• Woodstock 2009: byłem, zobaczyłem, powróciłem :)

    Ago 9 2009, 10h58 por soundaddict


    Fri 31 Jul – Przystanek Woodstock 2009

    Cześć, jestem Mariusz. Mam 25 lat i w tym roku po raz pierwszy byłem na Przystanku Woodstock :P Co mnie do tego skłoniło? Przede wszystkim Caliban, gdyby nie oni pewnie bym się nie zdecydował, ale przyznać muszę, że generalnie lineup był bardzo dobry. Miałem prowadzić dziennik, niestety wiadomo jak to jest, mimo chęci zakończyło się na notatkach z dnia pierwszego. Spróbuję jednak napisać wam kilka (set) słów o tegorocznym Woodstocku.



    piątek

    Jako że w piątkowy poranek (5:00) pojawiłem się jeszcze w pracy, wyruszyłem dopiero o 10:52 tegoż dnia. Musiałem jechać zwyczajnym pośpiechem, bilet niestety mam już normalny, stąd też koszt podróży dość wysoki. Gdybym wiedział jak będzie ona przebiegała to nie kupowałbym wcale, bo ticket mam nieskasowany. Nasze kochane PKP jak zwykle stanęło na wysokości zadania i na dość spora liczbę chętnych, do Kostrzyna podstawiono tylko 3 wagony... Początkowo podróż przebiegała w miarę przyjemnie, z Marcinem (poznanym wcześniej na last.fm) pogadaliśmy sobie o tym i owym, jednak po czterech godzinach zaczęło się robić niekomfortowo. Sami przyznacie, że duże ciśnienie w pęcherzu może zepsuć wszystko :] Ale to nie koniec, albowiem panujący ścisk podsunął co mniej inteligentnym jednostkom pomysł podróży w ubikacji, za zamkniętymi drzwiami. No i tu zaczyna robić się niewesoło, ale jak wiadomo potrzeba matką wynalazku. Tak oto wykonaliśmy projekt, makietę, a następnie finalną wersję przenośnej toalety. Dokonawszy amputacji szyjki od butelki wprowadziłem ją do nogawki spodenek i podłączyłem do spustu. Nie jestem w stanie opisać wam uczucia błogości którego doświadczyłem, tym bardziej że udało się trafić gdzie należy. Co prawda potrzeby nie udało się załatwić do końca, ale to 0,5 litra mniej w organizmie spełniło swoje zadanie. Uff. No to dojechaliśmy.

    Pierwszym czego doświadczyłem wkraczając na pole był opad szczęki. Tylu ludzi na raz nie widziałem jeszcze nigdy. Szok to odpowiednie słowo :) Zdzwoniłem się z Marcinem (chłopakiem mojej siostry) i ruszyliśmy do namiotu (nawiasem mówiąc nagle okazało się, że mam miejsce w trzech namiotach do wyboru, a jeszcze dwa tygodnie wcześniej nie miałem żadnego:)). Po zapoznaniu się z ekipą przyszedł czas na kolejne kroki, pierwszym z nich było spotkanie z lastefemowcami z grupy Poland. Wraz z moim kolegą Łukaszem (z którym spędziłem większość czasu w ciągu kolejnych dni) wybraliśmy się więc z wizytą. Hmmm, w zasadzie mogę powiedzieć że poznałem tylko dwóch osobników, tj. Mateusza (-sin) i Piotrka (Kuge <3), z którymi spotykałem się również później pod sceną. Moja znajomość z pozostałymi ograniczyła się do podania ręki i niezapamiętania kto jest kim, ale to ich wina bo jakoś na koncertach ich nie widziałem ;) Anyway Sin i Kuge okazali się spoko ziomami i liczę na ponowne spotkanie gdzieśtam, kiedyśtam. Jeszcze długo później roztrząsaliśmy z Łukaszem dlaczego Kuge wydaje się taki znajomy, pewnie to kwestia swojskiej twarzy, tak jak np. u konia :D

    Jeszcze tylko chwila na żarcie u kryszny (kuleczka pycha) i przyszedł czas na koncerty, czyli to po co przyjechałem. W piątek interesował mnie w zasadzie tylko Jelonek, no i oczywiście wspomniany już Caliban. Jeśli chodzi o Jelonka to koncert po prostu dobry, chyba jednak oczekiwałem nieco więcej. Fajnie wypada granie z efektem symulującym brzmienie gitary na skrzypcach, niefajnie niestety wokaliści. Instrumentalnie byłoby o wiele lepiej. Plus za Hendrixowskie Voodoo Child. Kolejne występy, aż do finałowego, miały posłużyć jako czas do integracji itd. Stało się jednak inaczej, gdyż Volbeat zmusił mnie do ponownego udania się w okolice sceny. Musze przyznać, że te mniej elvisowe kawałki wypadają na żywo naprawdę wyśmienicie. Niemal stonerowo, a to lubię. Futureheads sobie odpuściłem, Juliette Lewis widziałem końcówkę i strasznie mnie zmęczyła. No to jesteśmy na Calibanie. I w tym oto momencie mój gniew spada na głowę pana od dźwięku, bo jak ktoś jest przygłuchy to się do takiej roboty brać nie powinien. Gitary do połowy koncertu zupełnie schowane za stopą. Co więcej pan nie znał twórczości zespołu chyba bo drugi wokal był ustawiony jak backing, a przecież to powinno być słychać normalnie! Wybaczcie mi, ale jestem na kwestie brzmieniowe bardzo uczulony i się wkur... zdenerwowałem. Ale na szczęście i tak koncert był udany, w końcu chłopaki z Calibana nie wiedzieli jak są słyszalni i dawali z siebie wszystko :)

    Czas na sen. Dobranoc Kostrzynie.

    A i byłbym zapomniał. Tego dnia dokonałem też zakupu koszulki i skandalem jest aby już w piątek został tylko rozmiar XXL w wybranym przeze mnie wzorze. Dostaw nie przewidziano. Trudno, kupiłem za dużą :P Po dokładnym zbadaniu okazało się, że nadruki są krzywo. W związku z tym za rok kupuję koszulke przez internet, przynajmniej rozmiar będzie dobry.



    sobota

    Wstawszy około 8.00 dokonałem obrzędu obmycia się i spożycia pół paczki orzechów w panierce zielona cebulka. Następnie wyruszyłem na Fort Sarbinowo, niestety na drodze doń prowadzącej pan strażnik urządził sobie grilla. Nie miałem niestety długich spodni aby przedzierać się przez las, tak więc tę eskapadę odkładam na za rok. Zamiast tego wybraliśmy się z Łukaszem do miasta, tak jak zresztą jakieś 90% woodstockowiczów :] Celem podstawowym było odprowadzenie brata Basi (wybranki Łukaszowego serca) na dworzec i odebranie jej z niego kilka godzin później. Czas ten spędziliśmy zalegając na trawie (co w zasadzie okazało się bardzo przyjemne), bądź też próbując się dostać do któregoś ze sklepów. Odebrawszy Barbarę udaliśmy się na kepap, a potem na pole.

    Koncertowo sobota miała być dniem najsłabszym. Wcale jednak tak źle nie było. Jedyne co chciałem zobaczyć to Voo Voo i zgodnie z moimi oczekiwaniami spisali się. Mam tu jednak pewne pretensje, gdyż setlista została praktycznie w całości oparta o nowy album (Samo Voo Voo), co zdeterminowało odbiór koncertu jako rokendrolowy. Ja natomiast wolę zespół w odsłonie jazzujaco eksperymentalnej. Na szczęście Wagiel i spółka jak to zwykle live pokombinowali troszkę, porozciągali utwory, posolówkowali się. Ogólnie pozytywnie. Jako następny przewidziano koncert jubileuszowy - 40 lat Woodstock. Mimo moich obaw było całkiem nieźle. Zobaczyliśmy m.in. Kasie Kowalską, Ewelinę Flintę i Adama Nowaka, a mówiąc zobaczyliśmy mam tu na myśli moją radiową koleżankę Anię, którą bardzo serdecznie pozdrawiam :) Później odprowadziłem ją do namiotu i obejrzałem sobie jeszcze występ Kroke. I tu się zaskoczyłem, bo bardzo fajny folczak, muszę jakąś płytę zdobyć. Tyłów dali za to The Subways, kazali na siebie czekać pół godziny i na scenę weszli z zapowiedzią Jurka, że już nigdy więcej tu nie zagrają. Po dwóch kawałkach, mimo że gitarzystka fajnie zamiatała włosami udałem się do namiotu w celu regeneracji przed intensywna muzycznie niedzielą.



    niedziela

    Ten dzień zaczął się tak jak poprzedni czyli myciem i jedzeniem. Pierwsze koncerty przewidziano na okolice godziny 16, zatem do tego czasu postanowiliśmy pozwiedzać stare miasto, względnie najeść się. Cel został osiągnięty mimo obezwładniającego trzydziestostopniowego upału. Jeśli ktoś z was nie miał okazji być w starym Kostrzynie to polecam, niewiele tam zostało śladów ludzkiej działalności, a przyroda już zabrała co jej się należało. Jest klimatycznie.

    Wracając już z daleka słyszeliśmy, że ktoś się ładnie metalizuje na scenie. Okazało się, że to grupa Infernalia. Stąd też nauka na przyszłość, iż nie należy skreślać nikogo z fabryki zespołów. Ja błędnie przyjąłem, że nie będzie to nic ciekawego. Tymczasem najpierw zostałem uraczony niezłym melodic death metalem, a następnie jeszcze lepszym metalcorem pod postacią CHiCO. Kolejną gwiazdą dużej sceny był Dub FX, człowiek znaleziony na youtube, beatboxer, który za pomocą swojego głosu i zestawu efektów tworzy całe struktury piosenkowe. Przyznam, że czekałem na niego bardzo i wnioskuje o złotego bączka dla tego pana. Coś niesamowitego. Jedyny koncert na Woodstocku, na którym wyrwałem się do przodu pod samiutka scenę. Jedyny, na którym bujałem się i tańczyłem (!!!). Zwyczajnie odpływałem. A jak już jesteśmy przy odpływaniu to okrutny upał który panował w niedzielę, pod scena był jeszcze gorszy, no i mogło się to źle skończyć bo gdzieś w połowie koncertu zacząłem trochę tracić kontakt ze światem. Na szczęście wytrzymałem do końca, dałem się ochłodzić z wozu strażackiego i przez następną godzinę dochodziłem do siebie. Na ten czas wypadał akurat występ Budzyńskiego, z którego wiele nie pamiętam (a w zasadzie nic), ale już nadrobiłem wczoraj na Armii, więc Tomek na pewno mi wybaczył :] Po jako takim ogarnięciu się wyruszyłem na Dżem. Wielu obecnym ich koncert bardzo się podobał, mnie tak sobie. W końcu widziałem ten zespół już chyba po raz dziesiąty. Niczym nie są w stanie mnie zaskoczyć, a nowej płyty jak nie było tak nie ma. Z drugiej strony dobrze ich zobaczyć w końcu w pełnym składzie, bo dwa ostatnie razy były bez Adama.

    Przyszedł czas na składanie namiotu, tym samym przepadł występ Clawfinger. Nie wiem czy powinienem żałować, ale nie kocham ich więc nie będę się nad tym niepotrzebnie zastanawiał. Powrót pod scenę na Możdżer Danielsson Fresco. Ich muzyka nijak pasuje do dużej festiwalowej sceny, ale jakoś paradoksalnie sprawdzili się. Ludzie też reagowali raczej pozytywnie, co prawda niektórzy piszą że były jakieś nieprzyjemne incydenty, aczkolwiek ja nie doświadczyłem. Największą gwiazdą tegorocznego Woodstocku był zespół Guano Apes. Tak przynajmniej należałoby wnioskować z ilości publiczności i ścisku jaki zapanował pod sceną. Koncert ze wszech miar udany, widać było że muzycy doskonale się bawili, dobrze zatem że doszło do reunion. Królowała oczywiście Sandra, kamerzyści nie mogli się od niej odkleić, nic w tym zresztą dziwnego :) Usłyszeliśmy stały zestaw hitów, oraz nowy utwór, będzie więc nowy album!

    Już na Możdżerze troszke pokropiło, ale na bisach Guano Apes wylało na całego. Owsiak zapowiadał wcześniej że będzie deszczyć, ale patrząc na niebo ciężko było uwierzyć. O drugiej w nocy wiara była zbędna, ulewa stała się faktem. I tak już przemokliśmy, wiec nie było sensu stać, udaliśmy się na dworzec gdzie po kilku godzinach koczowania władowaliśmy się do pociągu. Kierunek Gorzów, potem autobus do Drezdenka. Mycie, spanie, żarcie, spanie i można wracać do Bydgoszczy :)



    Przystanek Woodstock 2009 był imprezą bardzo udaną i już teraz mogę w ciemno powiedzieć, że jadę za rok. Najlepiej z tą samą ekipą. Myślisz, że Woodstock to syf i brud? Cóż, to zależy tylko od Ciebie, możliwość umycia się jest, toitoiów pełno i są często opróżniane. Dla facetów są też specjalne odlewnie. Generalnie z higiena nie ma większych problemów. Jeśli chodzi o kradzieże to ja nie doświadczyłem, z tego co wiem to zdarzały się przede wszystkim na głównym polu, my byliśmy poza nim i żadnych incydentów nie było. Po prostu najcenniejsze rzeczy trzeba nosić przy sobie i zabierać ze sobą jak najmniej. Jeśli zaś chodzi o ludzi to każdy na pewno znajdzie sobie ekipę, która będzie mu odpowiadała, niezależnie od tego czy jest kulturalnym młodym człowiekiem, czy też fanem nawalenia się i przespania wszystkich koncertów ;) Ceny przyzwoite, muzyka fantastyczna, czego chcieć więcej?

    Na koniec taka mała dygresja. Mnóstwo ludzi jedzie na woodstock aby poczuć się wolnymi. I faktycznie to się czuje, bo przez te 3 dni po prostu nic nie trzeba robić. Aż szkoda wracać :) Tym niemniej niektórzy maja spaczone pojęcie wolności, bo wolność jest dopiero wtedy kiedy nie zakłócamy jej innym. Pankole rozpieprzeni na całym chodniku tak że przejść nie można to nie jest już wolność, to zwykłe chamstwo i prostactwo. Podobnie rzecz ma się z kradzieżami i aktami wandalizmu, fajnie że wam się wydaje "możemy wszystko", pamiętajcie jednak o tym aby ktoś inny nie musiał ponosić tego kosztów.
  • Przystanek Woodstock - Kostrzyn 2009

    Ago 7 2009, 22h38 por wujczas

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009 31.07.2009 - 02.08.2009 Przystanek Woodstock 2009 - Kostrzyn. Jubileuszowy przystanek zebral niesamowita mieszanke wybuchowa na czas trwania calego festiwalu. Pozdry dla Spajder,Tomka, Sylwi, Sabiny i calej reszty !

    - kilka koncertow ktore szczegolnie zasluguja na wyroznienie
    1. Caliban
    2. Możdżer Danielsson Fresco
    3. Guano Apes
    4. Dub Fx
    5. Jelonek





  • XV Woodstock

    Ago 7 2009, 10h42 por balcard

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    No i stało się. Pojechałem. Choć jeszcze kilka miesięcy temu dałbym sobie rękę odciąć, że tego nie zrobię. Co mnie pociągnęło do tak heroicznego czynu? Dwie sprawy. Pierwszą była moja wspaniała dziewczyna, która musiałaby spędzić beze mnie całe 4 dni. Drugą był zespół Guano Apes. Zapewne domyślacie się, że decydujący był koncert ;) Oczywiście nie jestem metalem. Nie posiadam glanów. Nie noszę też kostki. Jedyny atrybut, który posiadam, a który w bardzo małym stopniu łączy mnie z tą subkulturą, to arafatka. Zresztą dostałem ją nawet w prezencie.
    Nie chciałem tam jechać, bo przerażała mnie wizja spania pod namiotem. Głównie dlatego, że nie posiadałem dobrej karimaty ani dmuchanego materaca. Inny aspekt, który mnie nie pocieszał, to mycie się w wodzie o temperaturze ledwo roztopionego lodu. To już co prawda raz przeżyłem, ale głowę mogłem sobie umyć wodą podgrzaną w czajniku. Było to w górach, a dokładnie w miejscowości Rzeki. Nie wspominam tego zbyt dobrze. W każdym razie dojechałem na miejsce. I muszę przyznać, że już w pociągu było wesoło. Między innymi dzięki wyznawcom Arbuza. Z pociągu nikt nie wypadł i szczęśliwie dojechaliśmy na miejsce. Podróż trwała prawie 3 godziny. Chyba nie muszę dodawać, że obecność drugiej połówki wyjątkowo umilała mi czas spędzony w przedziale. Następne co nas czekało to godzinny marsz na miejsce koncertu. Niestety było dosyć ciepło i pogoda nie pomagała nam w marszu. W tym miejscu jest mi przykro, że na teren imprezy nie mogłem wnieść żadnego szkła. Spowodowało to też, że nie mogłem sobie zrobić tam sam nic ciepłego. A ceny w lokalach gastronomicznych nie zachwycały. Niestety bezpieczeństwo moje i moich znajomych jest ważniejsze, więc szybko się z tym pogodziłem. Gdy dotarliśmy na miejsce, musieliśmy szukać w miarę ocienionego miejsca na biwak. To poszło sprawnie i bez większych problemów. Co prawda z początku mieliśmy stać bliżej sceny folkowej, jednak miejsce okazało się zbyt małe na wszystkie nasze namioty. Po kilku minutach znaleźliśmy miejsce w lasku. Dla wszystkich, którzy chcą się w przyszłości rozbijać w lesie mam przestrogę - zaopatrzcie się w kłódkę do namiotu, a cenne rzeczy noście przy sobie. Przykro mi to stwierdzić, ale złodziei tam też nie brakuje. Nasze położenie było w sensownym odstępie od Tojków (toi toi), Małej Sceny i Krisznowców lecz niestety za blisko Przystanku Jezus. Jak się później okazało dał on nam w kość najbardziej. Bardziej niż wszystko inne złe na tym przystanku. Spytacie dlaczego?
    Otóż wyobraźcie sobie 10 przypadkowych mężczyzn śpiewających pod prysznicem. Połączcie ich w jedną grupę i postawcie na scenie z mikrofonem i dobrym nagłośnieniem. Przerażające? To jeszcze nic. Dodajcie do tego piosenki, których tekst nie wiele różnił się od "Jezus was kocha, Miłujcie się, Bóg kocha neonazistów." To wszystko równa się katorgą przez 3 dni. To było gorsze od śpiewu podczas karaoke po kilku piwach w jakimś podrzędnym pubie. Mam nadzieję, że już nigdy się nie powtórzy. No, ale nie będę na nich tylko narzekał, bo czynili trochę dobrego. Prowadzili mądre rozmowy z osobami, które ich zaczepiały. Starali się skrupulatnie tłumaczyć zasady dobrej wiary itp. Za to mają ode mnie plus. Trzeba mieć odwagę, aby stać tak i dzielnie się bronić przed wszelkimi zarzutami. Inne rzeczy już nam praktycznie nie przeszkadzały. Piwo było nawet tanie choć niezbyt smaczne. Lech premium to jednak nienajlepszy wybór. Mam nadzieje, że w przyszłym roku ustąpi miejsca jakieś innej marce. Choćby Warce czy Żywcowi. Kolejki po ten złocisty napój nie były zbyt długie. Nie obyło się oczywiście bez Woodstockowej puszki której do tej pory jestem posiadaczem (szczęśliwy). I tutaj kolejny plus dla browaru za udostępnienie piwa w 2 pojemnikach. Drugi to oczywiście plastikowy kufel. Ilość miejsca w miasteczku piwnym nie zachwycała, ale przynajmniej ludzie w nim przez to byli łatwiejsi do opanowania przez ochronę. Z tego co widziałem nie musieli wiele razy interweniować. A co do ochrony to byłem świadkiem dosyć brutalnej akcji w ich wykonaniu. Jednak po chwili zastanowienia uznałem że była ona jak najbardziej usprawiedliwiona. Otóż 2 typków chciało przejść pod sceną na drugą stronę. Oczywiście był to teren zamknięty i pilnowany przez patrol pokojowy. Panowie nie zareagowali na prośby patrolowca o ominięcie zamkniętej strefy zostali dosyć szybko "wyproszeni" przez panów w niebieskich koszulkach (ochrona - tak zwany niebieski patrol). Czy mieli prawo być tak brutalni? W moim mniemaniu tak. Po pierwsze ludzie na takiej imprezie muszą wiedzieć, że nie wszystko im tam wolno i muszą czuć respekt przed kimś. Drugi powód mojego zdania to zwykła ludzka zazdrość. Jeżeli by pozwolono przejść jednemu, każdy następny podchodził z pytaniem a "a dlaczego on może a ja nie?" To mogłoby spowodować chaos, który nie był nikomu potrzebny. Jaki tego wynik? Dwóch nieszczęśliwych i 400.000 dalej bezpiecznych. Tyle na ten temat.
    Mycie się jedną z fajniejszych rzeczy na tej imprezie. Przyznaje nie byłem pod "grzybkiem" i nie taplałem się w błocie, ale nie odpuściłem bycia ochłodzonym przez wóz strażacki. Muszę wam powiedzieć, że to zajebiste uczucie. Szczególnie gdy na scenie występuje zespół, który wyciska z was ostatnie poty (patrz Blenders). Przy samych kranach trzeba było się trochę pomęczyć, aby się dokładnie umyć, ale to chyba szczególnie nikomu nie przeszkadzało. Pod koniec Przystanku pogoda sprawiła, że woda z kranów i wozów strażackich była zbawieniem. Słońce grzało niemiłosiernie. W słońcu było grubo ponad 30 stopni. Same koncerty uznaję za udane :) Jedne bardziej, inne po prostu udane. Koncert Guano Apes, choć bez wielkiego show, to bardzo dobrze wypadł muzycznie. Pani Sandra Nasic ma wyjątkowo dobry głos. Myślałem, że jest dobra tylko w studiu. Nic bardziej mylnego. Zainteresowanych zapraszam na następny koncert tego zespołu w Polsce lub w jakimś innym miejsce niedaleko granic naszego państwa. Dobry był też Jelonek, choć trochę mi umknął przez siedzenie w wiosce piwnej. Clawfinger też dał radę :) Chyba najmniej udaną rzeczą z całej tej wyprawy był powrót. Złapał nas paskudny deszcz, który nas przemoczył tak mocno, że aż się zastanawiałem czy mam buty na nogach czy idę boso w kałuży. Podróż pociągiem do Poznania przebiegła spokojnie. Tym samym około 6.20 byłem już w domu.

    Ogólnie jak było? Było naprawdę fajnie. Fajna atmosfera. Głównie przez osoby, które tam ze mną jechały. Poznałem kilku sympatycznych ludzi. Pozdrawiam tutaj Schizzola, Dużego, Czaję oraz resztę ekipy ;)


    Wszystkich zainteresowanych tą imprezą serdecznie na nią zapraszam. Nie wierzcie mediom, jest fajniej niż mówią!
    Po powrocie do domu z nudów począłem przeglądać artykuły na temat tego festiwalu (to miał być główny temat notki xD ). Przeraża mnie ilość negatywnych komentarzy w kierunku Pana Owsiaka oraz jego tworów. Rozumiem, że można kogoś nie lubić, ale żeby od razu wyzywać kogoś od złodzieja?! Najgorsze jest to, że te wszystkie oskarżenia są zupełnie bezpodstawne. Nikt nie podawał nawet najmniejszego dowodu na swoją opinię. Zastanawia mnie, skąd ta nienawiść. Zazdrość? Zwykłe chamstwo? Trolle internetowe? Pewnie wszystko po trochu. Chyba mało kto z tych ludzi miał dziecko w szpitalu, które było leczone sprzętem dostarczonym przez WOŚP. Sam się przyznam, że podczas leczenia się w centrum rehabilitacyjno-leczniczym dla dzieci w Osiecznej korzystałem ze sprzętu z logiem Wielkiej orkiestry świątecznej pomocy. Nie życzę nikomu, aby przekonywał się w ten sposób o istnieniu sprzętu zakupionego przez "Orkiestrę". W każdym razie mam nadzieje że z czasem ten proceder ucichnie albo ktoś wyciągnie dowody na winy pana Jurka. Z jednego lub drugiego będę się cieszył równie mocno. Zauważyłem też pewną zależność. Im portal informacyjny jest gorszy tym więcej negatywnego piszę o 15 już spotkaniu fanów dobrego brzmienia. Dla przykładu podam Pardon który merytorycznie stoi na wysokości Pudelka. Jednak tym się nie przejmuję, gdyż każdy kto ma choć grosz rozumu będzie wiedział, że prawie wszystko co jest tam napisane to stek bzdur i artykułów na tak zwany "sezon ogórkowy". Dla ludzi którym się wydaje że śmierć 3-4 osób na koncertach gdzie jest ponad 450.000 osób to dużo, to polecam poszukanie informacji ile osób dziennie ginie w miastach o tej liczebności. To powinno rozwiać wszelkie wątpliwości.
  • Hej kolenda,kolenda

    Ago 6 2009, 11h29 por ava66

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    Mój pierwszy Woodstock, który mimo kilku minusów okazał się super przygodą, zanurzeniem w pozytywnej fali braci piwnej i muzycznej, kilkoma dniami, za którymi łzy rzewne lecą.

    Ad one; podróż; Mimo iż ciapąg woodstokowy wyruszył bez nas, brygada kryzys załapała się na kolejny, zaopatrzeni w potiony many i życia, znieczuleni wcześniejszym transportem na Wrocław, mężnym krokiem, zajęliśmy miejsca.
    Zapoznawszy się towarzyszami broni w pociągu, po blisko sześciu godzinach dobiliśmy na miejsce. (pozdrawianie dla tych,którzy w trakcie podróży polegli;)).

    Ad two;początek- po rozbiciu namiotu na wzgórzu, gdzie kąt nachylenia podłoża wynosił koło 40 stopni, i zbudzeniu się w nogach u chłopaka drugiego dnia, rozpoczęła się ofensywa wioski piwnej. Dumni z przetrwania, splądrowania i zdobycia Lecha, stanęliśmy przed kolejkami do żarcia. Polak,jak wiadomo, zjeść musi, ale zwątpił,na widok żetonów i jedzenia w zamian za nie.
    Pukając się po czole, wyposażony w kuchenkę gazową(którą nawet nam później ukradziono), wskrzesiliśmy do życia żarcie z Biedy.

    Ad three- czyli higiena obozowa i zasady BHP.
    Nic dodać nic ująć, żalem było jedynie,gdy jacyś debile odkręcili rury od kranów,przez co połowa była nieczynna. Z burżuazyjnych pryszniców nie korzystaliśmy, nie, kolejek wcale nie było ;)...

    Ad four- muzyka,muzyka,muzyka....-jako że człek głównie dla niej sie tam znalazł, co chciał, zaliczył.
    Volbeat dało zajebiaszczy koncert, Guano Apes również z formy nie wyszło, i choć przy Korpiklaani burza dała się we znaki, wróciło się na front, Beer Beerpodniosło na duchu.

    Ad last but not least- Woodstock zrobił na mnie niesamowite wrażenie, pełen respect dla czerwonych, daliście rady i trzymajcie tak dalej.
    Co do zalegających i ofiar własnej głupoty, ludzie,nie zalegajcie gdzie popadnie, nie zawsze się w porę was ze środka drogi wyniesie.
    Złodzieje, widać przyda się wam nasze krzesło i kuchenka, piwo ście mogli zostawić, nie tylko wy macie gardła suche!

    Towarzysze broni, widzimy się za rok ;).
  • może i długie ale tylko to są same najważniejsze sprawy

    Ago 5 2009, 16h05 por stefek99

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    List o takiej treści wysłałem do WOŚPu, to samo jest na blogu - http://wakacjones.blogspot.com/2009/08/moze-i-dugie-ale-tylko-to-sa-same.html

    "Pierwszy raz na Woodstocku. Totalnie oczarowany. Teraz to ja chciałbym się przyczynić do czegoś." - tymi słowami rozpocząłem list, w którym zgłosiłem się do Pokojowego Patrolu. Następnie przeszedłem szkolenie I stopnia a także udałem się na finał do Warszawy. Cały czas byłem pełen energii i entuzjazmu, zapisując wszystkie, nawet niekoniecznie miłe, wydarzenia po stronie plusów.

    Rok temu dużo chodziłem, mało piłem, dużo pomagałem. Stwierdziłem, że mogę jeszcze więcej chodzić, jeszcze mniej pić i jeszcze więcej pomagać - wszak duży może więcej i wszyscy możemy skorzystać na współpracy. Jak się okazało, moje talenty zostały sprowadzone do pilnowania płotu. Na nic się zdał list - "Bardzo proszę o rozważenie mojej propozycji. Byłoby to rozwiązanie z korzyścią dla mnie jak i dla Fundacji. Dobrze czuje się w internecie, ponadto swoja przyszłość zamierzam wiążąc z tym medium." - być może gdybym uzyskał jakąkolwiek odpowiedź na pewno inaczej przygotowałbym się do pracy, o której sam lider powiedział - "chodzi o to by nikt was nie zobaczył ze spicie w tym samym czasie".

    To co doświadczyłem podczas Woodstocku zmusza mnie do otwartego zabrania głosu w sprawie Pokojowego Patrolu a także innych spraw bezpośrednio związanych z organizacją festiwalu.

    ● przedmiotowe i niepoważne traktowanie – w aplikacji na szkolenie podpisałem cyrograf w myśl którego w przypadku nie uczestniczenia jako Pokojowy Patrol zobowiązuję się do poniesienia całkowitych kosztów szkolenia. W jednym z listów przysłanych przez Fundację była mowa o limicie 700 wolontariuszy. Konsekwencją takiego zapisu była możliwość uniknięcia kosztów poprzez zwykłą opieszałość. Było to dla mnie całkowicie niezrozumiałe a próba wyjaśnienia tego paradoksu spotkała się z następującą odpowiedzią - "Nie musisz rozumieć dlaczego jest limit, będzie lepiej kiedy nie będziesz zaśmiecał sobie głowy takimi rzeczami." Kolejną rzeczą kwalifikującą się do tego punktu był czas pobytu podczas Woodstocku. Jestem w stanie zrozumieć, że jedna osoba przyjeżdża dzień później, nie jestem w stanie zrozumieć, że w momencie kiedy mają być już wszyscy nie ma połowy grupy, a sam lider przyjeżdża dwa dni później. W przypadku opuszczenia Woodstocku było jeszcze ciekawej, o ile mi wiadomo z całej grupy nie został NIKT [sic!]. Co prawda miałem zarezerwowany czas ale nie mogłem już dłużej doświadczać ciągłego pasma nieprzyjemności.

    ● ogłoszenia zmiany lineupu z telebimów i ze sceny - oczywista oczywistość.

    ● godziny rozpoczęcia koncertów - mimo wszystko niektórzy przyjechali także dla muzyki. Widziałem ulotkę z niemieckiego punktu informacji i oni umieścili godziny występów. Ponadto w informatorze w stopce były podane godziny (w losowej kolejności i nie do końca prawdziwe), a nie było ich w zestawieniu na końcu.

    ● logiczny układ zespołów w informatorze - był podział na sceny, lecz w ramach każdej ze scen kolejność była z grubsza losowa.

    ● jedna wersja informatora w dwóch/trzech językach - pod dyskusję, warto wypróbować.

    ● biuro ludzi zagubionych ("meeting point") - nawet jeżeli nie wszyscy będą wiedzieć o czymś takim to ludzie i Pokojowy Patrol będą w stanie wskazać drogę

    ● barierka przy bankomatach - wejście za scenę było tuż przy bankomatach (bankomaty - wejście - barierka - barierka - barierka - scena), ludzie się tłoczyli co znacząco spowalniało przejście a także utrudniało pracę, a wystarczyło przecież (bankomaty - barierka - wejście - barierka - barierka - scena).

    ● wypaczone poczucie obowiązku - pilnowanie w 5 osób jednego kawałka płotu - spanie na służbie - upominanie żeby sikali do tojtojów - brak obeznania z Woodstockowymi realiami. Niestety większość osób z mojej grupy podchodzi pod ten punkt. Podam jeszcze 2 przypadki totalnego braku poczucia rzeczywistości: 1) "to ja pójdę z tym panem do łazienki, sami widzicie co mu się stało" 2) konkurs na czyściocha (kto najwięcej worków), wręczenie nagrody w biurze prasowym - zostałem sprowadzony do parteru przez ludzi z biura za to, że chciałem umożliwić żonie zwycięzcy dzielenie się radością.

    ● budki telefoniczne - przez 2h służby na odcinku "gastronomia" użytkowników można było policzyć na palcach jednej ręki, podczas gdy w tym samym czasie wiele osób pytało się gdzie może doładować telefon. Faktycznie - przedsiębiorcy z alejki handlowej wyszli na przeciw oczekiwaniom konsumentów i oferowało opcję ładowania telefonów komórkowych.

    Jednak wszystkie powyższe drobiazgi blakną wobec BULWERSUJĄCEGO POSTĘPOWANIA, ZDECYDOWANEGO PRZEKROCZNIA KOMPETENCJI PRZEZ NIEBIESKIE ZOMO. Przypuszczalnie był jakiś powód do podjęcia interwencji, ale ja widziałem jedynie wykręcanie rąk i krzyki z ust poszkodowanych - "nie bijcie", "przecież idziemy", "nic nie zrobiliśmy". Bałem się wykorzystać opcję filmowania w telefonie komórkowym aby nie stać się ich kolejną ofiarą, poza tym próbowałem zatrzymać ten akt przemocy. W tej chwili usprawiedliwiam się ze dzięki mnie jedynie powykręcali ręce a nie zrobili żadnej większej krzywdy. Zostałem odesłany do lidera który nie zrobił nic w celu wyjaśnienia tego incydentu. Nie ukrywam że chciałem ostentacyjnie zrezygnować Pokojowego Patrolu, niemniej jednak wtedy moje słowa brzmiałyby jak frustracje rozkapryszonego dzieciaka.

    Dałem sobie czas na oddech, dałem sobie czas na przemyślenie tematu. Bynajmniej nie piszę o tysiącach pijanych ludzi którzy śpią gdzie popadnie i nie mają zapewnionych podstawowych udogodnień, koń jaki jest każdy widzi, tego się nie zmieni. Sprawy które poruszam można z łatwością poprawić poprzez elementarne myślenie i słuchanie ludzi. Liczę na to że mój głos zostanie dostrzeżony i przyczyni się do lepszego funkcjonowania Woodstocku podczas kolejnych edycji.
  • Dzięki wszystkim którzy się ze mna zetkneli xD:D:P

    Ago 5 2009, 12h41 por pancerniczek

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    Ponad 600km przejechanych po to by was zobaczyć!:D
    Pierwszy raz tam byłam, łooo niezapomniane uczucie.. pełen luz, pełna samowola...
    Pomimo ze już w drugi dzien ukradziono nam wszystkie pieniadze i musielismy sie motac z kasa na paliwo w powrotna strone ...nie żaluje!xD

    Przy okazji chciałam podziękować wszystkim którzy kupowali moje czekolady za 4papierosy bądź 1zł ;) heh
    specjalnie krew oddalismy bysmy mieli za co żyć xD:P

    Pozdro także dla tych którzy wąchali mojego trampa aby przejść między namiotami;)


    Kochani widzimy się za rokxD!!!!!:D:D:D:D
  • To ja tez cos skrobne, a co

    Ago 5 2009, 8h30 por pejotha

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    Z tego co widze, jest ogolna podjara ludzi sluchajacych szerokopojetych kapel rockowych, ja natomiast jechalem na woodstock dla easy star all-stars i dub fx.

    byl to moj pierwszy woodstock i powiem szczerze, jechalem z mieszanymi uczuciami, na sam wyjazd nakrecila mnie dziewczyna (dziekuje kochanie ;*), no i sie nie zawiodlem. ludzie spoko, pole nawet spoko, toi toie rano w miare sprzatane, prysznica nie wymagam, ciezko by to bylo sensowanie ogarnac na 400tys ludzi. wielki minus za to za gastronomie i bezsensowny system z zetonami, no chyba ze sie wstalo o 7 rano, to szlo jakos przezyc.

    wracajac do muzyki, piatkowy koncert easy star all-stars mnie pozamiatal, byly utwory w wiekszosci beatlesow, ale tez i ze starszych plyt nagranych z utworami pink floyd i radiohead (dla tych co nie znaja kapeli powiem, ze to glownie cover band, polecam). to co mnie zamiotlo to mega miazdzacy bas idacy ze sceny, 3 wokalistow i wokalistka.

    natomiast co do koncertu dub fx, to mial dwa znaczace minusy - po pierwsze byl za krotki, a po drugie czemu o jakiejs 17? ja bym ten koncert wstawil zamiast jakiegos dzemu (nie bijcie!) czy innej kapeli. wydaje mi sie ze to co koles prezentuje zasluguje na dluzszy czas i wieksza publike, ktora przeciez zawsze liczniej stawia sie wieczorem. ale i tak widzalem wielu ludzi zupelnie niezwiazanych z kliamtyami beatboxowymi, ktorzy swietnie sie bawili i nie ograniczali sie tylko do tupania noga. szacun :)

    i na koniec wielka piona dla chlopakow z Ictus Sound, konktretnie Quendi, Collie Weed i Medik Ahmed za przednia zabawe przy namioce Lecha!
  • Ludzie, klimat, muzyka... Niesamowite

    Ago 4 2009, 19h41 por Claudia269

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    Większość społeczeństwa słysząc "Przytanek Woodstock" od razu rwaguje w negatywny sposób. Krytykują choć nie mają zielonego pojęcia czym jest Przystanek Woodstock. To przykre, że tak wpsaniały festiwal jets owiany tak negatywnymi opiniami ludiz zacofanych i ślepo wierzących skomercjalizowanym mediom, które pokazują zazwyczja tylko negatywne storny PW. Pokaują to, co chcą żeby ludzie zobaczyli.

    Bo żeby zrozumieć dlaczego tak wielu wspaniałcyh ludzi przybywa co roku na festiwal do Kostrzyna, trzeba się przekonać na własnej skórze. W tym roku pierwszy raz byłam na PW i już mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatni.

    Wsiadając do pociagu do konca nie bylam pewna czy jednak robię dobrze jadąc tam. Słysząc wcześniejsze opinie otoczenia, szczerze mówiąc zaczęłam się bać. W pociągu, co najmniej prze połowę drogi byłam spięta. Później troszkę się rozpogodziłam. Muszę przyznać, że w pociągu było bardzo wesoło. Dotarłam na pole namiotowe ok godizny 17 w czwartek. Gdy zobaczyłam co się dzieje, byłam pod ogromnym wrażeniem. Tylu ludiz, tyle namiotów... Niektórzy byli tam już dużo wcześniej niż ja. Jednak nadal miłam lekko popsuty humor. Zastanawiałm się co ja tam właściwie robię, rozbiłam namiot niedaleko wioski Kryszny. Rano obudził nas ( mnie i moją kumpelę) złodziej. Przeniosłyśmy się w inne miejsce i obawy prawie zniknęły.

    Na początku myślałm, że PW to przede wszytkim muzyka. Jednak szybko zmieniłam zdnaie i tuna pewno wielu się ze mną zgodiz, że muzyka to tlyko dodatek. Ludize, klimat., muzyk - koniecznie w tej kolejnośći. 99% zajebistych ludiz, uśmiechnięci, życzliwi, radośni. Z każdym można pogadać, mozna się pobawic. Tylu zajebistychludiz jeszce nigdy wczniejs nie poznałam na raz. Oczywiście znalezli sie i wszelkiego kalibru debile (przepraszm tu za okreslenie ale inaczje sie nie da). 1% Woodstockowej społeczności był do luftu. Wszedzie znajdą się tacy ludize, którzy będa przeszkadzać inym w dobrej zabawie. Mowa tu szczególnie o złodizejch, którzy dali się we znaki znajomym i sąsiadom. NIE POWINNO WAS TAM BYĆ!

    Co do koncertów, moi faworyci: Jelonek, Volbeat, The Futureheads, Caliban, The Subways, Clawfinger i Guano Apes. Kolejność przypadkowa. Najbardizje wybawiłąm się chyba na Clawfingr. Deszczyk piwny mnie nie ominął ;) Była moc i energia :) Ogólnie świtenie. Szkoda że na Guano Apes zaczął lać deszcz. Koncerty oceniam bardoz pozytywni. Ściana śmierci na Calibanie - coś niesmowitego! Byłam torskze orzczarowana Dżemem, ogolnie lubie ich ale koncert wydawal mi sie troszke nudny. Ale zachowanie publiki na Dżemie, ta jedność... i skandowanie "pomocy"... coś pięknego...

    Ogólnie troszkę mało kranów i toitoi ale dąło się przezyć. Pogoda dopisywała. Oprócz końcówki. No ale dąło się przeżyć. No kolejka do kranów maksymalnie długa. Niektórzy do toitoi chodzić nie powini jak się zachować nie umieli... ale to takei mneijsze minusy.

    Nie da sie wyrazic zwyklymi slowmai tego co sie dzieje na PW. To po prostu trzeba poczuc, doswiadczyc na wlasnej skorze. Ta jednosc, spokoj, zyczliwosc. TO TRZEBA PRZEZYC. "Woodstock jest jak łódź podwodna, zbiera tlen żeby przeżyć cały rok". I warto cały rok czekać na te kilka dni. ZA ROK NA PENO JADE!

    I pozdrawiam Zenka punka który spedił dwa lata w seminarium i 2 lata w kryminale <hahaha>, Kocurka za łądne oczka, Mańka i Bartka, ludiz z którymi wracałysmy pociągiem :) no i najmocneij pozdrawiam Grzesia.
  • Open'er vs Woodstock

    Ago 4 2009, 19h02 por solve_coagula

    Czw 2 VII – Heineken Open'er Festival 2009
    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    Zarówno na Open'erze jak i Przystanku Woodstock byłem po raz drugi. I postaram w kilku rundach przedstawić pojedynek tego rocznych edycji.

    Gwiazdy (1 : 0)
    Open'er zapewnia większą ilość i często większego formatu, ale także każe słono za nie zapłacić. Woodstockowe gwiazdy może nie w takiej ilości, ale w tym roku dopisały wyśmienicie. Ale plus dla Openera

    Zabawa pod sceną (1 : 1)
    Zdecydowanie Woodstock, tyle formacji koncertowego tańca jeszcze nie widziałem. Na Open'erze koleś z The Prodigy próbował tworzyć kręgi ale ludzie coś nie kumaci byli, dobre pogo jedynie na Faith No More można było zauważyć.

    Liczba scen (2 : 1)
    Open'er coś kolo 7, Woodstock 3 (Duża, folkowa, Krishny) + plus nie formalne

    Main Stage (2 : 2)
    Takiej sceny jak na Woodstocku nie ma nigdzie indziej do tego co roku jest inna, na Open'erze niczym nie różniła się od zeszło rocznej.

    Bezpieczeństwo (2 : 2) - nierozstrzygalne
    Open'er dużo ochrony (prawie chcieli do dupy zajrzeć), z namiotów nic nie ginęło, Woodstock bójek, kradzieży nie zauważyłem, choć słyszałem, że były; zawsze jest możliwość skorzystania z Toi Toi Campa.

    Ochrona (2 : 3)
    Pokojowy Patrol rządzi, na open'erze ciągle trzepali nie można było nawet wnieść piwka na pole namiotowe.

    Pole namiotowe (3 : 3)
    Minimalnie na plus Open'er. Pole ogrodzone z prysznicami, xboxem, toitojami, sklepikiem. Wkurzało jedynie narzucanie miejsca gdzie masz się rozłożyć.

    Magia świateł + telebimy (3 : 4)
    Co prawda na Open'erze nie które zespoły miały swój zestaw to nie zachwycały tak jak stworzona piramida świateł na woodstockowej scenie, telebimy na woodstocku były olbrzymie i wysokiej jakości w pięknej oprawie, na openerze standardowe do tego piksele się wypalały.

    Piwo (3 : 5)
    Open'er: Tylko Heineken cena 6 złoty (na polu koncertowym tylko lane w tej samej cenie). Woodstock 3.30 zł => Lech puszka + Lech lane + Tyskie lane i jeszcze reddsy nie wiem tylko w jakiej cenie, a poza tym wnosiłeś co chciałeś.

    Infrastruktura sanitarna (3 : 6)
    Toi Toi tu i tam takie same, lepsze rozwiązanie z kranami, niż kranem z Toi Toi na open'erze w którym po godzinie wody nie było, prysznice na open'erze wliczone w pole namiotowe ale słabej jakości, na woodstocku za 5 zł, wyjątkowo higieniczne z ciepłą wodą, ich liczba mogła być jedynie większa.

    Gastronomia (4 : 6)
    Open'er zdecydowanie większy wybór, Woodstock postawił na monopol jednej firmy w której trzeba było kupować żetony. Dobrze, że było wege jedzenie u Krishny.

    Imprezy towarzyszące (4 : 7)
    Open'er: Były teatry, fireshow, filmy, jam session, pokaz mody - niestety wszystko w czasie koncertów dlatego je sobie musiałem odpuścić. Woodstock: Teatr, filmy, warsztaty plastyczne, muzyczne, joga, wspaniałe wykłady wyjątkowych ludzi, w godzinach porannych.

    Różnorodność muzyczna (4 : 8)
    Zdecydowanie Woodstock: można było usłyszeć z jednej strony punk, metal z drugiej jazz, i dźwięki klasyczne.

    Ludzie (4 : 9)
    Open'er: wszyscy bardzo przyjaźni weseli, lecz wyczuwałem czasami przesadne lansiarstwo. Woodstock: nie sposób tego opisać. W każdym razie DZIEKI WSZYSTKIM KTÓRYM MOGŁEM WRĘCZYĆ CERTYFIKAT HARDKORA.

    Przed przyjazdem nie spodziewałem się tego, że Woodstock przegoni w tym roku Open'era. Było przepięknie, choć wszystkim polecam również Open'era. Do zobaczenia za rok tu i tam.
  • I po Woodstocku

    Ago 4 2009, 17h53 por Kcramsib

    Pia 31 VII – Przystanek Woodstock 2009

    Kolejny Woodstock za mną, można skrobnąć kilka słów w ramach recenzji... dla porządku (i z lenistwa) zadowolę się wypunktowaniem plusów i minusów:

    Pozytywy:
    -99% ludzi na festiwalu - tu chyba nic nie trzeba dodawać, każdy, kto był wie o czym mówię: tłumy uśmiechniętych ludzi, spokój, harmonia, wzajemna życzliwość, zabawa... pozdrowienia dla miłego pana który podczas, swoją drogą, niezłego koncertu Guano Apes stwierdził, że nie ma już sił na kolejne piwo i podarował mi całą, nieotwartą puszkę, dla człowieka z Wrocławia z którym przegadałem 2 godziny na pasażu nie wiedząc nawet jak się człek nazywa, dla przesympatycznych czeskich sprzedawców kolczyków, zagubionych dusz szukających w środku nocy swoich namiotów i dziesiątek obcych ludzi z którymi zamieniło się kilka słów przy byle okazji.

    -Jelonek i Volbeat - o panu ze skrzypkami oraz Duńczykach usłyszałem gdy dowiedziałem się, że mają grać. Zrobiłem research, spodobało się, poszedłem i, co tu dużo gadać, nie żałuję - panowie po prostu dali czadu.

    -Infernalia i Dub FX - sytuacja odwrotna - bez uprzedniego researchu i spaceru pod scenę - obu wykonawców słuchałem chowając się przed słońcem w obozie... nie przeszkodziło mi to jednak stwierdzić, że występy były po prostu fajne: pozornie niepasujący do festiwalu człowiek-orkiestra rozkołysał całe pole, nikomu nie znani panowie z Grudziądza skutecznie obudzili pogrążonych w letargu słuchaczy.

    -Wioska Kryszny - bo u Kryszny jest jak u mamy: nakarmią, napoją, przed cieniem się ukryć pozwolą i jeszcze rozrywki dostarczą. Miłe dla oka pokazy tańców z Bollywood, wyjątkowo w tym roku energetyczne Zielone Żabki (słyszane tym razem, niestety, z pewnej odległości) i sympatyczne Village of Peace (na których koncercie byłem aż dwa razy)... nawet guru bredzący coś o życiu na Księżycu nie zdołał popsuć obrazu.

    -Scena folkowa a zwłaszcza koncert kapeli o przydługiej nazwie Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni - po raz kolejny okazało się, że niejednokrotnie scena folk może zaoferować więcej pozytywnych wrażeń niż scena główna.

    -The Subways, Clawfinger, ostro spóźniony Don Carlos - bo po prostu, niezależnie od miejsca w którym się ich słuchało (niestety nie pod samą sceną), fajne koncerty to były...

    Negatywy:
    1% ludzi na festiwalu - tak, bo nie wszyscy byli słodcy, mili i kochani. I niestety ci nieliczni be byli często bardziej widoczni... tak więc szczere wyp***j dla złodzieja który okradł dwoje moich sąsiadów, nawalonego barana który, w zamian za odniesienie jego rzeczy do punktu rzeczy znalezionych, połamał mi namiot (na szczęście niezbyt skutecznie bo udało się go jakoś naprawić - namiot, nie barana)... może nie wyp***j ale małe, delikatne spadaj dla sępów snujących się po wiosce piwnej, pasażu i pod scenami i ciągnących zlewki od piwa oraz fajki oraz ekipy która od którejś nocy 4 do 7 rano darła się "nie spać kurwa!" budząc pół pola namiotowego... takich ludzi nie chcemy, nie lubimy i raczej nie polubimy...

    -Szeroko pojęta HIGIENA - tu w sumie też nie trzeba nic dodawać: śmiesznie niska ilość kranów (których zresztą połowa nie działała ostatniego dnia) to temat na osobny wywód - ciężko było przewidzieć, że przyjedzie więcej niż rok temu ludzi i 600 kranów nie wystarczy? Inna sprawa to stan toalet - czysta tragedia, ale to akurat nie jest winą organizatorów tylko, w dużej mierze, samych uczestników festiwalu: wchodzę do toalety i co widzę? Ściany uwalone odchodami, na desce stoi i wydziela zapachy "pamiątka" po poprzednim użytkowniku... no sorry, ale winą przysłowiowego Owsiaka nie jest, że ktoś nie umie skorzystać jak człowiek z toalety...

    -Żetony - miały zlikwidować kolejki a tylko je zwiększyły (stało się dwa razy: raz po żeton, raz po jedzenie), nie były zresztą, w sumie, potrzebne bo jedzenie było po prostu, w przeciwieństwie do ubiegłego roku, niedobre i mało zróżnicowane - ja i moi znajomi mieliśmy spory problem, by się tych nieszczęsnych żetonów ostatniego dnia pozbyć... i po co to?

    -Dżem - wielu prawdopodobnie w tym momencie podpadnę, ale niestety, będąc wielkim fanem Dżemu, wracałem z koncertu piekielnie rozczarowany. Muzycznie niby wszystko ok, publiczność również świetna, ale to nie to... ucharakteryzowany na połączenie Riedla i Markowskiego Maciej Balcar zamordował praktycznie wszystkie piosenki - odniosłem wrażenie, że on po prostu nie czuje tej muzyki, odwala pańszczyznę śpiewając z głupim uśmieszkiem bluesowe kawałki o tym, że przegrał partię z losem i życie jest złe... no niestety, ale mi się to po prostu nie podobało. Nie podobały mi się również Caliban oraz skrajnie przereklamowany koncert jubileuszowy ale cóż - to po prostu kwestia gustu (pierwsze - nie moja muzyka, drugie - nie moja stylistyka).

    -Pogoda - upalne dni, arktyczne noce i burza podczas Guano Apes i Korpiklaani (w drugim przypadku uniemożliwiająca mi obejrzenie koncertu, ku memu wielkiemu rozczarowaniu) to akurat niczyja wina, zaznaczam to jednak dla uzupełnienia całości obrazu...

    Generalnie Festiwal zdecydowanie in plus i za rok, już po raz piąty, na pewno pojadę. Pozostaje jedynie liczyć, iż za rok organizatorzy wyciągną wnioski ze swoich błędów i zorganizują jeszcze lepszą (lub choćby porównywalną) imprezę... Sie ma!