Recently I saw something like this in journal of someone else and I decided to made my own.
I put here only bands from my TOP 50 of last year.
So let's see, which nation is the most popular in my TOP 50.
Do Bolkowa w głównej mierze przybyłem dla KMFDM, tak więc poniższy tekst przedstawia tylko niedzielne wydarzenia.
Zamek nie był trudny do odnalezienia. Widać go było tuż po wyjściu z autokaru... no ale szedłem, szedłem i szedłem... i wciąż nie widziałem ścieżki prowadzącej na zamkową górkę. Dziwnym trafem znalazłem się w Świnach, chwilę później wyczaiłem ścieżkę prowadzącą wprost do zamku! Mówią że kto pyta nie błądzi, ale po co? - Ja wszystko wiem. Po prostu okazało się że moje alter-ego postanowiło wcześniej zwiedzić inny zamek, a dopiero potem koncertować na zamku właściwym. Co z tego że w obie strony to 7km(?) - No właśnie. Mimo wszystko – warto było.
Wracając, na swej drodze spotkałem gościa, który szukał klubu Hacjenda (jedno z dwóch oficjalnych miejsc w którym miało się odbyć after party). Nie pomogłem mu, za to dowiedziałem się że bilety jednodniowe były znaczone datą. Zaniepokoiło mnie to nieco, bo na moim było wyraźnie napisane: piątek. Więc, pani w empiku myliła się, twierdząc że bilet jednodniowy nie jest określony datą, a piątek to tylko dzień rozpoczęcia festiwalu. Jednak z wejściem nie było problemu, dostałem super lansiarską pastelowo-zieloną opaskę na rękę, która od razu została mi zamontowana przez miłą panią, która wcześniej zabrała mi bilet. Owa opaska oznaczała chyba to, że jestem fajny i mogę wejść i wyjść, a potem znów wejść na teren zamku. Jednak nie mogłem jej zdjąć, bo jakbym to zrobił, to przestałoby oznaczać że jestem fajny i po wyjściu z zamku już bym nie został wpuszczony, o! Przyznam, pomysłowe.
Ochrona na luzie i w porządku, nawet mnie nie przeszukiwali. Po wejściu na zamek oczy mi się zaświeciły - dawno nie widziałem w jednym miejscu, tylu dziewczyn w gorsetach! :) Z powodu świecących oczu, postanowiłem nie zdejmować okularów przeciwsłonecznych. Nie żeby chronić oczy przed słońcem, a wręcz odwrotnie.
Od razu zalogowałem się pod skałką na zielonej trawce, jak tylko to uczyniłem zaczęły się koncerty. Na początku niemiecki Head-Less dość przyjemne, melodyjne – w sam raz na soundtrack do m.in. picia piwka :P.óźniej francuski zespół o jeszcze bardziej wymyślnej nazwie Jacquy Bitch – niezłe. Następnie znów zaatakowali niemcy - Solar Fake, wykonali całkiem ciekawie cover Radiohead – ofc był to Creep. A ja nadal siedziałem i piłem. Dość miłe zaskoczenie spowodował polski not – granie zdecydowanie poprawiające słuchającemu humor "ja już nie chcę, ja dziękuję, pani mnie nie przekonuje!”, kawałka o łódzkich ulicach i kamienicach też miło się słuchało :D Po tym ruszyłem na część stricte handlową zamku: żarcie, piwsko, lansiarskie ubranka, naszyjniki, płyty etc. Na pamiątkę zakupiłem sobie płytkę z utworami granymi na tegorocznym festiwalu. Wróciłem się na część koncertową zamku. Zaczął grać polski Deathcamp Project – według zapowiedzi, chłopaki inspirują się takimi zespołami jak Fields of the Nephilim, The Sisters of Mercy, The Cure – czyli jak najbardziej coś dla mnie. I faktycznie, momentami nawet sam wokal przypominał ten Carl’a McCoy’a. Mimo "zanikającej gitary” było dobrze. Zespół wart polecenia :) Ta godzina minęła bardzo szybko. Na kolejnej przerwie znów ruszyłem na część handlową zamku, tam przy stoisku z płytami spotkałem Käpt'n K’a. Dane mi było nawet zamienić kilka zdań... szlag, że nie wziąłem aparatu, a i bilet na którym mógłbym zgarnąć autograf – zabrali mi. iChuj. ;< Wkurwiłem się i kupiłem koszulkę, teraz będę się lansować okładką płyty Blitz na klacie :P
Później wlazłem na balkonik – Artrosis zaczęło grać. Byłby świetny widok, gdyby nie to cholerne drzewo zasłaniające 3/4 sceny! Po paru kawałkach zlazłem niżej i tam już zostałem do końca – dobry koncert. Później znów poczułem potrzebę pożywienia się zupką chmielną, a więc zakupiłem sobie co trzeba i wróciłem na strefę koncertową - na scenie chłopaki z KMFDM już dostrajali sprzęt. Udało mi się dotrzeć na środek. Piwo coś nie wchodziło. Zmieniło się to diametralnie po rozpoczęciu koncertu. Na-pier-da-laaaać! Jak większość koncertów, rozpoczęli kawałkiem D.I.Y.. Z każdym utworem byłem 2-3m bliżej sceny. Nie pamiętam zbytnio kolejności, ale na pewno było też Bait & Switch, Tohuvabohu, Son of a Gun, Looking For Strange, Potz Blitz!, Attak-Reload, Godlike, nie zabrakło również klasycznego Megalomaniac’a!
Hau Ruck był jeszcze! Nie wiem, jak mogłem o tym zapomnieć, jak darłem się "HAU RUCK!!! ...RUCK ZUCK!!!". ;D
Genialny koncert, krótki ale intensywny! - Dawno się tak nie wyszalałem. Szkoda że tylko godzinę grali. KMFDM – gwiazda wieczoru jak dla mnie. Niestety niedoceniona przez 95% publiki. Nie wiem jak można stać nieruchomo przy tak agresywnej muzyce(?). Toż w Poznaniu na NINach, podczas grania spokojnego Hurt’a, publika była o niebo żywsza! Nie jestem fanem pogo i rozumiem kulturalne koncertowanie... no ale bez przesady.
Pozdro dla naćpanego/schlanego pana, który nagle podszedł m.in. do mnie i zaczął tłumaczyć że każdemu tu może wpierdolić. Najlepsze było "jestem ze wsi, ale...", faktycznie to niemal wszystko wyjaśnia... niespotykanie spokojny człowiek ze mnie i naprawdę nie chciałem wyprowadzać go z błędu, dlatego by w lepszym towarzystwie (swoim) przeżyć resztę koncertu, postanowiłem się oddalić.
Ponad godzina przygotowań i na scenie mamy Front 242, czyli legenda grubymi nićmi szyta. Niemal idealne odtworzenie wersji studyjnych – zupełnie jakby grali z playback’u. – NUDA. W dodatku zmarzłem jak cholera.
Godzina 2:15 – trzeba było się zbierać i jakoś, gdzieś przeczekać 4 kolejne godziny. Szedłem szukając Hacjendy. Po drodze poznałem Martę (pozdrawiam!). Hacjenda - cała zapchana. A Stare Kino ponoć daleko, daleko, daleko... a okazało się że było może z 666m dalej :P Trzeba napomnieć również o wyrozumiałości bolkowskiej policji. Jedynym skutkiem ubocznym hasania po ulicach z flaszką czy piwkiem mógł być kac - następnego dnia. W Kinie srogie techno, ale co ważniejsze - było ciepło. Nie obyło się też bez przykrych incydentów. Nowo poznanej koleżance skradziona została torebka, ale szybka reakcja Rix’a i torebka odzyskana. Rix kolejny raz uratował (czyjś) świat!
Później dołączył do nas Janek z którym wyszliśmy przed owy klub, by spożywać różne alkohole. W międzyczasie ktoś spalił namiot – fajne ognicho było! \m/ Ogólnie, dobre towarzystwo i te 4h dość szybko minęły. Z pewnością był to jeden z intensywniejszych i najbardziej udanych dni w tym miesiącu.
Ну, вот и я сподобился заполнить этот опросник. Думал, что все это ерунда и неинтересно, но на деле оказалось очень затягивающим занятием. Заполнял скорее для себя, нежели для других, но если кому-то мои ответы помогут найти для себя нового исполнителя - буду только рад.
Итак, поехали!
1.How did you get into no.29? Pain
Дайте-ка вспомнить... Ну конечно же, все началось с Hypocricy! Слушал раньше довольно много ее, потом прочитал в одном из журналов про сайд-проект Питера, в котором он все делает сам, заинтересовался и вот с тех пор не отпускает.
2. What's the first song you ever heard by no.22? Tarja
Если брать ее сольное творчество, то конечно же "I Walk Alone"
3. Whats your favorite lyric by no.33? Darzamat
Хм... Сложно сказать, никогда особо не интересуюсь лирикой песен достаточно глубоко. Музыка для меня имеет гораздо большее значение.
4. How did you get into no.49? Lesiëm
Сослуживец дал послушать, понравилось.
5. How many albums by no.13 do you own? Ayria
Так, сейчас посчитаем... Debris, Flicker и Hearts For Bullets. Итого - три.
6. What is your favorite song by no.50? After Forever и Diorama
Самому сложно сказать, Ласт говорит, что "Silence From Afar" у After Forever, что же, поверим. У Diorama однозначно "Masquerades and Faces"
7. Is there a song by no.39 that makes you sad? Orbital и Tarja Turunen
У первых нет а у Тарьи - опять та же "I Walk Alone", т.к. напоминает о разрыве с Nightwish.
8. What is your favorite song by no.15? Collide
"The Lunatics Have Taken Over The Asylum" Вот тут как раз уже из-за текста.
9. What is your favorite song by no.5? Amethystium
Нет, это настолько удивительная музыка, что выбрать что-то одно невозможно. Ласт говорит, что "Dreamdance" я слушаю чаще всего. Ему виднее.
10. Is there a song by no.6 that makes you happy? Indica
Да, конечно! "Viimeinen jyvä" Она же и самая прослушиваемая. У них вообще довольно веселое творчество. По крайней мере для человека ни бельмеса не понимающего по фински.
11. What is the worst song by no.40? Leigh Nash
Пожалуй, что "Cloud Nine" Не то, чтобы худшая, просто мне меньше всего нравится.
12. What is your favorite song by no.10? Artrosis
"Pośród Kwiatów i Cieni" Просто первой ее услышал когда-то и она очень долгое время была единственной песней Artrosis, что у меня вообще была.
13. What is a good memory you have involving no.30? Closterkeller
Хм, да никаких, пожалуй... Разве что - очень обрадовался, когда нашел их концерт на DVD.
14. What is your favorite song by no.38?
А нет у меня сейчас 38 места!
15. Is there a song by no.19 that makes you happy? Fauxliage и Oomph!
А как же! у Fauxliage это "Draw My Life" Очень позитивная песня. Прслушивая ее жить хочется! У Oomph! это "Augen auf!"
16. Is there a song by no.25 that makes you sad? Jonson
Нет, пожалуй нет такого трека.
17. What is the first song you ever heard by 23? Angelzoom
Тааак... По-моему, это была "Fairyland" Или "Back In The Moment" В любом случае, это точно был клип.
18. What's your favorite lyric by no.11? Zombie Girl
Вне всяких сомнений, это "Creature Of The Night"
19. Who is a favorite member of no.1? Decadence
Я думаю, тут без вариантов! Конечно же Kitty "Metallic Kitty" Saric!
20. Is there a song by no.14 that makes you happy? Delerium
"Innocente (Falling in Love)" И тут Leigh Nash! Самая частоупоминаемая в моем рейтинге, наверное.
21. What is a good memory involving no.27? I:Scintilla и Android Lust
Нет никаких, к сожалению. Но и плохих тоже нет!
22. What is your favorite song by no.16? Сектор Газа
Вот уж попало, так попало... Таковых много и в разных этапах творчества есть своя. Но если одна, то "Лирика"
23. What is the first song you ever heard by no.47? Claire Voyant
Честно скажу: не помню.
24. What is your favorite album by no.18? Apoptygma Berzerk
Не альбом, но "The Singles Collection" Альбома, как чего-то целого, нет любимого.
25. What is your favorite song by no.21? Mylène Farmer
Их много. Но самая-самая наверное "Méfie-toi"
26. What is the first song you ever heard by no.26? Красная Плесень
Ох, где же ты, детство... "Частушки" из "Девятого бреда"
27. What is your favorite album by no.3? The Birthday Massacre
"Violet" Из-за того, что сначала увидел клип на песню "Blue", а уже потом начал знакомство с творчеством группы именно с этого альбома.
28. What is you favorite song by no.2? Spectra Paris
Вот тут я действительно разрываюсь между "Mad World" и "Falsos Sueños"
29. What was the first song you ever heard by no.32? Lacuna Coil
Помню, очень понравилась перепевка Депешевской "Enjoy the Silence", после чего и заинтересовался.
30. What is you favorite song by no.8? Siderartica
"The Fourth Ray of Light" Да и вообще "Night Parade" выдающийся альбом.
31. How many times have you seen no.17 live? Линда
Не доводилось. Очень жалею, т.к. слышал очень хорошие отзывы.
32. Is there a song by no.44 that makes you happy? Nightwish и Diva Destruction
Безусловно, есть. У найтов это, как ни удивительно, "The Poet and the Pendulum (Instrumental)" У Diva Destruction это "Run Cold"
34. What is the worst song by no.45?
Опять повезло: нет у меня 45 места.
35. What was the first song you ever heard by no.34? Tristesse de la Lune
А вот прямо самая первая с их альбома - "Coriolis"
36. What was the first song you ever heard by no.48? :wumpscut:
Это точно был сборник "Fuck The Mainstream", а значит - это "We Believe, We Believe"
37. How many times have you seen no.42 live? Leigh Nash
Ни разу.
38. What is you favorite song by no.36? Фактично Самі
"Сашахуй" Однозначно. Еще нравится "Пиздець Ко...ну" Не из-за мата, как может показаться на первый взгляд.
39. What was the first song you ever heard by no.28?
И снова мне везет: нет у меня и 28 места тоже.
40. What is you favorite album by no.7? Калевала
Ну конечно же "Кудель Белоснежного Льна" Другого и нет пока.
41. Is there a song by no.31 that makes you happy? The Prodigy
А как же: "Molotov Bitch"
42. What is your favorite album by no.41?
Нет и 41 места...
43. What is your favorite song by no.24? Yendri
"We Are Everywhere (East)"
44. What is a good memory you have involving no.46? Antonio Vivaldi
Да тут само знакомство уже настолько хорошее воспоминание, что лучшего и не надо, пожалуй!
45. What is your favorite song by no.35? QARPA
Один из моих ньюкамеров, как говорят пиндосы. Слушаю ее меньше недели, как и Фактично Самі. Очень нравятся две песни из которых не могу выбрать одной, это "Очі твої" и "Кокаїн"
46. Is there a song by no.9 that makes you happy? Within Temptation
Да, есть. "Stand My Ground" Почему? Вы видели их шоу "Black Symphony"? Нет? Мне не о чем с вами разговаривать.
47. What is your favorite album by no.4? Xandria
"Ravenheart"
48. Who is your favorite member of no.37? KMFDM
Хе-хе... Провокационный вопрос! Лючия!
49. What is the first song you ever heard by no.43?
Везет мне на отсутствующие позиции...
50. What is your favorite song by no.20?
Да, и 20 места тоже нет.
Chociaż koncert odbył się prawie tydzień temu uznałem, ze w końcu trzeba się zebrać i podzielić wrażeniami z tego niesamowitego koncertu!
Ciężko było się dostać do Sanoka w tamten mroźny dzień. Mimo wielkich opóźnień autobusów i brnięcia w zaspach nic mnie nie powstrzymało od pojawienia się punktualnie o 19 w Szklarni. Klub nie był specjalnie "umroczniony" z okazji tego koncertu. Wyglądał w zasadzie tak samo, jak na Totentanzu, z wyjątkiem odsłonięcia kominka naprzeciw sceny. Ludzi zebrało się całkiem sporo, mimo wyjątkowego dnia. To dobry znak, ze Sanok i okolice nie marnowało zdrowia i pieniędzy na romantyczne kolacje, tylko zebrali się, by skosztować gotyckiej muzyki prezentowanej przez Closterkeller!
Koncert rozpoczął sie ze standardowym opóźnieniem, około półgodzinnym, tak więc był czas na dodatkowe piwa przed samą zabawą :-). W końcu Miły ogłosił, ze na scenę wchodzi zespół die Fasane z Rzeszowa, o którym standardowo mało kto chyba słyszał i... Ruszyli z kopyta! Kawał świetnej muzyki spod nieznanego mi gatunku crossover (tak przynajmniej tagują się na last.fm). Dla mnie tego wieczoru był to świetny, mocny rock. Również wokalista świetnie się obchodził z mikrofonem. Tak więc zabawa pod sceną zaczęła się bardzo szybko. Nie było co żałowac sił! Wokalista wyraźnie był na fali, pokazujac to swoim zachowaniem i wielkim wczuciem we własną muzykę.Nie spodziewałem się po koncercie Artrosis, że support przed Closterem będzie tak dobry! die Fasane grało około 40 minut.. W końcu taka dola pierwszego supportu. Uważam, ze nie pokazali się w pełni, ale zostawili po sobie świetne wrażenie! Rozgrzana publiczność po krótkiej przerwie z entuzjazmem przywitała THE CHILLOUD, który przybył do naszego Sanoka z Makowa Podhalańskiego. Wtedy przypomniało mi się o walentynkach, gdy ich muzyka okazała się spokojniejsza i wolniejsza niz poprzedników. Ale i tak bylo dobrze. Grali nieco dłużej, zabawa pod sceną trwała..choć przyznam, ze ostry headbanging chyba nie do końca pasował do klimatu :)) W ich repertuarze jak mnie pamięć nie myli pojawiło się "coś" Nirvany a na bis, który wyprosiliśmy zagrali cover Radiohead i jeszcze "coś" bardzo dobrego.. (Ah te dziury w pamięci). Żal było ich wypuścić ze sceny,bo muzykę zaprezentowali naprawdę świetną.. Ale to nie mogło zadowolić żądnych mroku ludzi zgromadzonych tego wieczoru w Szklarni!
Przyznam, ze już po tych dwóch zespołach czułem się bardzo zadowolony, ze przybyłem na ten koncert... Po prostu Closter mógł go uczynić wspanialszym i się nie zawiodłem.
Trochę potrwało zanim Anja Orthodox z ekipą wyszli na scenę. Na nic nasze wywoływania sie zdały.. Ale cierpliwość została wynagrodzona :) Wyjście na scenę zespołu wzbudziło wielkie emocje wśród tłumu. Muzyka zagrała, zrobił się tłok pod sceną i ruszyli piosenką Purple.
(Tutaj taka mała dygresja)
Zastanawiałem się po Artrosis, na którym zabawy pod sceną wielkiej nie było, czy gotycki koncert Clostera będzie w podobnej atmosferze. Jednak juz po pierwszej piosence przekonałem się, jak świetnie można się bawić przy takiej muzyce, gdyż pod sceną dzialo sie istne szaleństwo przez cały koncert.
(Już powracam do reportażyku).
Wystrój Anji rzucił się w oczy.. Nie powiem, że wyglądała źle, ale zdecydowanie nietypowo... Śmieszne dodatki do wlosów, wielkie buty, skóra.. No przyznam, że prawdziwie gotycko się wystroiła.. W końcu zna się na rzeczy :))
Set lista była lekko inna niż na niedawnym koncercie w Legnicy, z tego co zauważyłem, ale o tym później. Klimat do zabawy potęgowało świetne nowe oświetlenie sceny, które zainstalowano w Szklarni przed tym koncertem. Światła robiły swoje, więc starałem się uwiecznić je na zdjęciach i filmikach. Zachwycało przede wszystkim to, jaką klasę reprezentował zespół, a w szczególności pani Orthodox. Pewna siebie, śpiewała czysto i miała dobry kontakt z publicznością... W zasadzie nie trzeba było zachęcać nikogo do zabawy, bo tłum żył i szalał... Czasami za bardzo. Od Anji dowiedzieliśmy się, ze są pierwszy raz w mieście jej najlepszego przyjaciela Tomka, którego grób odkopała spod śniegu tegóż dnia, przeziębiając sie przy okazji. Zagrali więc piosenkę z dedykacja dla niego, a wcześniej Anja przeprosiła jeśli będzie od czasu do czasu musiała się wykaszleć. Jednak śpiewała mimo to bardzo dobrze i nawet nie zwróciłem uwagi na to, że czasami ją brało w przerwach na lekki kaszel. Trzymała się twardo kobieta :) Jeśli chodzi o muzykę, to mieszali cały czas najlepsze kawałki z różnych albumów. Świetnie wyszło "Na Krawędzi", Agnieszka oraz Graphite. Moim zdaniem najlepszy moment koncertu, to był czas na dwa utwory z płyty "Nero", po kolei: Królowa i Miraż. Zrobiło sie wtedy prawdziwie gotycko na scenie. Ciemniejsze kolory opanowały salę, ludzie uciszyli się i słuchali tych wspaniałych utworów. Klimat iście gotycki. Myślę, że wyszły oba kawałki doskonale. Oczywiście oba nagrałem :) Niestety przy Królowej w pewnym momencie zrobiło się trochę bydło, gdyż moim zdaniem pogo przy tej piosence nie jest zbyt stosowne, ale niektórzy na to nie zważali. Wielce mnie ucieszyło, gdy na sam koniec Anja pochyliła się do nas podając swoją rękę... Tym bardziej ciesze się, że wszystko zarejestrowane:) Miraż wyszedł najlepiej zdecydowanie ze wszystkich kawałków. Anja zaśpiewała go perfekcyjnie, publiczność osłupiała. Mnie samego ciarki przechodziły! Niebieskie światła również wspomagały doznania słuchaczy. Uf! Rewelacja jak dla mnie. Po tych dwóch utworach znów zaczęło się szaleństwo wraz z utworem "Władza" i zabawa trwała dalej. Koncert zbliżał się do końca, niektórzy pod sceną opadali z sił, lub przedawkowali alkohol i osunęli się dalej, więc bylo nieco mniej ciasno. Anja ogłosiła w końcu, ze co dobre, musi się kończyć dobrze. Zagrali więc nam Maskę i niestety zeszli. Ale kto miał jeszcze siły w płucach krzyczał. Zdarzyła się wyjątkowa jak dla mnie sytuacja. Gdyż Miły skinął głową ochroniarzowi, który odwrócił w moją stronę mikrofon i wraz z dwoma kolegami mogliśmy na pełnym nagłośnieniu wywoływać z powrotem CLO-STER-KE-LLER! Dzięki Miły za to, wspomnienie wyjątkowe :) Zespół nie trzeba było długo prosić. Wrócili na dwa bisy. Najpierw był to Zegarmistrz Światła na którego czekali co niektórzy. Na sam koniec usłyszeliśmy Czas Komety, którego refren śpiewaliśmy najgłośniej ze wszystkich, gdyż o dziwo sporo ludzi tekst znało :) Przyznam, ze ostatni utwór rozbrzmiewał jeszcze po koncercie w szatni przez jakiś czas, gdyż wrył się głęboko w pamięć.. Niestety nikt tego piękniej od Anji nie był w stanie zaśpiewać :)
Po koncercie długo nie trzeba było czekać, by Anja wyszła do publiczności. Chętnie robiła sobie z każdym zdjęcia i dawała autografy. Nawet udało mi się z nią porozmawiać, całkiem śmiesznie ;) Dowiadując się, ze dla nich w Sanoku kończy się cywilizacja i współczuje nam, że mamy hmm.. nieciekawie, że tutaj mieszkamy :)) Teraz już można tylko zazdrościć tym, którzy w kwietniu pojawią się na wspólnym koncercie Clostera i Artrosis w krakowskim klubie Studio. Cała zabawa skończyła się po godzinie 23, tak więc przez ponad 4 godziny można było zapomnieć o całym tym różowym święcie i się.. hmm.. Kolokwialnie mówiąc: wyżyć :)
Jeśli chodzi o set listę, to szkoda, że tak mało zagrali z płyty Nero, bo wychodziło im fantastycznie, ale zaprezentowali raczej kawałki, przy którym publiczność bawi się najlepiej. W końcu wiedzą już to doskonale. Ale mimo wszystko Zabrakło mi Fortepianu i Zaklętej w Marmur, ale nie można mieć wszystkiego :)
Po koncercie dowiedzieliśmy się, że być może już wkrótce pojawi się w Sanoku Hunter, co wywołało wielka owację! Ten rok zapowiada się bardzo ciekawie w Szklarni!
Podsumowując powiem, że w przeciwieństwie do niedawnego koncertu Artrosis w Zabrzu, Closterkeller był doskonale, jak na warunki Szklarni nagłośniony. Świetnie słyszałem wszystkie instrumenty, a przede wszystkim wokal Anji. Wytworzył się świetny klimat do zabawy i sporo osób ogarnęło szaleństwo. Sam jestem niesamowicie zadowolony. To był najlepszy koncert polskiego zespołu na którym byłem! Closterkeller potwierdził tylko swoja wielka klasę i doświadczenie. Uważam również, że bardziej walentynkowy klimat dla dwojga stworzyło Artrosis na swoim występie. Sobotni koncert był raczej... anty-walentynkowy. I dobrze! :)
Kieruje również podziękowania dla Miłego, że zorganizował nam tak świetne gotyckie i mroczne walentynki.. Chwała mu za to! Przyznam, że nie zamieniłbym go na kolację w wykwintnej restauracji...Chyba że z panią Anja hehehe :))))
Resztę podziękowań kieruje do wszystkich, z którymi sam się świetnie bawiłem, szczególnie dla Kuby, z którym udawało mi się tworzyć szaloną zabawę pod sceną. Ale również do tych, którzy przepuszczali mnie do barierki, bym mógł nagrać niektóre utwory.
Było niesamowicie!!!
A jako że przemyciłem ze sobą aparat, który udało mi się zachować w jednym kawałku podzielę się zdjęciami oraz filmikami. W końcu czego się nie zrobi, by sprawić, że nieobecni będą żałować jeszcze bardziej? :)))
Bueno sera la primera vez que hago un aporte de esta magnitud acá y espero sea de su agrado para aquellos que por casualidad se topen con mi cuenta.
Esta es una compilación de varios grupos clasificándolos según genero y aunque en algunos discos faltaron representativos del genero, no deja de ser muy bueno ya que nos da a conocer una muestra de otras bandas metaleras del genero que tocan. Seguro gustara a los metaleros que estamos presente acá, también este aporte puede servir a los que están iniciándose para conocer un poco mas del metal y sus diferentes ramas.
Por motivos de seguridad le aplique contraseñan a los discos y es la siguiente: darktemplar
The Metal Museum: 20 volumenes - 20 generos - 20 discos:
Disco 1: Power Metal
Volume 1: «The Metal Museum vol1 - Power Metal» (2006)
W zeszłą sobotę szcześliwym trafem znalazłem się na koncercie Artrosis w zabrzańskim CK Wiatrak. Oczekiwałem cudów nieziemskich, gdyż już od dawna marzyłem o uczestniczeniu w koncercie tej grupy. Nie było tak jak mysłałem... Ale po kolei:
Klub:
Z zewnątrz niepozorny okazał się całkiem dużą salą z fajnym klimatem, więc się nie dziwię, że to jedno z ważniejszych miejsc koncertowych w okolicy. Juzż pomijam płatną szatnię, bo nic nie może być idealne. Ludzi hmm.. mało?! Spodziewałem się, że na taka wyjątkową grupę przybędzie się więcej osób, szczególnie, że nie często mają koncerty, przynajmniej ostatnio. Generalnie duża część sali była pusta. Również pod sceną nie było tłoku.
Support:
Zastanawiałem się ze znajomymi jaki zespół pasowałby jako support Artrosis, nie znalazłem nigdzie informacji co za zespół miał wystapić przed gwiazdą wieczoru.. Jednak wchodząc na salę, słysząc ostre brzmienie... Zastanawiałem się, czy aby na pewno w dobre miejsce przyszedłem.. Landscape Of Souls, bo tak się nazywał zespół, o czym dowiedziałem się dopiero po imprezie hmm.. No muzycznie był genialnie wpasowany..(Stwierdzenie ironiczne). Nie powiem, że grali źle, po prostu nie nastawiałem się na usłyszenie zespołu z mrocznym growlującym panem na froncie i jego mrrrocznym "dziękuję". Ale tak..bardziej metalowo było dzięki temu:) Może w innym miejscu i czasie powiedziałbym, ze to dobry zespół (w końcu nawet nie najgorzej grali), ale mym skromnym zdaniem nie pasowali. Chociaż przyznam, że kilka osób bawiło się całkiem dobrze, i chciało "Więcej, więcej!". Uznajmy jednak, że nie tylko ja oczekiwałem w spokoju ducha na usłyszenie pięknego głosu Medeah oraz cudownych, poruszających zmysły tekstów piosenek Artrosis. W zasadzie zespół supportujący wywołał u mnie śmiech, ale przynajmniej przetarł scenę przed oczekiwaną gwiazdą :)
Artrosis:
Długo czekać nie trzeba było.. Skład pojawił się już po kilku minutach i zaczęło się od Ukrytego Wymiaru i tworzył się całkiem przyjemny klimat.. Ale nie będę przytaczał po kolei wydarzeń. Medeah wyglądała uroczo, śpiewała ładnie i czysto.. Tylko... Cholera! Dlaczego była tak cicho nagłośniona?! Stałem naprzeciw jej, w pierwszym rzędzie i ledwo ją słyszałem, a raczej głuchy nie jestem... Zabawa była jednak całkiem przyjemna, Magda rozmawiała z publicznością między piosenkami i jej kołysanie się na scenie tworzyło magię. Publiczność domagała się piosenek Nazgul i Morfeusz.. Dostaliśmy jednak tylko Upiora Pierścienia.. Niesamowite przeżycie, tutaj publiczność pierwszy raz pokazała się jako świetny chór, ale nie dorównujący pięknu głosu Medeah :)) Nie zabrakło oczywiście utworów takich jak: Szmaragdowa noc, Pośród Kwiatów i Cieni, Prośba, A ja, My, kilku utworów z Fetish i ConTrust oraz jednego z nowej płyty, który jest dedykowany pewnej zmarłej osobie.. Niestety nie pamiętam komu. Osobiście twierdzę, że Szmaragdowa Noc wyszła najlepiej, a utwory z ConTrust rownież do bardzo udanych nalezały. Lekko mnie Prośba zawiodła..Ale to przez dźwięk...
Ogólnie, to pomijając nagłośnienie koncert udany.. Tylko.. krótki! Pierwszym ostrzeżeniem było to, jak po 6-7 piosenkach nagle zespół podziękował i zszedł ze sceny.. Chyba jednak nikt nie myślał, ze to już koniec. Póki gardła twarde skandowaliśmy Artrosis i szybko wrócili, ale potem jeszcze 2 razy znikali aż w końcu podziękowali ostatecznie.
Wrażenia:
Genialnie było usłyszeć na żywo Artrosis, widać, że Medeah nie straciła formy... Wielki plus dla niej, że wyszła do publiczności po koncercie, rozdawała autografy i chętnie pozowała do zdjęć. Osobiście zaskoczyła mnie jej skromność:) Jednak mam pewien niedosyt.. Raz że krótko, dwa że wrażenia słuchowe nie takie jak chciałem.. Pewnie gdybym nie znał tekstów piosenek, to bym ich nie rozumiał do końca. Tak więc nie dziwię się, że jak ktoś przyszedł z czystej ciekawości, jak dwie moje towarzyszki to mogli nie czuć tej magii. Pod sceną było bardzo spokojnie, sporo miejsca, nikt nie napierał, towarzystwo bardzo grzeczne.. Pozytywnie! Świetna była zabawa gdy Medeah zachęcała do śpiewania razem z nią, wyciągając mikrofon w naszą stronę.. Doprawdy, nawet do Rubika byśmy się nadawali, haha:) mam jednak nadzieje, ze jeszcze uda mi się przeżyć koncert Artrosis w takim towarzystwie jak w sobotę.
Na koniec, prywatne podziękowania dla mojej osobistej towarzyszki,bez której by mnie tam nie było. Ona to sprawiła, że mimo technicznych niedociągnięć i braku Morfeusza, cały koncert miał wyjątkową atmosferę i dlatego minął jak ułamek sekundy.
I jeszcze 3 nagrania, gdyż pierwszy raz odważyłem się zabrać ze sobą aparat pod scenę... ;)
Szmaragdowa Noc:
Prośba:
Pośród Kwiatów i Cieni:
P.S.
Zapraszam do dyskusji w komentarzach, bo na pewno coś mi ważnego umknęło i nie pamiętam całej setlisty.. Ah ta moja skleroza:)