niemożliwych.
Teraz nie pozostaje mi nic innego jak podrzucić tę listę na wycieraczkę AlterArtu i cierpliwie czekać.
Do zobaczenia na
Open'erze 2009 :)