Rok się powoli kończy, nic już ważnego nie wychodzi, czas na rozliczenia;)
FANFARY!!!
1.
Fuck Buttons – Street Horrrsing - rok temu hipnotyzował burial, teraz andrew hung i ben power oczarowali mnie i zamotali. Ten album wierci dziurę w głowie, trze papierem ściernym myśli i zostaje na długo po przesłuchaniu. Mógłby być ścieżką dźwiękową do ‘psychozy’. Przedziwne dźwięki, wokal, który wtapia się i komponuje jak jeszcze jeden odgłos nie z tych światów. Utwory i cały album rozkręcają się powoli, z czasem narastając wybuchają z niesłychaną intensywnością i agresja. Obłąkanie. Majstersztyk, bez dwóch zdań płyta roku!
2.
The Cure – 4:13 Dream – tu emocje wzięły gore, pierwsza ich płyta, na których premierę załapałem się ‘świadomie’, 3 lata oczekiwania, podgrzewanego nowymi njusami, nowymi pomysłami, zapowiedziami. Tradycyjne odkładana data premiery. Wreszcie trasa i dwa magiczne koncerty w pl, nowe piosenki i jeszcze więcej nowych piosenek, single z nierównymi bsajdami. No i płyta, z dziecięcą okładką, a płyta? Przepiękna (UTS), melodyjna (TOO, RW, HG i TPB), z kilkoma ciekawymi, acz krótkimi smaczkami (Freakshow i Sirensong), dezintegrująca (Switch),wreszcie tez naiwna (THANWY), rozkrzyczana (Scream) i napakowana na koniec dynamitem (IO, którego robocza nazwa bardziej mi pasowała).,. Kto chce marudzić niech marudzi, dla mnie z każdym kolejnym przesłuchaniem pnie się coraz wyżej w hierarchii i póki co nie mam jej dość.
3-11 (losowo):
Cult of Luna – Eternal Kingdom– po beyondowskim walcu, mglistym salvation i epickim sath, kompozycje stały się duszne i zimne, na co wpływ miała na pewno historia stojąca za tym koncept albumem, utwory są długie i rozbudowane, poprzeszkadzane czasem świetnymi interludiami, wszystko ładnie się łączy, a całość kończy majestatyczne following betulas, po którym nigdy nie mam przez dłuższy czas ochoty słuchać następnej jakiejkolwiek płyty. Swoja moc udowodnili na koncercie, końcówka ghost trail wypadła buldożersko.
Klaus Schulze & Lisa Gerrard – Farscape – czas na trochę ciszy, czas na misterium. Niezwykle połączenie dwóch osobowości, z którego powstała kosmiczna płyta, która ma ponad 2,5h zawarte w zaledwie 7 utworach, choć równie dobrze mógłby być to jeden. Klaus tworzy w niej przestrzeń, która lisa wypełnia i maluje gwiazdami, słońcami, planetami, kometami…płyta, która mogłaby trwać bez końca, partie lisy nagrane ponoć za jednym podejściem, klasa sama w sobie, arcyalbum?
Crystal Castles – Crystal Castles – to ci niespodzianka, piszczą, skrzypią, wrzeszczą w amoku (jakieś słowa?) fałszują. Niektóre utwory to prawdziwa burza (alice practice).Stosują miliony efektów, a prymitywne dźwięki rodem z atari tworzą niesamowitą atmosferę. Przy okazji sam trent ‘jestem bogiem’ reznor zaprosił ich na wspólną trasę, o czymś to świadczy, zresztą bija oni na głowę jego tegoroczne dokonania. Trochę podobieństw do
royksopp, trochę tu
Gorillaz, A! Jeśli masz często migreny, odpuść sobie ta płytę;-)
Disfear – Live The Storm – mocny i celny kop prosto w twarz, plyta-petarda, ale jak mogło być inaczej jak palce maczali zarówno tompa jak i uffe? d-beatowa liga mistrzów
Hail of Bullets -…Of Frost And War – kolejna supergrupa z superpłytą, dowodzony przez martina von drunena niszczycielski czołg, nie zostawia jeńców na swojej drodze. Płyta trąci o II wojnie światowej, głównie o tym jak to było na froncie wchodnim, operacji Barbarossa.Mróz i wojna. Death metalowa uczta i lekcja historii zarazem.
Soulfly – Conquer - max w tym roku był wyjątkowo płodny, najpierw wydal elektryzującą od początku pojawienia się o niej informacji płytę z bratem igorem – inflikted projektu cavalera conspiracy, która jest jednak średnio udana. Potem pojawiła się wiadomość o nowym soulfly, poprzedni ciężki i thrashowy, acz dość mocno ‘przepitolony; dark ages, jak i krotki odstęp od CC, napawał mnie obawa, ze będzie to album na prędce i na sile sklecony.
Przesłuchując po raz pierwszy, wszystko zostało rozwiane. Conquer to album, na którym nie ma słabych numerów i po prophecy wyrasta na drugi najlepszy w ich dorobku. Soczysty i mięsisty soulfly, taki, jaki lubię. Max tym razem nie zawiódł;-) smacznym kaskiem jest limitowane wydanie płyty z koncertem z warszawskiej stodoły, milo sobie popatrzeć
God Is an Astronaut – God Is An Astronaut – po zawodzie, jakim była poprzednia płyta (choć chciałbym żeby inne zespoły ‘tak’ mnie zawodziły) z nutka nerwacji czekałem na nowe dzieło irlandczyków. Singiel pojawił się dość dawno, pozwalał być dobrej myśli. A po tym jak cala płyta ‘ukazała się’ w necie z cala pewnością mogę stwierdzić ze wrócili na należyte im miejsce. Ma kosmiczny klimat, są plumkania, ale i mocniejsze momenty, dwa bardzo wyciszone utwory no i ciaaaary!
Bohren & der Club of Gore – dolores – absorbująca płyta, rozleniwiająca, słuchając jej zamykasz oczy i odpływasz, a ona powolutku się sączy. Jest ‘weselsza’ niż poprzednie ich twory, bardziej melodyjna i przystępna. Choć do poziomu sunset mission czy black earth brakuje, brakuje. Jedna z tych wyczekiwanych i tych, które nie zawiodły, oklaski dla panów!
Portishead – Third - królowa triphopu wróciła w iście królewskim stylu, tu nawet nie ma co pisać, trzeba tego posłuchać i oddawać im należną cześć.
12-20 (losowo):
In Mourning – Shrouded Divine – prawie noworoczny album, patrząc z perspektywy tej listy, dość już ‘stary’;-) z grubsza muzyka zawarta na nim, to klimatyczny metal, nowa, lepsza wersja opetha jakby. W związku z tym ze watershed i gr wyszły średnio, IM ładnie wypełnili ta lukę. Jest siarczysty growl, zwolnienia, czysty śpiew, czasem istna kanonada dźwięków, dająca smakowite i świeżę danie.
Intronaut – Prehistoricisms - na początku była nieważna epka (null), potem wciągająca pustka (void), następnie średnio udany pretendent (challenger), aż wreszcie zrodził się prehistoricisms. Najlepszy album w ich dorobku, zróżnicowany, oryginalny i połamany, zakończony wybitnym ‘reptilian brain’ Na tej płycie jest wszystko, ewoluowali w bardzo dobrym kierunku
Sigur Ros – med sud bla bla bla (nigdy się nie nauczę tego tytulu) - nisko, ale co zrobić. Po wiosennym takku, powinna to być letnia płyta, golasy na okładce świadczą o tym najdobitniej. świetny i innowacyjny pierwszy singiel, do tego inni…, med…, vid spilum i romantyczna ara batur, to jednak trochę za mało jak na moje oczekiwania. Reszta wolnych i nudnych kawałków najczęściej jest przewijana, szkoda w sumie. Na szczęście świetny koncert trochę odkupił ich wpadkę z albumem=)
Motorhead – Motorizer - ten album jest bombowy, wybuchowy, rokenrolowy, słucha się go z przytupem i ucieszonym ryjem, chwała im i niech żyją wiecznie!
Scars on Broadway – Scars On Broadway – soad się rozpadł, powstał nudny serj solo, tylko kapelusz ma spoko. Natomiast daron nagrał kawał porządnego gitarowego grania, które sprawiło mi nie lada radość, krotka, acz treściwa płyta, oby tak dalej.
Thee Silver Mt. Zion Orchestra & Tra-La-La Band– 13 Blues for Thirteen Moons -
4 długie utwory, glosy jak z psychiatryka, melodie? Istna apokalipsa.
Nine Inch Nails – The Slip – wysypało trentem w tym roku, najpierw duszki, potem the slip, a koncertu w pl kurwa dalej nie ma!, bzzrrrrwrr. Pierwsze 6 utworów typowo ninowe, oparte na wpadających od razu w ucho motywach perkusji, dalej słońce zachodzi i zasypiam, klimaty ghostowe. Delikatnie pobudzenia serwuje dopiero ‘the 4 of us are dying’, po nim mogłoby już nic nie być, ale jeszcze wcisnęli bezpłciowe demon seed. Średnia płyta bardzo.
Nine Inch Nails – Ghosts – geniusz, czy płyta nagrana na kolanie w hotelu? Pełnowartościowy twór, czy podsmiechujka wysłana przez trenta, by sprawdzić jak oddani są fani? Sprawa podobna do ‘inland empire’ lyncha, ciężko odpowiedzieć.
Disturbed – Indestructible - z sentymentu ściągnąłem, po poprzedniej pieruńsko nudnej, nie spodziewałem się niczego, a tu proszę niespodzianeczka! Solidny album ku mej uciesze i wspomnieniu szczenięcych lat;-)
???
Tiamat– Amanethes - nie wiem jak oceniać ta płytę za cholerę. Dylemat mam jak nigdy. Lubię tiamat, ubóstwiam ADKOS i SS, lubię W, C i TAS, a tej płyty nie mogę ugryźć, nie mogę jej rozłupać, nie mogę obrać ze skórki, nawet wydrylować się jej nie da…niby ok., mix a la tiamat w sosie tiamatowym posypany tiamatem, który za pierwszym razem smakuje wybornie, by znowu przy następnej okazji powodować nudności. Ciężko mi to sklasyfikować;-)
Najlepsze polskie płyty – jak wiadomo kategoria będzie dość uboga, niewiele ważkiego w tym roku wyszło, jednak czołówka jest mocna:
Blindead – autoscopia:murder in phases – bezapelacyjnie polska płyta roku, poprzedzona długim oczekiwaniem i apetycznymi koncertami (w sumie trzema przeze mnie widzianymi) na którym materiał prezentował się rewelacyjnie. Miażdżył. Buchał energia, powodował ciarrrry. Na płycie tej miazgi jest jednak imho trochę mniej, więcej za to mglistego klimatu. Wszystko na swoim miejscu, bez zbędnego dźwięku czy słowa. Poprzednia była bardzo dobra, ta jest świetna, czekam już, co nam wysmażą na następnej.
Homo Twist– Matematyk – ta z kolei nie była długo wyczekiwana, informacja ze wychodzi pojawiła się nagle bodajże z miesiąc wcześniej. Maleńczuk jeszcze mnie nie zawiódł dotychczas, nie inaczej na tej płycie. Po powrocie Olaffa wyszedł dużo bardziej ‘piosenkowy’ materiał niż poprzedni. Tekstowo i muzycznie wyśmienicie;]
Jacaszek – Treny – niespodziewana płyta, nie styknąłem się do tej pory z jego twórczością, ta jest za to mega smutna. Nastrój trenowej melancholii oddany wiernie, do tego leniwie ciągnące się kompozycje i płyta na jesienne wieczory jak ulał;-)
ponadto dobre, ktore zapoznalem juz w '09 ale rocznikowo '08:
Ketha -
III-ia
Materac -
andersen dobranoc
żywiołak -
Nowa Ex-Tradycja ah ah!
Dobre płyty, na które nie starczyło miejsca(albo nie chciało mi się opisywać;-):
-
Satyricon –
The Age Of Nero
-
Kreator –
Hordes of Chaos
-
Agalloch -
The White ep
-
Atomine Elektrine -
The Deep Invisible
-
Lustmord –
Other
-
Current 93 –
Birth Canal Blues ep
-
Esoteric –
The Maniacal Vale
-
Juno Reactor –
Gods And Monsters
-
Krallice -
Krallice
-
Misery Index –
Traitors
-
Red Sparowes –
Aphorisms ep
-
Slim Cessna's Auto Club –
Cipher
-
Klimt 1918 –
Just In Case We'll Never Meet Again
dwie zapomniane, a dobre;-)
-
Death in June - The Rule Of Thirds
-
Jarboe - Mahakali
Koncerty? złota szóstka
neurosis –
warszawa (stodoła)
the cure –
katowice (spodek) i
warszawa (torwar)
sigur ros –
warszawa (amfiteatr im Sowińskiego)
cult of luna –
warszawa (progresja)
horse the band –
katowice (zero instytut)
billy talent –
warszawa (proxima)
ktoś? coś? z chęcią zobacze inne podsumowanie;-)